
Rok 1987 przynosi nowe wydawnictwa U2, Fleetwood Mac, Prince’a czy grupy The Smiths. Na ekranach kin pojawia się film „Wpływ księżyca” z pierwszoplanową, nagrodzoną Oscarem, rolą Cher. Po raz pierwszy do studia wchodzi amerykańska grupa Guns ‘N Roses, by stworzyć płytę, która stanie się nową kartą w historii muzyki rockowej.
Takiego debiutu powinno się życzyć każdemu. Ponad trzydzieści milionów sprzedanych egzemplarzy od dnia premiery, wciąż należąca do czołówki najchętniej kupowanych płyt w Stanach Zjednoczonych. I mimo upływu lat czy milionów innych debiutanckich premier fonograficznych na świecie po drodze, nadal pozostaje najlepiej sprzedającym się debiutem w USA. Mowa oczywiście o Appetite for Destruction Guns ‘N Roses. Płycie, która podobnie jak w ubiegłym roku Rumours i Tango in the Night Fleetwood Mac, Listen Without Prejudice vol. 1 George’a Michaela czy The Joshua Tree U2, w tym roku doczekała się swojego znakomitego wznowienia. Jednak w przypadku albumu Guns ‘N Roses powinnam raczej napisać o kilku „wznowieniach” – od standardowej wersji CD, przez wzbogacone o dodatkowy kompakt edycję Deluxe, aż po ogromne wydanie noszące tytuł Appetite for Destruction: Locked N’ Loaded, zawierające m.in. płytę EP Live ?!*@ Like A Suicide, 96-stronnicową książkę czy mnóstwo gadżetów. Co ważne, wydawnictwo zawiera pierwszy remaster z oryginalnych taśm analogowych.
Zanim jednak grupa Guns ‘N Roses wydała swoje magnum opus, odnotowała wszelkie możliwe rekordy sprzedaży i rozbijała skale recenzji, początek nie rysował się tak hurraoptymistycznie. Tuż po podpisaniu kontraktu z wytwórnią Geffen Records, zaczęły się uwypuklać problemy z kolejnymi muzykami – wraz z pieniędzmi równolegle pojawiały się z rosnącym natężeniem narkotyki i alkohol. Nie pomagały również naciski ze strony wytwórni Davida Geffena. Czuć było presję. Podobno z najbardziej burzliwych czasów wyłaniają się przełomowe dzieła sztuki. W przypadku Guns ‘N Roses ta przepowiednia miała się ziścić.
„Witaj w dżungli, mamy tu masę rozrywek. Mamy wszystko czego zapragniesz” – to zapowiedź tego, co czeka na Appetite for Destruction, a rzeczywiście są to pierwsze wersy otwierającego płytę singla Welcome to the Jungle. Obietnica, która spełniała się przy każdej z dwunastu znajdujących się na tej płycie kompozycji. Co piosenka, to hit, nawet jeśli nie należała do i tak dosyć pokaźnej puli singli. Pozbawioną nastrojowych ballad, które cechować będą późniejsze płyty tego amerykańskiego zespołu – jak chociażby Use Your Illusion I oraz Use Your Illusion II, superprodukcję gęsto wypełniają bardzo melodyjne utwory z doskonale zaprojektowanymi stadionowymi refrenami jak w Paradise City, Sweet Child O’Mine czy we wspomnianym wcześniej Welcome to the Jungle. Appetite for Destruction pozwoliło wszystkim członkom zespołu zaprezentować szerokie spektrum swoich możliwości. Debiutancka płyta amerykańskiej grupy pokazuje niezwykłe predyspozycje Axla Rose’a, szczególnie w It’s So Easy. Do dziś zachwycają riffy Slasha, by wspomnieć chociażby jedno z najbardziej stadionowych intro w historii muzyki w Sweet Child O’Mine. Sporo miejsca znalazło się też na tej płycie dla gitarowych wyczynów basisty grupy Duffa McKagana. Debiutancki album Guns ‘N Roses doskonale puentuje Rocket Queen.
Appetite for Destruction pozostaje (i pozostanie) jedną z najwybitniejszych płyt w historii muzyki rockowej. Tak brzmiała młodość, energia i bunt niewiele ponad trzydzieści lat temu. Z tej pierwszej co roku pozostaje coraz mniej. Te dwie ostatnie nie zestarzeją się już nigdy.

