Site icon All About Music

Grimes – Miss Anthropocene (Rave Edition) (2021), recenzja Christiana Cieślaka

Internet XXI wieku to przede wszystkim kwintesencja kultury remiksu. Od memów, przez zabawne montaże istniejących już wideo, aż po muzykę, której przerobione oblicze stało się nieodłączną częścią promocji najpopularniejszych utworów, a nawet i całych albumów. Rok 2021 rok rozpoczął się dla świata premierą nowej, zremiksowanej wersji albumu Miss Anthropocene autorstwa księżniczki alternatywnych brzmień, czyli Grimes. Czy jak sugeruje tytuł Miss Anthropocene (Rave Edition) jest prawdziwą feerią dyskotekowych brzmień, idealną do szalonych tańców w ich rytmie? Sprawdźmy to!

W 2020 nie sposób było nie natknąć się na remiksy największych hitów, gdzie prym w tej kategorii wiodła Dua Lipa. Club Future Nostalgia nie tylko był świetnym rozszerzeniem promocji samego Future Nostalgia, ale sprawdził się zarówno jako osobny muzyczny byt od którego nie mogłem się po prostu oderwać. Tym samym, aby osiągnąć artystyczny sukces w ramach takiego projektu, należy nadać nowego kontekstu znanym już utworom, bądź iść na całość, jeśli chodzi o tworzące je dźwięki. W przypadku Grimes, ta również postanowiła oddać w ręce niezależnych od siebie twórców piosenki składające się na Miss Anthropocene (z dwoma wyjątkami), aby powstało coś innego, choć utrzymanym w tytułowym rave’owym kluczu. Pomimo tego, że Rave Edition nie jest zbyt szczególnym artystycznym osiągnieciem, jak co poniektóre autorskie dokonania Grimes, tak mimo wszystko potrafi zaintrygować swoim odrębnością względem jej charakteru.

Oczywiście, aby rzetelnie wypowiedzieć się o Rave Edition, trzeba było sięgnąć po jego pierwowzór. W skrócie, Miss Anthropocene postrzegam jako przeambitne dzieło, które stało się ofiarą swojej wzniosłości oraz tematyki, jaką jest ekologia oraz człowiek w kontekście galopującego postępu technologicznego. Zbyt monotonne, aby mnie zainteresować czysto muzycznie, i zbyt zachwycone swoim majestatem, by dotrzeć do przeciętnego słuchacza. Rave Edition natomiast jest praktycznie pozbawione liryki, by na pierwszy plan wysunęła się sama muzyka. Z twórczej strony zabieg ten jak najbardziej ma sens, bo imprezy spod szydłu rave są najczystszą formą tanecznej bezmyślności, a filozofowanie należy do wieczorków poetyckich w pobliskiej kawiarni. Zatem główny cel stojący przed tym dziełem został w pełni zrealizowany, a co z pozostałymi?

Miss Anthropocene (Rave Edition) to przede wszystkim dyskoteka – czasem bliższa trendom głównego popowego nurtu, czasem bliższa hermetycznym, rave’owym doświadczeniom. Co mnie osobiście cieszy, w ramach swojej spójności, co już jest dość sporym osiągnięciem, nie jest to dzieło monotonne i nużące. Każdy z współtwórców wykazał się całkiem sporą inicjatywą, jedni z większą oryginalnością, inni mniej, ale z pewnością tego dokonali. W przypadku 4ÆM oraz Before the Fever nie dano nam szansy na poznanie ich bardziej tanecznych wcieleń, ale ze względu na ich pierwotne brzmienie jest to po prostu logiczne.

Co do pozostałej dziewiątki utworów, tu będę głównie chwalić, choć zacznę od zastrzeżeń. Najgorzej wypadły te najdłuższe kompozycje, czyli Darkseid oraz My Name Is Dark. Produkcja jest, pomysły są, tyle, że to za mało, by wypełnić nimi całe dziesięć minut melodii, choć zakładając, że usłyszałbym je w klubie, zapewne nie zwróciłbym na ten fakt uwagi. Najciekawiej moim zdaniem wypadają tutaj trzy propozycje – otwierający So Heavy I Fell Through The Earth, wspomniane już 4ÆM oraz New Gods, które fantastycznie połączyły elektronikę z wręcz pierwotnymi rytmami bębnów. Ciekawymi kompozycjami w twórczości Grimes z pewnością staną się Delete Forever, Violence oraz You’ll Miss Me When I’m Not Around. Typowe dyskotekowe piosenki, nietypowe jeśli chodzi o twórczość Kanadyjki, tym bardziej w kontekście Violence, które brzmi jak jedna z halloweenowych pieśni Kim Petras. Z uwagi jednak niewielką ilość liryki, polecam słuchać tego krążka w całości, od początku do końca, niż jako pojedyncze utwory.

Miss Anthropocene (Rave Edition) to jedno z ciekawszych dzieł w karierze Grimes, który cieszy przede wszystkim dobrą melodią. Nie ma to jak dyskoteka w obliczu globalnej katastrofy i śmierci człowieka jako jednego z gatunków świata natury. Tańczmy póki możemy, tym bardziej w rytm Miss Anthropocene (Rave Edition). Do tańca, marsz!

Exit mobile version