Ich Humanz podzieliło krytyków muzycznych. Jedni uważali ten piąty album za bardzo dobry krążek, inni zaś za pomyłkę przy pracy. Gorillaz jednak nic a nic się nie zrazili i postanowili, że nie ma co czekać. Tym samym rok później zaprezentowali nam swój nowy krążek, The Now Now. Czy zamknęli usta wszystkim sceptykom? To zależy.
Gorillaz to brytyjski wirtualny zespół stworzony w 1998 roku przez muzyka Damona Albarna i artystę Jamiego Hewletta. Zespół składa się z czterech animowanych członków: 2-D (główny wokal, klawisze), Murdoc Niccals (gitara basowa), Noodle (gitara, klawiszowe) i Russel Hobbs (perkusja). Do tej pory Gorillaz wydali sześć albumów studyjnych, w tym najnowszy The Now Now, który w Polsce na sklepowych półkach pojawił się 29 czerwca 2018 r. nakładem wytwórni Warner Music Poland.
The Now Now to 11 piosenek, z których kilka znanych było nam jeszcze przed premierą. Szybka myśl po pierwszym odsłuchu – album zdecydowanie spokojniejszy w stosunku do swojego poprzednika. Ograniczenie hip-hopu na rzecz wyszukanych melodii i dźwięków. Pozytywne strony krążka to niestety, zaledwie kilka utworów. Idaho – mistrzowska ballada, która skłania do refleksji i zadumy – bardzo emocjonalna, wyciskacz łez! Tranz z bardzo ciekawym, wciągającym początkiem i szalonym, magnetycznym refrenem, gdzie klawisze odgrywają główną rolę nadając piosence charakteru. Sorcererz z zmysłowym beatem, który bardzo mocno zapada w pamięć. Ciekawym rozwiązaniem jest także instrumentalne Lake Zurich, w którym tekst odgrywa prawie wręcz nieistotną rolę. Melodia, melodia i jeszcze raz melodia – to clue tej piosenki. Jednak moje serce bezapelacyjnie należy do Fire Flies. To najmocniejszy punkt krążka! Tajemniczy, powolny, zadziorny utwór trafia w samo sedno. Przepiękna ballada z niesamowicie wciągającym refrenem.
Na The Now Now są dwie piosenki, do których zostali zaproszeni muzyczni goście: otwierający krążek utwór Humility, chillowa nuta na leniwe wakacyjne popołudnie oraz kompozycja Hollywood, w której gościnnie udziela się nie kto inny, jak sam Snoop Dog! Jest to tym samym stylistyczne nawiązanie do poprzedniego albumu grupy – Humanz, gdzie główną rolę odgrywał właśnie hip-hop. Trzeba przyznać, że współpraca ułożyła się bardzo miło, bo Hollywood zaczyna się rewelacyjnie. Kawałek idealny na dyskotekę do spokojnego sunięcia na parkiecie. Śpiew Albarna, taki niby od niechcenia, a jak idealnie pasuje!
Teraz przyszedł czas na narzekanie. Najsłabszym punktem tego albumu są piosenki typu „kopiuj-wklej”. Tutaj niestety jest ich kilka – nijakie Kansas, które wpada jednym uchem, by po kilku sekundach wypaść drugim; Magic City – to samo, bez większej werwy. Tym razem warto jednak ponownie odnotować wokal Albarna, który jak zwykle jest bardzo ciepły w odbiorze. Sama nuta jednak jest bardzo… nudna. One Percent ciągnie się w nieskończoność jak typowy zapychacz.
Podsumowując, słychać, że tym razem Gorillaz postawili na melodie. The Now Now jest idealna na nostalgiczne, rozmarzone wieczory. Spokojna, z kilkoma szybszymi momentami – taka pół na pół. Z jednej strony można się doszukać kawałków, które wpadają w ucho, są ponadprzeciętne. Z drugiej strony zaś jest za dużo wolnych, niepotrzebnie i na siłę wpychanych utworów. Obawiam się, że trudno tu będzie znaleźć hit, który od razu pozwoliłby na identyfikację tego krążka… wszystkie są dość podobne, monotonne, ale nie można odmówić im pewnego rodzaju artyzmu, jak to ma zawsze miejsce z Gorillaz. Utwory na The Now Now są zwyczajnie na świecie – inne – utrzymane w różnych klimatach, ale nadal mają coś w sobie. Są lepsze i zdecydowanie gorsze momenty. Brakuje tu wielkich, masywnych refrenów, które śpiewałyby pokolenia! Gorillaz są do tego zdolni, pokazali to nie raz. Cóż, może tym razem chcieli zaserwować wolną wersję siebie samych? Być może. Jednak nie musieli nas, słuchaczy, przez pół płyty usypiać…

