Gorillaz na scenie muzycznej gości już od ponad 20 lat. Pomimo, że początkowo można było go odebrać za niezbyt poważny projekt muzyczny, który bazuje na wyimaginowanym, kolorowanym zespole, to słuch o nim nie ginie. 24 lutego ukazał się już ósmy album studyjny grupy. Cracked Island, a w zasadzie teksty utworów, które się na nim znalazły, w głównej mierze odnoszą się do opowieści o kulcie religijnym, a dokładniej sekcie. Płytę tworzy 10 zróżnicowanych kompozycji.
Nie brakuje tu zaskoczeń oraz wielu muzycznych gości i to nie byle jakich. Bo pojawiają się tu Stevie Nicks, Bad Bunny, Tame Impala, czy Thundercat. Świetne dźwięki grane na basie przez tego ostatniego napędzają tytułową kompozycję, która także otwiera krążek. Cracked Island zyskało dzięki temu świetny groove. Będąc przy muzycznych współpracach, warto zauważyć, że duet z Bad Bunnym jest nieco „egzotyczny”, jak na muzykę Gorillaz, jednak o dziwo wyszedł nawet dobrze. W te jeszcze momentami nieco mroźne dni, przyda się trochę ciepła, a takie dają nam dźwięki reggaetonu płynące do nas z tego utworu. Nieco mniej przemawia do mnie Silent Running z Adeleye Omotayo. Refren momentami wręcz przynudza, do tego dość monotonna melodia.
W Skinny Ape podoba mi się ożywiony bridge pod koniec, syntezatory robią tam robotę. Równie porywające są dźwięki w utworze Tarantula. Dużo barwy dodaje lekko płynąca gitara funkowa gitara, trzymająca tempo perkusja i lekki groove nadawany przez sekcję rytmiczną.
Moją uwagę przykuł jeszcze numer z Tame Impalą i Bootie Brown. New Gold to faktycznie złoto pośród innych kompozycji. Początkowo może nie wydaje się taki dobry, jednak po głębszym wsłuchaniu się widzę sporo pozytywów. Świetna, skomplikowane i dynamicznie płynąca linia basu. Zakręcone syntezatory w refrenach, opart bardziej na zabawie niż schemacie robią fajne tło. Całość dopełnia fajny wokal. Podobały mi się tu także rapowane zwrotki, dobre połączenie z resztą.
W głównej mierze za dobry poziom tego albumu odpowiadają świetne muzyczne kompozycje. Królują tu oczywiście basy i syntezatory, które dają dużo świeżości i polotu. Pośród dziesięciu kompozycji większości z nich jednak brakuje tego czegoś. Czegoś, co by mnie porwało, na palcach jednej ręki mogę policzyć takie utwory. Wiadomo, że muzyka Gorillaz nie jest dla każdego, a ja pewnie do grupy ich wiernych fanów się nie zaliczam. Być może nie rozumiem ich fenomenu i tego, dlaczego tak długo utrzymują się na muzycznych wyżynach, mając wielu fanów. Cracked Island jest albumem dobrym, ale jak dla mnie nie wybitnym. Przebłyski w formie utworów jak Tarantula czy New Gold tej opinii niestety nie zmienią, bo zaraz przykrywają je np. utwory pokroju Possession Island, czy The Tired Influencer.

