Ciaśniej, coraz ciaśniej… Tak można by opisać obecną sytuację na rynku house’owych i dance’owych brzmień na rynku brytyjskim. Mamy tu nazwiska, które już od dobrych kilku lat dostarczają również nam wakacyjnych hitów okupujących listy największych stacji radiowych. W tym gronie znajdzie się Naughty Boy, Route 94, Secondcity, Disclosure czy wschodząca gwiazda Kiesza. Mimo tak dużej konkurencji, nie sposób spojrzeć łaskawie również na zeszłorocznych debiutantów Gorgon City, którzy w 2013 nieźle namieszali na UK Charts. Teraz Kye Gibbon i Matt Robson-Scott powracają i wraz z imponująca ,,armią’’ wokalistów prezentują swoje pierwsze długogrające wydawnictwo pt. Sirens. Powiedzmy sobie już na początku: może nie jest to innowacja w muzyce, może nie jest to zbyt ambitne – ale mimo to komercyjny rynek nie przejdzie obok nich obojętnie. Co więcej: przy odrobinie szczęścia duet może stać się kolejnym liczącym się w mainstreamie zjawiskiem na skalę światową.
W mitologii greckiej syreny to tajemnicze istoty, które swoim nieziemskim śpiewem przyciągają i zniewalają męskie umysły. Jest to ogromna śmiałość właśnie tak nazwać swój debiut. Czy zaprezentowany na krążku materiał rzeczywiście przyciąga słuchaczy? Gorgon City mieli okazję przekonać się o tym na początku października, kiedy to wystąpili w naszym kraju na warszawskim FreeFormFestival. I pomimo tego, że w dalszej części tej recenzji widoczny może być podział kawałków na te mięsiste, house’owe brzmienie i te bardziej popowe, to niewątpliwie Sirens jest niezwykle spójnym i jednolitym (w dobrym tego słowa znaczeniu) krążkiem. Brytyjczycy umiejętnie odtwarzają to, co działo się na dyskotekowych parkietach na przełomie lat 80/90 oraz to co popularne jest współcześnie. Nie zapominają tym samym o swoistym balansie pomiędzy tanecznymi wyjadaczami, czyli o numerach nieco wolniejszych, spokojniejszych. Do współpracy przy materiale grupa zaprosiła śmietankę popowych wokali: pojawiają się tu Maverick Sabre, MNEK, Katy B, Jennifer Hudson, Erik Hassle czy nieco mniej znani młodzi-zdolni: Yasmin, Zak Abel, Anne-Marie, The Six, Katy Menditta, Tish Hyman. Nagromadzenie tak charakterystycznych i różnych stylistycznie głosów sprawia, że słuchacz może mieć wrażenie słuchania nie studyjnego longplay’a, ale raczej jakiejś porządnej, letniej składanki. To absolutnie nie obraza. Wręcz przeciwnie: wokale to obok produkcji najlepszy element z Sirens. Ale od początku…
Na pierwszy ogień wypuszczono dobrą, ale za mało charakterystyczną piosenkę Coming Home. Później mamy taneczne Ready For Your Love, przyjemnie wpadające w ucho dźwięki Lover Like You zaśpiewane przez zjawiskową Katy B, singlowe Here For You. Coś klimatycznego? Zaśpiewany przez szwedzkiego tym razem wokalistę Erika Hassle utwór FTPA przynosi oczyszczający powiew soulu (Kissing your scars softly, watching you heal slowly/ F**k the pain away, f**k the pain awal). Pod koniec użyto nawet święcącej ostatnio triumfy odgłosy trąbki. Po FTPA panowie z Gorgon City wracają znów na kręte ścieżku house’u lat 90 i nie biorą jeńców! W zawrotnym Go All Night Jennifer Hudson, która niedawno również wydała solowy krążek, ostatecznie zrywa z lirycznymi dźwiękami w swojej karierze. Jej głos we wspomnianym numerze pasuje niemal idealnie, czuje się jej radość i satysfakcję z tworzenia także tanecznych numerów. Dalej jest tylko lepiej: Unmissable, napisane przez m.in. Jummy’ego Napesa (stojącego za tekstami utworów z debiutu Sama Smitha czy przeboju Disclosure pt. Latch) nadaje się wyśmienicie do każdego klubu – wystarczy tylko dodać nieco niskich basów, z czym Kye i Matt nie powinni mieć problemu. Kompozycja Real z gościnnym udziałem Yasmine, która to tak naprawdę zapoczątkowała karierę chłopaków jako Gorgon City, specjalnie mnie nie porwała, chociaż jest tu pewien potencjał. Czegoś zabrakło. Niczego nie brakuje natomiast Imagination, gdzie duet udanie łączy przyjemne dla radia dźwięki z nieco house’owymi wstawkami. Kolejne dwie propozycje 6AM i Elevate, jakby nie wokale, zlałyby się większości słuchaczy w jedną całość. Bardziej przekonuje mnie jednak wokal w tej drugiej, gdzie Anne-Marie dodaje nieco żywszego 'pazura’ i słucha się tego bez wątpienia lepiej.
[swf src=”https://allaboutmusic.pl/wp-content/uploads/banners/gorgon_city_all_about_music_800x200.swf” width=800 height=200]Spodziewaliście się na koniec apogeum dance’woych brzmień i hitu na miarę wakacyjnego Wild Ones Flo Ridy czy Titanium Davida Guetty? Przedostatni Take It All rzeczywiście ma taką szansę, ale na pewno nie w albumowej wersji i nie z tym nieco irytującym dla mnie głosem The Six. W ostatnim numerze na Sirens, czyli Hard On Me mamy powrót do wokalu Mavericka Sabre, który słyszeliśmy na samym początku. W przeciwieństwie jednak do otwierającego tracku, w Hard On Me mamy drastyczny spadek przebojowości, brytyjski zespół postanowił tu poeksperymentować nieco z rytmami rnb i ukrywającymi się pod syntezatorami dźwiękami pianina.
Problematyczne jest nieco dla mnie ocenianie warstwy tekstowej albumów, przy których jest ona wyraźnie marginalna. Poruszane są na Sirens tematy rozstań i powrotów, szczęśliwej i nieszczęśliwej miłości, wakacyjnych imprez – czyli motywy utarte, ale nie mam do Gorgon City o to żalu. Ma być to po prostu łatwe do zaśpiewania i jeszcze łatwiejsze do zatańczenia. I tak też jest. Gorgon City wydali najbardziej wakacyjny i przebojowy album…na jesieni. Czy to dobra decyzja? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, słuchając debiutu Gorgon City.
