Site icon All About Music

Gooral – Better Place (2014), recenzja Jakuba Madeja

Za niedługo minęłyby trzy lata od daty premiery Ethno Elektro Goorala. Mateusz Górny nie pozwolił jednak, aby fani na album czekali 36 miesięcy i wydał go nieco wcześniej… 991 dni po ostatnim krążku. Czy wydany przez producenta z Bielsko-Białej materiał wynagradza tak długi czas oczekiwania?

Przyznam, że jestem ogromnym fanem Goorala, jednak do płyty podchodzę na ekstremalnie wysokim poziomie obiektywizmu. Po zaliczeniu dwóch koncertów Mateusza Górnego w Krakowie, spodziewałem się ogromnej petardy, która wprost sprawi, że oszaleję od pierwszych dźwięków Better Place. Tak przynajmniej przedpremierowo brzmiały utwory z tej płyty. Jak jest w wersji fizycznej? Krótko, na samym początku muszę stwierdzić, że materiał nie zachwyca.

Zacznijmy jednak od singli, które Gooral wydawał na przestrzeni blisko półtorej roku. Pierwszym utworem promującym Better Place było Pod Jaworem (Scapegoat), które, muszę przyznać, jest najmocniejszym punktem na trackliście tego albumu. Mogę śmiało stwierdzić, że jest to odpowiednik Karczmareczki z Ethno Elektro, gdyż ciężko dosłuchiwać się tutaj mocniejszego elektronicznie kawałka, który mógłby wprawiać ludzi w szał przez kolejne kilka lat. Osobiście spodobał mi się bardzo inny utwór, jednak o tym później. Pod Jaworem ma po prostu potencjał na medialny hit, który mógłby być grany w rozgłośniach radiowych i w mniejszy lub większy sposób podbijać listy przebojów. Co mamy dalej? Dice z gościnnym udziałem Jana Mędrali jest dla mnie utworem bardzo słabym. Patrzę tutaj w perspektywie tego, że jest kilka innych piosenek, które w lepszy sposób wypromowałyby Better Place. Dice natomiast zupełnie do mnie nie przemówiło, głównie za sprawą wokalu, który dla mnie nie brzmi zbyt dobrze w wersji anglojęzycznej. Ostatnim wydanym, trzecim singlem jest Dzięki Kubuś (Take Over Me). Nie jest to utwór bardzo dobry, jednak znacznie lepszy od Dice, więc śmiało można go postawić na drugim miejscu rankingu singli z Better Place. Po usłyszeniu Dzięki Kubuś (Take Over Me) w Klubie Kwadrat, wprost oszalałem na jego punkcie, jednak po usłyszeniu wersji, która ma trafić na album, moje emocje nieco opadły. Mógłby być on bardziej zbliżony do wersji „klubowej”, którą prezentuję poniżej z mojego nagrania:

Skoro single omówione, to czas na resztę piosenek. Nie muszę chyba mówić, że część mi się spodobała mocno, a pozostała część nie przypadła do mojego gustu. Moim zdecydowanym faworytem z tego albumu jest utwór Zawróć Się Do Nieba (Idzie Dysc), który samą zapowiedzią (trwała około pięciu sekund) spowodował, że wiedziałem, że to będzie murowany faworyt do najlepszego kawałka z tej płyty. W następnej kolejności, za udany kawałek, uznać muszę The Place, który przy ocenie poszczególnych piosenek oceniłem dość wysoko.

Jest też kilka „niewypałów”, które moim zdaniem nieco popsuły ten album. Mówię tu przede wszystkim o Warriors (Show Me The Place) oraz Wondrous Machines. Są to zdecydowanie najsłabsze punkty Better Place, które nie powinny znaleźć się na tej płycie. Wondrous Machines ze względu na elektroniczny bit, połączony z wokalem znanym z utworu Music For a While, gdzie głos ten sprawdził się wprost doskonale. W tym kawałku zupełnie do mnie nie przemówił, co sprawia, że jest to jeden z najgorszych momentów Better Place… Jednak nieco lepszy od Warriors (Show Me The Place). Nie spodobało mi się tutaj połączenie spokojnej, wyciszającej muzyki z monologiem Wiosny, który nagle przeradza się w szybki i niestety dość nudny podkład. Wokal Wiosny z końca utworu niestety jedynie potwierdza moje zdanie, iż jest to najsłabszy kawałek z tej płyty.

Muszę powiedzieć, że pod względem muzycznym, Gooral nie zmienił się znacznie od czasu wydania Ethno Elektro. Fakt, zauważamy tutaj blisko stuprocentowe odejście od góralszczyzny i w znacznej części słyszymy utwory w anglojęzycznej wersji. Mi jednak, na przekór głównemu zamysłowi tej płyty, najbardziej spodobały się utwory wykonywane po polsku, czyli Zawróć Się Do Nieba (Idzie Dysc) oraz Pod Jaworem (Scapegoat).

Co można uznać za największy minus tego albumu? Dla mnie jest to długość albumu i czas, jaki czekaliśmy na ten album. Blisko trzy lata, a my dostajemy zaledwie 40 minut materiału, który naprawdę nie jest najwyższych lotów (choć jak na polski rynek producencki, w dalszym ciągu jest naprawdę bardzo dobrze). Jestem pewien, że Goorala stać na jeszcze więcej i nie będziemy musieli czekać na kolejny album tak długo. Przynajmniej mam taką nadzieję, że Mateusz Górny ma na swoim dysku gigabajty bardzo dobrego materiału, który jedynie mocno wyselekcjonuje i zaskoczy wszystkich już niedługo.

Exit mobile version