13 marca trafiła do nas kolejna dawkę pięknie dziwnej muzyki Kim Gordon. Jej album Play Me, podobnie jak spora część jej twórczości, nie jest płytą tylko do słuchania, lecz dostarcza muzykę, która inspiruje do przemyśleń i działania.
Jak na gwiazdę zakorzenioną w kulturze punk przystało, artystka nadal kontynuuje komentowanie rzeczywistości politycznej oraz związanych z nią niesprawiedliwości. Sama przyznaje, że to właśnie wiadomości ze świata najbardziej zainspirowały ją do tworzenia nowej muzyki.
W 2025 roku przerobiła swój utwór Bye Bye na otwartą krytykę administracji Donalda Trumpa. Bye Bye 25!, utwór, który znajdzie się na najnowszej płycie, wykorzystuje słowa zakazane przez administrację obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Tekst piosenki składa się z haseł, które powodują odrzucanie grantów i projektów badawczych, jeśli się w nich pojawią. Wokalistka w ironiczny sposób pokazuje, że Trump sam stosuje „cancel culture”.
Ponadto dochody ze sprzedaży singla Bye Bye 25! oraz związane z nim koszulki zostaną przekazane organizacji Noise for Now, wspierającej prawa reprodukcyjne.
Jednym z najbardziej popularnych singli z nowego albumu jest Not Today. Po raz pierwszy od lat Kim Gordon sięga tu po bardziej klasyczny śpiew, odchodząc od typowej dla siebie recytowanej ekspresji.
„Zaczęłam śpiewać w sposób, w jaki już od dawna nie śpiewałam. Ten inny głos po prostu ze mnie wyszedł”
mówi Kim Gordon
Teledysk do Not Today wyreżyserowały Kate i Laura Mulleavy, założycielki domu mody Rodarte. W klipie Kim Gordon występuje w specjalnie zaprojektowanej dla niej tiulowej sukni, łączącej surowość z delikatnością. Artystka rzuca piłką do kosza, tańczy bez skrępowania i kręci gitarą nad głową, obrazując nowo odkrytą swobodę twórczą. Wideo podkreśla zarówno jej buntowniczą energię, jak i kobiecą lekkość.
Jednak to nie jedyna kolaboracja na tej płycie. Gościnnie pojawił się Dave Grohl, który zagrał na perkusji w utworze Busy Bee.
Zatem jej trzeci solowy album, będący następcą The Collective z 2024 roku, jest świadomym oraz rytmicznym manifestem. To płyta jeszcze bardziej skupiona, bezpośrednia i napędzana konfrontacyjną energią oraz uważną obserwacją współczesnego świata.
Kim Gordon stawia tu na krótkie, precyzyjne utwory. Poprzez sam tytuł Play Me artystka krytykuje bierny sposób słuchania muzyki w erze streamingu i kulturę wygody, w której dźwięk staje się tłem zamiast doświadczeniem wolności.
Play Me to płyta głęboko zakorzeniona w rzeczywistości. Nie ma tu ucieczki od tematów politycznych i społecznych. Przeciwnie, album ma prowokować, drażnić i dawać słuchaczowi poczucie obcowania z muzyką odważną i potrzebną.

