Site icon All About Music

Gitary czar, czyli koncert Toto w Krakowie, relacja Dominiki Mrówczyńskiej

40 lat. To właśnie tyle na scenie znajduje się już amerykańska grupa Toto. Artyści z tej okazji wydali krążek zatytułowany 40 Trips Around the Sun, na którym znalazły się te najważniejsze dla fanów hity, a także kilka nowych utworów. Właśnie pod taką nazwą odbył się również koncert w krakowskiej Tauron Arenie, gdzie grupa Toto wystąpiła ostatniego dnia lutego. Jedyne co można powiedzieć o koncercie, że pomimo tych 40 lat, to jeszcze nie jest moment na zakończenie ich kariery. 

Wieczór rozpoczął się dokładnie (punktualnie!) o 20:30. Wtedy zespół pojawił się na scenie rozpoczynając show utworem Alone. Pomimo, że singiel został wydany stosunkowo niedawno to zgromadzeni fani już wtedy dali o sobie znać. W jaki sposób? Na płycie głównej znajdowały się jedynie miejsca siedzące. Jednak wraz z pierwszymi dźwiękami, wszyscy wstali, a część fanów od razu znalazła się pod samą sceną przy barierce. Następnie usłyszeliśmy Hold The Line, które podtrzymało atmosferę koncertowego podniecenia i podniosło poziom endorfin we krwi. Toto budową setlisty wprowadzali nas na przemian w stan radości, następnie delikatnie zwalniali tempo.

Kolejno pojawiły się kompozycje takie jak Lovers in the Night, I Will Remember, English Eyes, Jake to the Bone, a także kolejna nowość Spanish Sea. Pierwsza „część” koncertu została zakończona kolejnym z utworów, na które czekali chyba wszyscy zgromadzeni na Tauron Arenie, czyli Rosanna. Po wybrzmieniu ostatniego dźwięku kompozycji światła na moment przygasły, a muzycy zaczęli trochę zmieniać swoje miejsca i instrumenty na… akustyczne. Przez kolejne kilkadziesiąt minut mogliśmy wysłuchać kolejnych utworów właśnie w akustycznych, delikatnych wersjach. Pojawiły się utwory pochodzące głównie z bardziej odległych czasów istnienia grupy jak np.: Miss Sun, Georgy Pory, Holyanna, Stop Loving You, czy Mushanga. Jak na „rocznicową” trasę przystało, przyjemnie było wysłuchać utworów tak znanych utworów w aranżacji akustycznej.

Zbliżając się powoli ku kolejnej części koncertu muzycy porzucili akustyczne wersje, na rzecz elektrycznych gitar, prezentując nam kolejne części historii Toto w postaci Girl Goodbye, Lion, Stranger in Town oraz Make Believe. Na sam koniec przyszła pora na kolejny szlagier muzyczny, czyli Africa. To właśnie wtedy cała hala pięknie, kilkukrotnie wyśpiewała refren. Jak się okazało, była to przedostatnia kompozycja na setliście. Zespół na finał w postaci bisu zaprezentował The Road Goes On. Może to właśnie znak, że ich droga muzyczna jeszcze nie dobiegła końca i kiedyś jeszcze zobaczymy Amerykanów na polskiej scenie.

Cały koncert oparty był o rytm tworzony zarówno za pomocą perkusji, ale również przeróżnych perkusjonaliów, a także, chyba przede wszystkim, o niesamowite dźwięki gitar prezentowane przez nieśmiertelnego Steve’a Lukathera. Aczkolwiek jedynym minusem całego niemal dwugodzinnego show, był właśnie fakt, gigantycznie przedłużanych solówek gitary, które pojawiały się średnio w co drugiej piosence. Jednakże taki koncert jest bardzo dobrym podsumowaniem tych 40 lat pracy nad muzyką Toto. Miejmy nadzieję, że muzycy powrócą do nas jeszcze nie raz. Bo w końcu to w towarzystwie polskich fanów nagrali swoje koncertowe DVD z okazji 35lecia.

Exit mobile version