Site icon All About Music

Gitarowa nostalgia z nadzieją. Wiraszko – Tak młodo się nie spotkamy, 2025 (recenzja)

Vibe lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gry wideo (dla niego Super Mario, a dla mnie Lara Croft), kasety magnetofonowe (Smerfne Hity!), kreskówki niczym z rodu Ligi Sprawiedliwych, boombox, plakaty idoli na ścianach i meblach, komiksy, ceglana Nokia, dresowe ciuchy, autka Hot Wheelsów i gumy Donald (najpyszniejsze and you can’t change my mind).

Oraz przepiękny, jedwabny bukiet kwiatów. Choć jestem jedną z nielicznych kobiet, która nie przepada za roślinami i ma bardzo słabą rękę do nich.

Michał Wiraszko za sprawą swojego debiutanckiego (bo solowego) albumu o tytule Tak młodo się nie spotkamy zabrał mnie w nostalgiczną podróż. Mimo iż załapałam się tylko na lata 1997-99, to byłam w nich prawdopodobnie najszczęśliwsza na świecie – bo nieświadoma niczego. A lider poznańskiego zespołu Muchy przypomniał mi o tym moim utraconym szczęściu, pozwalając mi na refleksje i wyciągnięcie wniosków.

No, ale do rzeczy już, bo jeszcze wyjdzie z mojego ciała jakaś pseudo fizjolożka.

Wiraszko to taki człowiek, któremu ufam bezgranicznie, cholernie w niego wierzę i trzymam za niego tak mocno kciuki – że aż czuję ból w tych palcach. Dlatego, gdy artysta wyznał, iż pierwsze dźwięki w jego głowie kształtowały się w lipcu 2011 roku – ale dopiero teraz postawił na swoim i wydał płytę, to ja go rozumiem. Szczególnie wielbię wydawnictwa muzyczne, które za sprawą swoich tracklist opowiadają historię od początku (pierwszej piosenki) do końca (ostatniego numeru). Słychać to już w pierwszym singlu zatytułowanym Zawsze tam, gdzie ja. Jak on sam napisał na swoich social-mediach:”to pieśń miłości wobec i do siebie, zaufania do wobec siebie, wiary i niezależności„. Nie wiem, co lepsze – fenomenalna prostota i nowoczesna klarowność w melodii oraz warstwie tekstowej, czy gamingowy teledysk? Wybieram obie opcje, choć troszkę ubolewam nad tym, iż muzyczny obrazek jest znacznie krótszy, niż sama piosenka.

Ucieszyłam się z faktu o kolejnej, muzycznej współpracy z Krzysztofem Zalewskim przy utworze pod tytułem To co kochasz, to co znasz. Sam numer zachowuje lekkość, ale jednocześnie pozwala odczuć nostalgiczną refleksję nad tym, co znane, bliskie… i kochane.

Choć nieczęsto jest mi po drodze z dyskografią Lecha Janerki, to jednak zakochałam się w ich wspólnej energii artystycznej. Stało się to na tak zwanej osiemnastce Much w Poznaniu, kilka lat temu, gdy obaj panowie dali swój występ na żywo. Jestem szczęśliwa, że wokaliści spotkali się znów przy Awatarach na debiutanckim krążku Michała.

Chciałabym coś napisać o ostatnim – póki co – singlu (mam na myśli Dni, które przed nami), ale myślę, iż najlepiej będzie, jeśli sami obejrzycie teledysk. Z jednej strony – coś fenomenalnego, a z drugiej – lepszej klamry płyty Tak młodo się nie spotkamy chyba nie mogło być.

Przez godzinę zastanawiałam się, jakie podsumowanie napisać. I niczego sensownego nie wymyśliłam. Trudno, tak bywa. Dlatego uznałam, że po prostu podziękuję tymi zdaniami: Michał, zaszczytem dla mnie było przesłuchanie Twojego jakby debiutu i zaszczytem jest to, że Ciebie znam. Dzięki płycie Tak młodo się nie spotkamy poczułam – a raczej przypomniałam sobie – szczęście na około 41 minut. Myślę, że nadszedł już czas w moim życiu, aby nauczyć się samej konstruować i tworzyć radość – tak jak Ty. Bo już mam dość smutków. To chyba najlepszy wysunięty wniosek przeze mnie, a jeszcze połączyć to z gitarową nostalgią z lat dziewięćdziesiątych… Cóż. Młodo się nie spotkamy, natomiast te spotkanie było wybitne i zostanie ze mną do końca życia.

P.S.: Mam tylko nadzieję, że usłyszę na żywo cover zespołu Róże Europy, czyli Jedwab w wykonaniu Wiraszki. Prawda…?

Exit mobile version