Site icon All About Music

Czy wszystko złoto, co się świeci? George Ezra – Gold Rush Kid, 2022 (recenzja)

Po czterech latach przerwy George Ezra wreszcie wydał swoją trzecią płytę – Gold Rush Kid. Chociaż przez ten czas zmieniłam swoje muzyczne zainteresowania, do Ezry wróciłam jak do przyjaciela, z którym można nie widzieć się przez rok, a potem jak gdyby nigdy nic kontynuować rozmowę. Nasze spotkanie po latach przebiegło inaczej niż się spodziewałam.

Ezra promował album trzema singlami, które, chociaż wybitnie charakterystyczne, nie były niczym specjalnym. Anyone For You to wesoła piosenka o mężczyźnie oferującym uczucie, które zostało odrzucone. „So she called me up, just to call it off” – zadzwoniła do mnie, żeby wszystko odwołać, śpiewa trochę zbyt radośnie. Green Green Grass, utrzymane w podobnym, wesołym tonie, zabawia słuchacza , niemalże porywa do tańca, a potem nagle wprowadza niepokój wersem: „You better throw a party on the day that I die”, czyli w wolnym tłumaczeniu urządź imprezę w dniu mojej śmierci. Mimo prób, nie udało mi się ustalić do czego konkretnie odnosi się ta metafora. I Went Hunting, z kolei, jest oparte na spokojnej melodii, jednak tekst opowiada o zaburzeniach lękowych, z którymi zmaga się artysta. Po chwili zastanowienia określę te single jako przyjemne i całkiem chwytliwe, z nutką niepokoju. Coś jak cukier na dnie mojito, niby smaczny, a jednak zgrzyta.

Wesoła i rytmiczna melodia tytułowego utworu z płyty skrywa pewne wyznanie. Gold Rush Kid to określenie z którym utożsamia się Ezra. W słowach refrenu chciał przekazać, że wie o tym, że znajduje się w szczytowym momencie kariery, zamierza to wykorzystać i nauczyć się  sprawnie manewrować w sytuacji. Cały wydźwięk słów wskazuje na to jego zaskoczenie sławą i sukcesem. Chociaż piosenka nie będzie na pewno moją ulubioną, to cieszę się, że Ezra z typowym brytyjskim humorem, wciąż balansuje pomiędzy dystansem do siebie a skromnością.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Sweetest Human Being Alive to nieudana druga wersja Hold My Girl, z drugiej płyty Ezry, Staying at Tamara’s. Tematyka jest podobna, jednak podejście do niej jest po prostu komercyjne – w końcu miłość się dobrze sprzedaje. Być może przesadzam, bo utwór jest całkiem dobrze zrobiony, ale dla mnie to za mało. Czegoś zabrakło.

Na końcu płyty słuchacze odnajdą ciekawy, trwający poniżej trzech minut, utwór – The Sun Went Down. Tekst składa się z dwóch powtarzanych jak mantra zdań: słońce zaszło, jestem tak szczęśliwy, że mogę już umierać. I chociaż ogólna atmosfera piosenki jest całkiem optymistyczna – przywodzi na myśl literackie Locus amoenus, ze śpiewającymi wkoło ptakami i płynącym nieopodal strumykiem – wers o śmierci powoduje u mnie natłok pesymistycznych refleksji. Ale może to tylko mój problem.

Cały album nie zaskoczył mnie niczym szczególnym i odrobinę rozczarował. Być może jestem zbyt mocno przywiązana do Staying at Tamara’s, być może zmienił się mój gust. Czy mam zbyt wysokie wymagania? Nie można przecież powiedzieć, że Gold Rush Kid odstaje jakością od poprzednich dzieł Ezry. Niestety to już tylko album, nie dzieło.

Exit mobile version