Site icon All About Music

FUTURE – HNDRXX (2017), recenzja Sary Karaszewskiej

Future to artysta, który pozwolił sobie na wydanie dwóch krążków w ciągu jednego roku. Co więcej, zachowując między wydaniem jednego, a drugiego pewien odstęp czasu. Jaki? Tydzień! Każdy z albumów ma po paręnaście kawałków. Widząc pracę artysty i wiedząc o tym, co szykuje, można się wiele spodziewać. Czy Future spełnił swoją misję w odpowiedni sposób, a słuchając ponad 30 piosenek, słuchacz jest w stanie odkrywać, a nie się nudzić? HNDRXX i to, co na nim, pozwala odpowiedzieć na to pytanie.

Future to amerykański raper, twórca teksów oraz producent muzyczny. Artysta urodzony w Atlancie zapoczątkował swoją karierę poprzez wydawane mixtape’ów. Już podczas swoich pierwszych kroków jako muzyk nazywano go Future. Podpisując kontrakt z wytwórnią Epic Records oraz A1 Recordings, z czasem wydał pierwszy, studyjny i debiutancki album Pluton. Dwa lata później nadszedł czas na album Honest, którego utwory podbijały sukcesywnie listę przebojów. Wydając płyty stosunkowo niedługo po tych wspomnianych, zdecydował się na konkretny krok. Na wydanie dwóch krążków w praktycznie tym samym momencie.

Album HNDRXX to krążek, który zawiera paręnaście utworów. Jako że Future lubię, ale to z konkretnych piosenek jest mi znany, tym razem również łatwiej było mi się ustosunkować do paru utworów i uznać je za dobre. Takie, które oczekiwaniom moim, jako słuchacza, mogą sprostać. Po odsłuchaniu album z zeszłego roku EVOL stwierdzam, że jego twórczość się niczym nie różni. Wszystko osadzone jest w jednym, stałym klimacie i zmierza w jednym, obranym przez artystę kierunku. Jego kawałki to z reguły zmieszany rap z R&B. Trapowe brzmienia również nie są mu obce. Na krążku widać współpracę Future z wieloma artystami takim jak The Weeknd, Rihanna czy Dj Mustard. Swoją drogą, dwa kawałki Selfish oraz Comin Out Strong to dla mnie dwa bardzo mocne utwory. Będące w klimacie Future, a przez swoje hip-hopowe brzmienie i beat, wpadające w ucho. To właśnie owoce pracy z The Weeknd oraz Riri. Nuta trapu urozmaica krążek i przypomina mi delikatnie twórczość Post Malone. Utwory takie jak My Collection, otwierające płytę, to utwory, którym czegoś brakuje. Nie do końca uważam, że te utwory są skończone. Za to Sorry czy Solo jak dla mnie na ogromny plus po stronie Future. Szczególnie Solo. Muzyka z pozoru prosta, powielająca jedno brzmienie, ale akurat w tym kawałku słychać każdy dźwięk. Głos rapera i wszystko inne współgra ze sobą. Od pierwszych sekund wiedziałam, że Solo chwyci. Turn on Me to kolejny strzał w dziesiątkę jak dla mnie. Nie mam się do czego przyczepić, a z każdym utworem stwierdzałam, że nawet jeśli Future bazuje na jednym, pewnym gruncie to na dłuższą metę totalnie nie ma to dla mnie znaczenia. Hallucinating to utwór, który jest dobry i który zapewne powstał w zgodzie z jakąś koncepcją i zamysłem, ale totalnie nie pokrywa się z moim. Szkoda, bo biorąc pod uwagę to, jak album sam w sobie jest dobry to ilość lubianych przeze mnie kawałków jest bardzo okrojona. Utwór Incredible to podchodzące pod pop brzmienie, które w znikomy sposób, ale jednak, odróżnia się od reszty. 34 kawałki Future’a w tydzień to bardzo dużo i nie dziwię się, że nie do końca zdołał podołać oczekiwaniom i budowaniu napięcia z utworu na utwór. Wiadomo, że przy części można poczuć monotonię.

Album HNDRXX to kolejny album, który oceniam jako dobry, ale tylko i wyłącznie dobry. Potencjał, chęci były, jednak nie do końca mierzył siły na zamiary. Biorąc pod uwagę sporą część kawałków, która nie wyróżnia się niczym, a czasem nawet nudzi, jest parę utworów, które definitywnie trafiły w mój gust, smak, rodzaj. Najbardziej zaskoczyły mnie wyniki współprac z innymi znakomitymi artystami. Album HNDRXX oraz FUTURE, będące pierwotnie pierwszą częścią to zdecydowanie nowy znak rozpoznawalny Future. To muzyczna wizytówka i świadectwo tego, co potrafi zrobić. Sama nie wiedziałam jak skończy się cała promocja jego pracy. Słysząc plotki o trzecim, kolejnym krążku z tej serii poczułam zrezygnowanie. Im więcej tym efekt odwrotny. Co prawda ponad trzydzieści utworów nie było najlepszą decyzją patrząc jedynie pod kątem jakości, ale tyle wystarczyło. Kolejne paręnaście kawałków mogłoby zniszczyć tę wyjątkowość, zatrzymać westchnięcia i zdziwienie, a przede wszystkim utrzymać Future w miejscu. Jak dla mnie robota przesadzona, ale dobra.

Exit mobile version