Site icon All About Music

Franz Ferdinand – Right Thoughts, Right Words, Right Action (2013), recenzja Magdy Sieprawskiej

Nowa płyta Franz Ferdinand była jedną z tych na którą czekałam w tym roku najbardziej.  Nieustannie śledziłam wiadomości które dochodziły do nas z obozu Szkotów. Była informacja, że będzie gość – i jest; o uszy obiło mi się także, że album ukaże się dopiero w 2014 roku. Na szczęście nie miało to nic wspólnego z prawdą.

Wreszcie nadszedł ten dzień w którym krążek Right Thoughts, Right Words, Right Action ujrzał światło dzienne. Fani jednak nie musieli czekać aż do 26 sierpnia – zespół kilka dni wcześniej przygotował pełen przedpremierowy jego odsłuch. Moja radość była ogromna, choć wiedziałam czego się spodziewać. Panowie grali swój nowy materiał na koncertach od dawna i to w dużej ilości, a ja będąc i na Openerze (2012) i na Coke (2013) tylko go stopniowo poznawałam. Do tego doszły wszelkie nagrania wrzucane do Internetu i jeszcze na długo przed premierą a już z wiadomą tracklistą pewien portal uporządkował je i można było w kolejności wysłuchać każdego utworu jak na płycie. Wracając jednak do streamu – mimo, że wiedziałam czego się spodziewać i znając już pewne utwory cały dzień nie mogłam się go nasłuchać. Odtwarzałam go kilkanaście razy i ciągle było mi mało.

Right Thoughts, Right Words, Right Action to druga płyta w przeciągu ostatnich ośmiu lat! Uważam, że to dobre posunięcie bo muzyka zespołu choć różnorodna, melodyjna i wpadająca w ucho podawana w większej częstotliwości mogłaby się fanom po prostu przejeść. Uważam, że Franz Ferdinand nie nagrali słabej piosenki, tworzenie innych od siebie kompozycji nie sprawia im problemu, a wyczekiwanie na coś nowego tylko wzmaga głód ich twórczości i sprawia, że gdy już ją otrzymujemy uderza w nas fala świeżości i innowacyjności.

Nie inaczej mamy z tym albumem. Już na początku mogą powiedzieć, że jest na niej 100% FF w FF. Dostajemy to, co znamy, co lubimy, za co ich kochamy i podziwiamy. Panowie nie poszli inną drogą niż dotychczas, robią nadal to, co wychodzi im najlepiej. I chwała im za to, z takimi głowami, z takimi pomysłami takie płyty mogliśmy nieustannie dostawać na następnych etapach ich kariery.

Right Thoughts, Right Words, Right Action otwiera singlowe Right Action. Prosty riff, chwytliwa melodia, nie można nie zacząć sobie tego nucić już po pierwszych przesłuchaniach! I kto by pomyślał, że inspiracją do napisania tego numeru była stara pocztówka! Kolejny w kolejce jest funkowy Evil Eye o nieco tajemniczej stylistyce. Trzecia pozycja to singlowy Love Illumination rodem z lat 70. Murowany hit! W Stand On The Horizon na pierwszy plan wybija się urocza gitara, której towarzyszy genialny bas. Fresh Strawberries ma w sobie z kolei nutkę beatlesowości, a także jeszcze kogoś! Cudowną Roxanne Clifford z formacji Veronica Falls, która wspiera wokalnie Alexa. Rozpędzone Bullet zaprasza na parkiet, a w Treason! Animals ma się wrażenie, że struny jedna po drugiej pękają. Świetną podstawę tworzą w nim transowe organy, na których opiera się cały numer.

Nieubłaganie zbliżamy się już do końca. Przed nami zaledwie trzy utwory. The Universe Expanded czaruje spokojnym nastrojem i subtelnym wokalem Alexa. Brief Encourters od progu wita nas dziwacznymi klawiszami, a już później pojawia się gitara, która wprowadza rytm reggae. Jak jednak mówią muzycy, nic takiego nie było zamiarem, chcieli raczej wprowadzić taneczny feeling, lecz wyszło jak wyszło ;).  Album zwieńcza świetnie wpasowujący się tytułem Goodbye Lovers & Friends. Być może nie brzmi to optymistycznie, lecz zespół wyjaśnia – nie ma to nic wspólnego z przyszłością grupy.

Dla jednych to, że panowie nagrali płytę w swoim starym stylu jest dobre, dla innych to wręcz nie do pomyślenia. Ja jednak skłaniam się ku tej pierwszej grupie osób. Dostaliśmy świetną płytę, pełną kolejnych przebojów. Całość brzmi lekko z odrobiną nutką szaleństwa. Panowie tworzyli materiał w swoich własnych studiach, co odbiło się na tym, iż nie mieli żadnej presji, żadnych ograniczeń czasowych, ani związanych z tym stresów. Mamy więc płytę dopracowaną, bo panowie mogli pochylić się nad każdym utworem i poświęcić mu tyle czasu ile tylko chcieli. Każda kompozycja wręcz poraża swoim optymizmem, a jak też można było się dowiedzieć – atmosfera przy tworzeniu płyty była przyjemna, a zespół wreszcie czuł się jak prawdziwy zespół, gdzie każdy wnosi coś od siebie.

Goodbye Lovers & Friends

Exit mobile version