Site icon All About Music

Francis Rossi & Hannah Rickard – We Talk Too Much (2019), recenzja Marty Muśko

Z ponad 50-letnim rock’n’rollowym stażem w legendarnym zespole Status Quo, Francis Rossi nie wykazuje żadnych oznak spowolnienia. Album, biografia i trasa koncertowa – to wszystko oddaje uwadze swoich fanów w 2019 roku. My przyjrzymy się pierwszemu punktowi, płycie We Talk Too Much nagranej wspólnie z wokalistką Hanną Rickard.

Szukając towarzyszki do najnowszego projektu, Rossi zaprosił wokalistkę Hannah Rickard, poznaną między innymi przy okazji powstania płyty Status Quo pod tytułem Aquostic z 2014 roku. Druga połówka duetu zapewnia żeński wokal i skrzypce, a wszystko razem w zestawie w istocie przyjmuje format Aquostic i łagodnie kieruje go do korzeni muzyki country i Americana. U boku świetnie oprawionej płyty można również postawić autobiografię artysty napisaną przez Micka Wall’a, promowaną przez 36-dniową trasę, opisującą jego znakomitą karierę. I jakby harmonogram nie był wystarczająco napięty, artysta znalazł też czas na gościnne pojawienie się u Bonnie Tyler, o czym już wspomniałam w recenzji niniejszego albumu.

Wracając do We Talk Too Much, z jednej strony Francis wywołał niemałe zamieszanie nową płytą, z drugiej – to właśnie w tym kierunku ewoluowałaby formuła Aquostic, gdyby Rick Parfitt, wieloletni przyjaciel i partner sceniczny, pozostał wśród nas. Ten sam charakterystyczny styl wokalny i rytm Quo. Wszystko, co naprawdę się zmieniło, to fakt, że Rickard awansowała na miejsce kierownicze. Z jakim efektem?

Drogę w kierunku country-flavour rozpoczyna I’ll Take You Home. Chwytliwa kompozycja z korzeniami na wiejskich drogach, jest wystarczająca rytmiczna, by już na wstępie zabrać ze sobą fanów Status Quo. Kolejno rozbrzmiewające na dwa głosy I’ve Tried Letting It Go z gitarowym intro ma coś w sobie z Travelling Willburys. Jest znacznie spokojniejsze i mocno zaakcentowane na głosie Hannah. Żeńska dominacja jednak nie do końca odpowiada w odniesieniu do żartobliwego nazewnictwa płyty i jej głównego bohatera, gdzie nadaje całości zbyt słodkiego charakteru. Nie zmienia to jednak faktu, że pierwsze dwie piosenki są bardzo dobrze zagrane i wykonane.

Kompozycje Oughta Know By Now i But I Just Said Goodbye mają w sobie największy pierwiastek quo. Obecność Rossiego jest tu wyodrębniona na pierwszym miejscu, a para doskonale radzi sobie z bardziej rockowym brzmieniem tworząc świetny duet. Swoją drogą, drugiej piosence towarzyszą uzależniające skrzypce w spółce z gitarą, które długo nie mogą opuścić głowy. Odskocznią od bardziej dynamicznych utworów jest Waiting For Jesus. Nie do końca trafiający w mój gust, natomiast nie mogę mu odmówić głębokiego instrumentarium i emocjonalnego wykonania, którego nadają mu Hannah i Francis.

Piosenka I’m Only Happy idzie podobną ścieżką, jeszcze bardziej rozmarzoną ze świetną solówką gitarową. Jej przeciwieństwem jest pewne siebie, delikatnie budujące napięcie Rearrange w lekko beatlesowym stylu. Natomiast absolutnym numerem jeden jest – śmiało można nazwać – solowe I Talk To Much. Na taki utwór właśnie czekałam – niepodobny do innych, z największym zaangażowaniem wokalisty, które słychać nie tylko instrumentalnie, ale i wokalnie. Perfekcyjne połączenie melodyjności, zabawy dźwiękiem i tekstem. Następujące po nim Heartbreaker to ponad trzyminutowy stateczny trucht country, bez żadnych zaskoczeń w trakcie jego trwania. Sinking In Blue cieszy z kolei większą różnorodnością dźwięków i wokalnym współgraniem duetu. Ukrywa mroczny tekst wokół promiennej melodii, podczas gdy energiczne Maybe Tomorrow mówi wprost, że żyje teraz i wciąż ma ten błysk w oku.

Francis Rossi nigdy nie przyjął ślubu milczenia. To człowiek, który zawsze powie to, co myśli, jednocześnie posiadający ogromny dystans. Płyta country z reguły nie brzmi interesująco dla przeciętnego słuchacza kupującego wszystko, co jest aktualne na topie. Zamiast tego ROSSI/RICKARD oddali w nasze ręce pewne siebie, klasyczne i bardzo przyjemne utwory, które zostały wykonane od serca. Z resztą, twórczość Status Quo nigdy nie była udawana i robiona pod listy przebojów. Dziś można przyczepić się źle wyważonych proporcji względem wokalnego udziału obydwu artystów, jednak Rossi obdarzył młodszą koleżankę sporym zaufaniem i odnalazł w niej twórcze oparcie, którego zabrakło po odejściu Ricka Parfitta.

Exit mobile version