Site icon All About Music

Foo Fighters – Sonic Highways (2014), recenzja Kuby Koziołkiewicza

Dave Grohl to muzyk wielki. Jest jednym z dwóch żyjących członków ostatniego – i zdecydowanie najlepszego pod wieloma względami – składu Nirvany. Po rozpadzie grupy w 1994 roku, założył swoją własną – Foo Fighters. Zamienił drewniane pałeczki i mało poręczne bębny na gitarę elektryczną. Odciął się zupełnie od brzemienia poprzedniego, wielkiego projektu i stworzył swój własny – żeby nikt nie zarzucił mu odcinania kuponów od przeszłych, artystycznych triumfów. W nadchodzącym, 2015 roku kapela będzie świętowała 20 – lecie działalności, dlatego ten wyjątkowy dla siebie okres postanowiła rozpocząć od wydania ósmego studyjnego albumu – Sonic Highways

Historia powstania najnowszego dzieła amerykańskiego kwartetu jest dosyć ciekawa. Po zakończeniu trasy promującej poprzednią płytę Wasting Light (2011), zespół ogłosił tymczasowe zawieszenie działalności. Nie wiązało się to z definitywnym odłożeniem przez muzyków instrumentów w kąt, gdyż już w styczniu 2013 roku Grohl poinformował, że wraz z resztą składu rozpoczyna pracę nad nowym albumem. W początkowych informacjach medialnych był on tajemniczo zatytułowany LP 8. Liczba ta ukazała swoje znaczenie po opublikowaniu tracklisty longplaya, gdyż Sonic Highways składa się z 8 utworów, nagranych w 8 różnych miastach Stanów Zjednoczonych: Austin, Chicago, Los Angeles, Nashville, Nowym Orleanie, Nowym Jorku, Seattle i Waszyngtonie. Płyta ta – w pewnym sensie – stała się dodatkową atrakcją dla fanów, gdyż kilka miesięcy wcześniej Fightersi ogłosili, iż również przy okazji 20 – lecia założenia kapeli, Dave Grohl wyreżyseruje serial w stacji HBO o identycznym tytule.

Najnowsze wydawnictwo otwiera promowane już od jakiegoś czasu Something from Nothing – zaskakujące dla fanów grupy, gdyż takiego mrocznego brzmienia raczej się nie spodziewali. Początek może kojarzyć się trochę z intrem utworu Mama, autorstwa nieodżałowanego My Chemical Romance. Od The Feast and the Famine Foo Fighters zaczynają brzmieć jak Foo Fighters, a nie przedstawiciel brytyjskiego rocka alternatywnego. Utwór posiada świetne, niebanalne rozwiązania rytmiczne oraz stopniowo pojawiające się partie gitary. Refren utrzymany jest w starym, klasycznym foo fighterowskim stylu, za który tak bardzo ich lubimy. Następnie dostajemy Congregation – radosne, z wpadającą w ucho przygrywką gitarową. Kolejne What Did I Do? / God as My Witness utrzymane zostało w podobnej stylistyce, co poprzednie dwa utwory. Przywodzi na myśl nagrania zespołu z lat 90. Outside jest spokojnie i nieco tajemnicze. Kolejne In the Clear to zdecydowanie jedna z dwóch najlepszych kompozycji na płycie, z ciekawą, tłumioną gitarą w pierwszej części i dołączającymi później basem i gitarą solową. Dziwne, że zespół nie wybrał właśnie jej jako singla promującego ten album. Subterranean zbudowany jest z gitary akustycznej, z subtelnie dodającym pojedyncze dźwięki „elektrykiem” w tle. Całość, w porównaniu do reszty zawartości płyty – bardzo melancholijna. Sonic Highways kończy I Am a River, ze świetnym, poruszającym mnie refrenem (słysząc wyśpiewywane przez Grohla zdanie I am a River miałem ciarki na całych plecach) i smyczkami, które sprawiają, iż utwór ten stanie się pozycją obowiązkowa w czasie koncertów promujących to wydawnictwo.

Sonic Highways słuchało się bardzo przyjemnie – żadna z kompozycji nie zmusiła mnie do przełączenia jej. Jak pisałem we wstępie – Dave Grohl to genialny artysta, posiadający ogromny talent tworzenia rockowych klasyków. Zdania nie zmieniam, jednak w tym przypadku tych klasyków jest zdecydowanie za mało. Foo Fighters w ponad 1,5 roku nagrało… 8 utworów, i wydali je w postaci albumu. Rzadko zdarza się, że tak mała liczba kompozycji trafia na płytę długogrającą. Gdy zespół publikuje 12-14 nowych piosenek, ma to poczucie bezpieczeństwa, że nie każda z nich musi być hitem. W tym przypadku Grohl i spółka podjęli duże ryzyko, bo przekazując światu tylko 8 utworów, każdy z nich powinien być epicki. W mojej opinii, tylko 2, może 3, zasługują na takie miano. Według mnie kolejnym minusem są ich długości. Nie muszę być jakimś wybitnym matematykiem, aby obliczyć, że średni czas trwania kompozycji to ponad 5 minut. Słuchając ich miałem poczucie, że w niektórych momentach są wręcz przydługawe, dlatego uważam, że można było je odrobinę skrócić. A mając na uwadze to, że rozgłośnie radiowe preferują utwory maksymalnie 3,5 minutowe, z automatu piosenki te będą cięte tak, by odpowiadały komercyjnym standardom. Nie zmienia to jednak faktu, że Sonic Highways jest płytą dobrą, a dobre płyty zasługują na dobre oceny, dlatego nota 7 będzie w mojej opinii odpowiednia.

Exit mobile version