Site icon All About Music

Flume z elektronicznym performance na warszawskim Torwarze, relacja Pawła Markiewicza

W Polsce był już David Guetta, Calvin Harris i Martin Garrix. Przyszła też kolej na australijskiego, futurystycznego Flume’a, który ze swoim kolejnym koncertem w Polsce rozniósł Torwar i całą Warszawę. I chociaż publiczność nie zawiodła pod względem przywitania artysty, tak zawiodła pod kątem kultury.

fot. Marek Sarnecki

Polacy pokazali swoje prawdziwe oblicze. Brak kultury, chamstwo i smród niczym z komunikacji miejskiej. Jakby nagle większość zapomniała o wynalazku, którym jest antyperspirant. Trudno było bawić się świetnie, przy nieziemsko uzdolnionym Flumie, kiedy z jednej strony, co chwilę ocierała się o Ciebie śmierdząca osoba, a z drugiej osoba, która z końca hali próbowała przebić się pod same barierki, rozpychając się rękami i łokciami.

Poza kilkoma niemiłymi akcentami ze strony publiczności, koncert przebiegł pomyślnie. Polacy przywitali Flume’a, tak, jak na to zasługiwał. Bawiliśmy się najlepiej, głośno, hucznie, ale bez kultury i wzajemnego szacunku. Potwierdzeniem tego jest zdjęcie, które zamieścił producent zaraz po koncercie. I na szczęście nie był to zwykły dj set, którego się spodziewałem. To nie był klasyczny koncert znany z autopsji, zdjęć czy relacji.

fot. Marek Sarnecki

To był swojego rodzaju performance, który widzieli Ci stojący najbliższej i Ci, którzy byli najwyżsi. Kamery mogły uchwycić pewne momenty na telebimie. Kwestie techniczne zawiodły i można było to dopracować, zwłaszcza, że było na czym zawiesić oko. Na własne oczy widzieliśmy tłuczenie donic, ustawianie kwiatów, cięcie piłą, niszczenie drukarki młotem oraz trzech mnichów w dymie. To nie tylko widowisko muzyczne, ale również wizualne.

Oprócz samego Flume’a, na scenie pojawiła się także Vera Blue o elfickiej urodzie oraz Reo Cragun, który rozgrzał warszawską publiczność do czerwoności. Wśród innowacyjnych i wyszukanych dźwiękach muzyki elektronicznej, na Torwarze odbyła się jedna wielka dyskoteka wśród laserów i błyskach lamp. Producent wie jak rozkręcić dobrą zabawę robiąc tak naprawdę niewiele. To skrzętnie przemyślane show, które zostaje w pamięci na długo.

fot. Marek Sarnecki

I siedząc na tym śmierdzącym Torwarze zamarzyło mi się, żeby Flume wystąpił na przyszłorocznym Open’erze lub Orange Warsaw Festiwal. Usłyszenie tak profesjonalnego i oryginalnego dj setu na świeżym powietrzu, wśród tysiąca barwnych i uśmiechniętych osób, to moje malutkie marzenie, które liczę, że się spełni.

Plus na koniec relacji i na koniec koncertu ogromny plus za wsparcie społeczności LGBTQ+ przez producenta, który podczas zaśpiewania You & Me formacji Disclosure, na telebimie wyświetlił teledysk, w którym całują się ze sobą wszystkie płcie.

fot. Marek Sarnecki
Exit mobile version