Site icon All About Music

Fiona Apple – Fetch the Bolt Cutters (2020), recenzja Piotra Krajewskiego

Fiona Apple at Damrosch Park Aug 8, 2015.

Fiona Apple to artystka, która pojawia się i znika. Amerykanka jest częścią branży muzycznej już od ponad 25 lat, ale jej kariera wygląda zupełnie inaczej niż większości muzyków. Nie ma na swoim koncie mnóstwa płyt czy niezliczonej liczby singli. Szalony cykl wydawniczy, któremu poddają się popowi artyści, nie jest dla niej. 42-latka wydaje, kiedy chce i kiedy tego potrzebuje. Ten moment w końcu nadszedł. Po ośmiu długich latach Fiona Apple powraca z piątą płytą Fetch the Bolt Cutters.

Są dwa typy artystów. Jedni nie pozwalają nam o sobie zapomnieć i szybko powracają z premierowym materiałem, wydając nowe płyty co dwa lub trzy lata. Drudzy kompletnie nie przejmują się mijającym latami i niebezpieczną wizją wypadnięcia z branży, która rządzi się swoimi prawami, a czas często odgrywa w niej kluczową rolę. Żyją swoim życiem, zbierają doświadczenia i tworzą, kiedy przychodzi ten najodpowiedniejszy moment. 

Do tej drugiej grupy artystów można bez wątpienia zaliczyć Fionę Apple. Każdy kolejny album Amerykanki jest niczym najważniejsze święto w roku, ponieważ nigdy nie wiesz, kiedy pojawi się następne wydawnictwo. Mniej znaczy lepiej? W przypadku Amerykanki wygląda na to, że tak. Każda jej płyta wywiera niesamowite wrażenie na słuchaczach i krytykach. Niektórzy mówią, że 42-latka z Nowego Jorku po prostu nie jest w stanie wydać czegoś nieudanego, a tworzony przez nią art pop nie ma słabych punktów.

Album Fetch the Bolt Cutters nie przynosi zmian w tej kwestii. Znakomicie potwierdza, że Fiona Apple jest artystką przez duże A. Jej nowe dzieło jest szalone, nieobliczalne, hipnotyzujące, surowe i niekiedy bardzo melancholijne. Hybryda gatunkowa, która zaskakująco działa i nie wybucha od nadmiaru wszystkiego. Amerykanka po raz kolejny muzycznie lawiruje, mieszając ze sobą art pop, piano rock, jazz i barokowy pop. Wykorzystanie takiej ilości dźwięków tworzy wrażenie kompletnej improwizacji i szaleństwa muzycznego, które 42-latka zdołała opanować i mistrzowsko zaprezentować.

Eklektyzm Fiony Apple jest wręcz fascynujący. Objawia się on nie tylko w porywającej fuzji gatunków, ale również w warstwie wokalnej. Głos artystki jest tak elastyczny, że niekiedy masz wrażenie, iż na płycie śpiewa kilka różnych wokalistek. Piszczy, niepokojąco krzyczy, wrzeszczy na całe gardło, a potem nagle miło szepcze. Zaskakujące finałem I Want You To Love Me, groźnie i niepokojące Heavy Balloon, szalenie zmienne Cosmonauts czy niezwykle rytmiczne Relay.

Głos 42-latki hipnotyzuje i prowadzi Cię przez każdy kolejny utwór, wprowadzając w tak różne nastroje, że czasami nie wiesz, co się dzieje i co tak naprawdę czujesz.

To niezwykle dziki album, który wymyka się uporządkowaniu. Wszystko za sprawą niekonwencjonalnego instrumentarium. Cała płyta powstała w domu Fiony Apple, a proces nagrywania był daleki od typowego. Oczywiście, nie zabrakło fortepianu, perkusji czy gitar, ale Amerykanka zdecydowała się pójść o krok dalej. Stworzyła i wykorzystała instrumenty zrobione, chociażby z przyborów kuchennych, dzięki czemu aranżacje są pełne niespodziewanych zwrotów akcji. Do współpracy zaprosiła nawet swoje psy, które możemy usłyszeć w utworach Fetch The Bolt Cutters czy Newspaper.

Od początku swojej kariery Apple zaskakiwała niezwykle trafnymi, emocjonalnymi i inteligentnymi tekstami. Jej talent do pisania piosenek pełnych wartościowych treści nie przestaje zachwycać. 42-latka wciąż potrafi niesamowicie przemienić niezwykle osobiste historie ze swojego życia w liryczne i uniwersalne hymny, z którymi utożsamiają się miliony słuchaczy. Także tym razem piosenkarka świetnie bawi się słowem. Przywołuje groźne demony z przeszłości, rozlicza dawnych partnerów, bierze pod lupę nieudaną miłość, szczerze analizuje swoją życiową drogę czy porusza tematy związane z feminizmem. To płyta przepełniona historiami, które pisze życie.

Czy to właśnie krążek Fiony Apple będzie płytą roku? Wszystko na to wskazuje, że już za kilka miesięcy Fetch The Bolt Cutter będzie bił się o tytuł najlepszego albumu. Po raz kolejny artystka z Nowego Jorku stworzyła dzieło bezkompromisowe i trudne w odbiorze, ale warte każdej sekundy poświęconej na jego przesłuchanie. Apple nie idzie na skróty. Nie dopasowuje się i nie siedzi cicho. Celebruje swoją autonomię. Buntuje się i otwarcie mówi o tym, co ją boli. W końcu wolność jest kobietą.

Exit mobile version