Site icon All About Music

Film „BLACKPINK: Light Up The Sky” (2020), recenzja Christiana Cieślaka

Ofensywa czterech wyjątkowych dziewczyn z zespołu BLACKPINK na nasze zachodnie muzyczne gusta zdaje się nie zwalniać tempa. Od paru dni na platformie Netflix możemy oglądać pełnometrażowy film dokumentalny z ich udziałem pod tytułem „BLACKPINK: Light Up The Sky”. Choć nie spodziewałem się obejrzeć najbardziej ambitnego dzieła w historii kinematografii, tak seans ten pozwolił mi na spisanie kilku ciekawych myśli, więc oto i one!

Blisko półtoragodzinna produkcja serialowo-filmowego potentata to stosunkowo przyjemna opowieść ukazująca realia gwiazdorstwa, niekoniecznie wynikającego wprost z talentu danej osoby, lecz długoletniego treningu po okiem specjalistów od tańca, śpiewu oraz modelingu. Film przedstawia nam nie tylko sylwetki członkiń samego BLACKPINK, jak również ukazuje kulisy pracy potencjalnych bożyszczy nastolatek pod skrzydłami południowokoreańskiego rozrywkowego konglomeratu YG Entertaiment. W toku całego filmu mamy szasnę zapoznać się ze standardami rządzącymi tamtejszym rynkiem muzycznym, jak również opiniami samych członkiń BLACKPINK na ten temat oraz ich osobistymi doświadczeniami w stosunku do ujętej w cudzysłów „szkoły gwiazd”.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że „Light Up The Sky” nie jest filmem, który można by było pokazać na festiwalu w Sundance. Choć nie brakuje w nim łez, a przede wszystkim łez wzruszenia samych bohaterek oraz łez naszej empatii wobec nich, tak brakuje tu rzeczywistego ukazania trudów drogi, jaką dziewczyny przeszły, aby dziś opowiedzieć o tym w ramach tej produkcji. Mimo tego, że dziewczyny mówią o niedogodnościach oraz wadach bycia uczestniczką tego procederu i mówią o tym w sposób jak najbardziej szczery i otwarty, tak w obliczu efektu, mordercze treningi zdają się być niezamierzenie usprawiedliwione. Jednak nie jest to film o tej najprzyjemniejszej stronie gwiazdorstwa, lecz o sile przyjaźni, która ostatecznie pozwoliła dziewczynom stworzyć swój girlsband.

Plusem „Light Up The Sky” jest jego konstrukcja, gdzie śledzimy poczynania dziewczyn od ich pierwszego castingu, gdy jeszcze jako kilkuletnie dzieciaki nie zdawały sobie sprawy ze stojącego przed nimi wyzwania. To niezwykłe móc zobaczyć ich metamorfozę, od nieco zbuntowanych nastolatek, po dojrzałe i pewne siebie młode kobiety. Zdecydowanym minusem jest niewielki czas poświęcony na pokazanie jak BLACKPINK pracują nad swoją muzyką, może poza trzema scenami, gdzie po prostu wykonują swoje partie przez studyjnym mikrofonem. Fakt ten tylko może potwierdzać moje przypuszczenia, że dziewczyny niestety nie mają zbyt wiele do powiedzenia jeśli o ich autorski repertuar.

Istotnym aspektem jest też to w jaki sposób został zrealizowany „Light Up The Sky”. Współcześnie wiele tego rodzaju filmów zdaje się być bliższym laurce, niż dziełem dokumentującym czyjeś realne i nierzadko dramatyczne, nie pomalowane błyszczykiem perypetie. Tym samym gdy dochodzi do wspomnianych już szczerych wyznań, gdzie między innymi mowa o trudnym dzieciństwie, czy samotności w obcym dla siebie kraju, te tracą na swojej sile. Jedna z bohaterek mówi mniej więcej coś takiego – „kocham to robić, to było i to jest spełnienie moich marzeń, choć kiedyś tam dzieciaki nazywały mnie małpą”. Otoczenie w jakim BLACKPINK znalazły się na planie „Light Up The Sky” nie jest adekwatne, do tego, co dziewczyny mają tak naprawdę do powiedzenia na swój temat. Oczywiście nie oczekiwałem, że będę miał do czynienia z brutalnym kinem faktu, lecz zabrakło mi tu tej zwykłej szarej codzienności, choć ta próbowała się pojawić pod postacią chociażby przygotowywania przekąsek. Pytanie tylko, czy BLACKPINK w ogóle mają na nią szansę bycia poza wszędobylskim okiem kamer swoich pracodawców.

Film „Light Up The Sky” jest jak ten tytuł, choć brzmi pięknie, tak zupełnie nie odzwierciedla tego, o czym opowiada sam film. Nie zmienia to jednak faktu, że jest on godny polecenia wszystkim tym, którzy uważają muzyków za osoby, które nie wiedzą co to ciężka praca. Przed BLACKPINK wiele pięknych artystycznych i nie tylko przygód, jednak jeśli doczekam dokumentu podsumowującego ich długoletnią karierę, tak chciałbym by wyłącznie te cztery dziewczyny były za niego odpowiedzialne.

Exit mobile version