Gdy ogłoszono, że tegoroczna edycja FEST Festivalu się odbędzie, wielu miłośników muzyki na żywo przecierało oczy z niedowierzenia. Jednak tym razem, po roku globalnej pandemii, organizatorom udało się zrealizować optymistyczny scenariusz i zorganizować niewątpliwie największą imprezę muzyczną tego lata. Naszym zdaniem, nikt nie opuścił jej zawiedziony.
Ogromną zaletą festiwali muzycznych jest różnorodność, dzięki której każdy znajdzie coś dla siebie. Również tym razem na każdego czekała propozycja, trafiająca w jego gust. Mimo że pierwszego dnia zabrakło występów na największej scenie festiwalu, koncerty odbywające się na mniejszych scenach zgromadziły tłumną widownię. Na Arena Stage wystąpiła Daria Zawiałow, a zaraz później na nieco mniejszej Silesia Stage wystąpiła norweska artystka Aurora, słynąca z subtelnego wokalu, poetyckich tekstów oraz towarzyszącej jej, magicznej i czarującej aury. Na miłośników rapu czekał prawdziwy ogień w postaci koncertu Bedoesa, który wjechał na scenę na motorze, rozpalając publiczność nie tylko swoimi hitami, ale również miotaczami ognia. Następnie mogliśmy bawić się przy muzyce Tommy’ego Casha oraz Mura Masy. Drugiego dnia główną scenę festiwalu otworzył koncert duetu Kwiat Jabłoni. Niedługo później, na Arena Stage odbył się urzekający koncert młodej, polskiej wokalistki i autorki tekstów, Sanah, która z promiennym uśmiechem wykonała dla tłumnie zebranej widowni swoje największe przeboje, takie jak Szampan, Melodia czy Ale Jazz!. Nie zabrakło również niespodzianek – nagle na scenie pojawił się Grzegorz Turnau, aby wspólnie z Sanah zaśpiewać ponadczasowy utwór Znów Wędrujemy.
W tym samym czasie na Main Stage’u tłum rozgrzewał Krzysztof Zalewski, by później ustąpić miejsca duetowi Bass Astral x Igo, dla których był to niestety prawdopodobnie ostatni koncert festiwalowy. Już przed festiwalem artyści ogłosili, że nadchodząca trasa koncertowa jest ich ostatnią wspólną trasą – później ich drogi się rozejdą. Zabawę pod główną sceną zamknął set EDM Alana Walkera. Norweski DJ zaserwował roztańczonej publiczności dynamicznie zmieniającą się dawkę przebojów – nie było mowy o nudzie! A to wszystko w towarzystwie laserów oraz doskonale wykorzystanych świateł. Po ponad godzinnej dawce szaleństw, wielu festiwalowiczów postanowiło odpocząć przed kolejnym dniem, w którym również nie brakowało wrażeń. To właśnie ten dzień zebrał największą frekwencję i okazał się prawdziwym świętem polskiej muzyki. Imprezę otworzył Sobel, a zaraz później na głównej scenie swój kosmiczny repertuar zaprezentował Ralph Kamiński. Odziany w pastelową sukienkę, znany ze swojej ekstrawagancji muzyk wykonał takie przeboje jak Kosmiczne Energie czy Tygrysy.
Jeszcze podczas trwania występu Kamińskiego, na Arena Stage rozpoczął się kolejny kosmiczny występ. To tam dała czadu Mery Spolsky. Mimo że zakończyła swój występ kawałkiem Technosmutek, z pewnością nikt nie opuścił jej koncertu smutny. A nawet jeśli – to nie na długo, bowiem na scenie głównej Kayah i Goran Bregović wykonali swoje największe przeboje, przy których nie sposób ustać w miejscu.
O 21 scenę przejął raper Mata, dając czadu, wykonaną dwukrotnie na prośbę fanów, Patoreakcją, Patointeligencją i nostalgicznymi Schodkami. Na samym końcu tłumy zgromadził też francuski DJ Kungs oraz headliner Paul Kalkbrenner.
Jednym z najbardziej wyczekiwanych koncertów festiwalu był występ brytyjskiego muzyka Jamesa Bay’a, zaplanowany na ostatni dzień festiwalu. Jednak nie tylko on przyciągnął tłumy słuchaczy. O 20:00 na Silesia Stage pojawiła się niezwykle utalentowana polska pianistka, Hania Rani. W tym samym czasie Main Stage’m zawładnął PRO8L3M.Wraz z godziną 21:30 na scenę wkroczył wyczekiwany przez fanów James Bay, który niestety w związku ze złamanym nadgarstkiem musiał zrezygnować z gry na gitarze. Nie mogło zabraknąć takich przebojów jak Let It Go czy Hold Back To The River. Festiwal na głównej scenie zamknął DJ Kygo, który bez wątpienia dał z siebie wszystko. Od wspaniałej, porywającej do tańca muzyki, przez świetnie przygotowane visuale i grę świateł, po przygotowane niespodzianki. Nagle na scenie pojawił się Zac Abel, aby zaśpiewać ich wspólny przebój Freedom. A na tym się nie skończyło! Pod koniec koncertu na scenie pojawił się fortepian oraz orkiestra smyczkowa, a spektakularny koncert zakończył się przebojem Firestone oraz pokazem sztucznych ogni. Organizatorzy nie mogli wymarzyć sobie lepszego zakończenia występów na Main Stage’u. Na pozostałych scenach impreza trwała dalej – na Arena Stage zaprezentował się Robin Schulz, a o 3:00 Natalia Przybysz przejęła Silesia Stage. Zabawa trwała do białego rana.
FEST Festival był wspaniałym świętem muzyki, przede wszystkim muzyki polskiej. Nie sposób zaprzeczyć, że żyjemy w najlepszym czasie polskiej sceny muzycznej, której od lat daleko było do takiej jakości. Jaka byłaby wasza reakcja, gdyby 10 lat temu ktoś zapowiedział występ polskiego headlinera na jednym z największych festiwali w Europie? Konsternacja, salwa śmiechu? FEST udowodnił, że te czasy są już dawno za nami.
Chcąc wybrać się na koncert sanah trzeba było znaleźć się tam punktualnie, żeby cokolwiek zobaczyć, zaś na koncercie Aurory cały czas mieliśmy możliwość podejścia pod same barierki. Mata pod sceną główną zgromadził takie same (jeśli nie większe!) tłumy od Paula Kalkbrennera, headlinera tego dnia. A to tylko dwa z dziesiątek przykładów. Bedoes, Bass Astral x Igo, Daria Zawiałow, Żabson, Mery Spolsky, Ralph Kamiński czy ogłoszeni na dzień przed występem Białas & White… Oni wszyscy bez trudu wypełnili największe sceny postawione na terenie festiwalu.
Wybór wśród największych polskich artystów, do których zaliczymy dziś już nie tylko dwie/trzy nazwy i frekwencja na każdym polskim występie to idealne zobrazowanie kondycji polskiej sceny muzycznej w 2021 roku. Nikogo już nie dziwią ceny rzędu 150 złotych za pojedynczy koncert, udowodniono również, że kilkudniowa impreza złożona z samych polskich artystów jest jak najbardziej możliwa. Oczywiście, na taki procent polskiej ekipy wpłynęła pandemia i problemy z przemieszczaniem się pomiędzy granicami państw. Ale liczy się efekt, prawda?
Na uczestników FEST Festiwalu, oprócz świetnych propozycji koncertowych, czekały również klimatycznie oświetlone uliczki oraz magiczne strefy chilloutu, na które można było natrafić, gubiąc się w okolicach Kręgów Tanecznych. Powtórzymy to o czym pisze każdy – ale nie dzieje się tak bez powodu. To bez wątpienia najładniej przygotowany event muzyczny w naszym kraju, ze świetnie zaaranżowaną przestrzenią oraz doskonałym oświetleniem scen. End of topic. Organizatorzy festiwalu w Parku Śląskim czują się jakby sami go zaprojektowali i świetnie wykorzystują jego potencjał oraz tę ogromną przestrzeń!
Wydarzenie, które kilka miesięcy temu wydawało się niemożliwe w realizacji, stało się faktem i przeszło do historii. Organizacja tak wielkiego wydarzenia w dobie pandemii, w ciągłej niepewności, stawiając czoła nieznanym z historii wyzwaniom to ogromny sukces Follow the Step. Na szczęście wszystko się udało, a Park Śląski opuściliśmy z pięknymi wspomnieniami, nie mogąc doczekać się kolejnego festiwalu w Chorzowie.
