Na nowy album Fergie musieliśmy czekać ponad 11 lat. Co prawda krążek prawdopodobnie był gotowy już kilkanaście miesięcy temu, ale dopiero wczoraj miał premierę. A czekać było warto.
Nim przejdziemy do muzyki na uwagę zdecydowanie zasługuje wszystko to, co kręciło się w okół wydania tego krążka. Pierwsze wiadomości na temat albumu pojawiły się w 2011 roku. Wtedy to światło dzienne ujrzał utwór L.A. Love (La La). Miał być on pierwszym singlem zwiastującym drugie, solowe wydawnictwo artystki. Tak się jednak nie stało, zapadła cisza. Przed kolejne dwa lata pojawiały się informacje, że Fergie nagrała album, wkrótce wyda, wyda jutro, wyda za miesiąc, wyda nie wiadomo kiedy. Sprawy nabrały tempa w 2016 roku, kiedy to 1 lipca usłyszeliśmy M.I.L.F. $. Kontrowersyjny teledysk i szalony utwór poradziły sobie na listach przebojów jeszcze gorzej niż L.A. Love (La La). Album prawdopodobnie miał zostać wydany we wrześniu 2016 roku. Wtedy to też Fergie wystąpiła na żywo podczas festiwalu Rock in Rio (usłyszeliśmy tam m.in. nowy utwór Love Is Pain). I potem zamilkła… Ni stąd ni zowąd jeszcze w listopadzie usłyszeliśmy refleksyjny singiel Life Goes On.
Fergie znikła na prawie pół roku. Co się wtedy działo? Nie wiedzieliśmy, jednak informacje sprzed kilku dni rzuciły nowe światło na ten okres. Fergie ujawniła, że w styczniu doszło do separacji z jej mężem, Joshem Duhamelem. Dostając tą smutną informację tekst kawałka Life Goes On oraz cisza po jego wydaniu aż do połowy wakacji 2017 nabiera sensu.
Life goes on with or without you
It’s up to you what you’re gonna do
You could go or you could stay
Who cares anyway? Life Goes On
Być może Fergie rzeczywiście chciała wydać album we wrześniu lub październiku 2016 roku (po singlu M.I.L.F. $), jednak życiowe rozterki sprawiły, że postanowiła walczyć o rodzinę, a gdy to nie pomogło, wydała Life Goes On i postanowiła na razie się wyciszyć. Oczywiście są to tylko moje domysły, jednak moim zdaniem składa się to w dosyć sensowną całość.
Welcome to the Dairy Dutchess Love Factory
Double Dutchess to wydawnictwo, które na wielu poziomach mnie zaskoczyło, zadowoliło, wprawiło w radość, zabawę, jak i smutek i nostalgię. Z jednej strony Fergie stara się podążać za trendami, a z drugiej strony jedną nogą nadal jest w 2006 i 2007 roku, kiedy to robiła potężny „slay” swoim pierwszym albumem. Z jednej strony połowa utworów mocno nawiązuje do tamtych kawałków, ale też są i nowości. M.I.L.F. $ śmiało można nazwać następcą, albo bratem przeboju Fergalicious, A Little Work czy Love Is Pain to siostry Big Girls Don’t Cry. Ale mamy też np. Hungry, które wielbię niesamowicie. Jest to niesamowite otwarcie całego albumu i tej ery. Co ciekawe, pierwsza linijka tekstu znakomicie podsumowuje cały proces promocyjny i wydanie Double Dutchess:
To say it’s complicated; understatement of the year
Gdyby szukać jednego słowa, które mogłoby określić Double Dutchess było by to ‘rollercoaster’. Fergie powoli się rozkręca, zaczynając Hungry, przechodząc w Like It Ain’t Nuttin’, aż w końcu mamy You Already Know z Nicki Minaj. Wszystko to układa się w całość, aż potem artystka zwalnia idąc w ballady. Z jednej strony śpiewa o karierze, zabawie, imprezach w klubach, po czym sprawnie przechodzi w ballady i wolniejsze kawałki, gdzie rozlicza się z przeszłością, zdecydowanie śpiewa o sobie. Jest też trochę schizofreniczna, bo z jednej strony w A Little Work śpiewa o odejściu, o tym, że została sama, po czym przechodzi do Life Goes On, gdzie nadaje ton raczej „no spoko, odszedłeś, jakoś sobie poradzę, z Tobą, albo bez Ciebie” (tłumaczenie własne, hyhy).
***
He bounced, and left, it was over, never came back
Had a lot of questions ’bout daddy after he left
Now it’s just momma and them kids A Little Work
***
We’re all just a little bit broken (Yeah)
We’re all just a little bit hurt (Yeah)
We’ve all got wounds half open (Yeah)
We all can use a little work
A little work, a little A Little Work
***
***
It’s time to take this out of my hands
Is it all gonna be worth it in the end?
'Cause it’s safe here in my comfort zone
Never stray too far from home (yeah, yeah, yeah)
But then again this way I’ll never know, never know
Maybe I should go… Life Goes On
***
Ten szalony rollercoaster trwa dalej, gdy dostajemy najbardziej odważny i szalony M.I.L.F. $, a zaraz po nim balladę Save It Til Morning. W historii Fergie mamy najpierw opowieść, że jest babką, która poradzi sobie sama, po czym jednak jej serce pęka, jest impreza (Enchanté (Carine)), jest napięcie (Tension). To wszystko raz wolno, raz szybko.
Stylistycznie podobnie – ballada przeplatana szybkim utworem i tak na okrągło. Osobiście lekko bym to pozmieniał, jednak wczytując się w teksty nabiera to trochę większego sensu.
O ile uwielbiam te zwariowane Hungry czy M.I.L.F. $, to jednak moją najbardziej ukochaną kompozycją na albumie – jak i najlepszą w karierze Fergie – jest Love Is Pain. Tu nie ma co pisać o tym utworze. Po prostu posłuchajcie. Wielbię również A Little Work (tekst! <3) czy Save It Til Morning. Tak naprawdę jedyne piosenki, których nie lubię, nie słucham i skippuje to L.A. Love (La La), które brzmi „staro” oraz nijakie Love Is Blind. Jeśli trochę zagłębicie się odmęty Internetu, zajdziecie tam bonusowe kawałki dostępne tylko w sklepach Target w USA – Diddy Zone i Kleopatra. Szczególnie ta druga zasługuje na uwagę.
Life’s a Movie, Let the Camera Roll
Przechodząc do końca – Fergie nagrała znakomity, spójny i zasługujący na uwagę album. To godny następca debiutu. Niestety, z racji dosyć nieudolnej promocji trafi on do mniejszego grona, niż na to by zasługiwał. Zatem moi drodzy, nie musicie kupować – na Spotify za darmo posłuchacie w całości, może tak Wam się spodoba, że sięgniecie po to wydawnictwo? Na Youtubie obejrzyjcie już połowę teledysków z wersji wizualnego, a podejrzewam, że do końca tygodnia Fergie doda całość. A wizualną stronę też warto poznać, szczególnie teledysk do Love Is Pain! Polecam, polecam!

