Site icon All About Music

„Faith No More. Królowie życia (i inne nadużycia)” (2016) – Faith No More. Recenzja Kuby Koziołkiewicza

Przyznaję się zupełnie szczerze – gdy na fanpage’u wydawnictwa In Rock pojawiła się informacja, że ich nakładem ukaże się biografia Faith No More, nie mogłem się doczekać dnia, w którym pozycja ta dotrze do mnie do mieszkania. I to bynajmniej nie dlatego, że jestem wielkim fanem ekipy Mike’a Pattona.

Prawdopodobnie książka ta nie zrobiłaby na mnie żadnego większego wrażenia (rocznie pojawia się od kilkunastu do kilkudziesięciu tego typu pozycji, więc każdorazowa euforia byłaby oznaką braku życia towarzyskiego z mojej strony), gdyby nie jeden istotny fakt – napisał ją Polak mieszkający w Polsce.

Tym Polakiem mieszkającym w Polsce jest Maciek Krzywiński. Pisywał i pisuje on do wielu tytułów prasowych, jednak najlepiej go znam z magazynu „Metal Hammer”. Nie ukrywam, że lubię styl pisania Maćka. Jego teksty to mieszanka ciekawych informacji, rzetelności i sporej dawki jaj. Takich z klasą, nie w stylu trzynastoletniego fana Gangu Albanii. Zanim rozpocząłem czytanie Królowie życia (i inne nadużycia) zastanawiałem się, czy autor pozostanie wierny swojej estetyce, czy też, by nadać książce bardziej wyniosłego wymiaru, stworzy coś na miarę obszernej pracy magisterskiej. Po przeczytaniu zajawki na tylnej stronie obwoluty wiedziałem, że wybrał opcję numer jeden, a lektura tej pozycji będzie przyjemnością.

Pamiętam, że kiedyś zastanawiałem się, jak scharakteryzować zespół Faith No More. Zazwyczaj grupy muzyczne można określić jednym ogólnym terminem, czasem trzeba opisać je dwoma gatunkami, ewentualnie trzema. Ale Faith No More? Nazwanie ich projektem funk metalowym byłoby wystarczające? Nie. Funk metal połączony z rapowanymi wstawkami Pattona? To byłoby określenie ok. 20% stylu zespołu. Gdy wejdziemy na Wikipedię, wpiszemy frazę Faith No More i zerkniemy w ich charakterystykę gatunkową, to pojawiają nam się takie określenia: heavy metal, funk metal, metal alternatywny, hard rock, indie rock, pop alternatywny, rock alternatywny. Moje niezbyt doskonałe umiejętności matematyczne pozwalają mi je wszystkie zsumować i daje nam to liczbę siedem. Siedem stylów muzycznych, które nie są jedynie jakimiś krótkimi wzmiankami w piosenkach Faith No More. To rzeczywiste style, w których porusza się grupa. Gdybym chciał wypisać wszystkie, jakie kiedykolwiek pojawiły się w ich twórczości, to pewnie recenzja ta składałaby się z samych określeń gatunków muzycznych.

Powyższy przydługawy akapit miał na celu ukazanie, że Maciek Krzywiński zabrał się za pisanie książki o zespole „dziwnym”. Zresztą sam właśnie tak określił Faith No More – grupę złożoną z różnych osobowości, orientacji seksualnych, muzycznych fascynacji. Ich scharakteryzowanie i dotarcie do materiałów źródłowych nie należało na pewno do łatwych. Pamiętajmy – Faith No More, mimo olbrzymiej popularności, nie są The Beatles, The Rolling Stones czy Queen, zespołami, o których napisano zapewne miliony artykułów, na bazie których można by tworzyć książkę. Ekipa Pattona należy do trochę niższej ligi. Autor, tak podejrzewam, mogę się oczywiście mylić, musiał się bardzo nagimnastykować, by dotrzeć do wartych wykorzystania źródeł w swojej książce (na samym jej końcu podana jest bibliografia, która w większości bazuje na tekstach z zagranicznych książek i tytułów prasowych).

Królowie życia (i inne nadużycia) to książka, która nie jest odkrywaniem Ameryki po raz drugi. Nie jest firmowana hasłem „Nieznane fakty z życia zespołu”, które potem okazują się tak naprawdę historiami znanymi przez niedzielnych miłośników zespołu. Zresztą samemu autorowi, jak sam przyznaje we wstępie, nie o to chodziło. Książka jest tylko, albo aż historią Faith No More, opisaną w sposób ciekawy, intrygujący, czasem zaskakujący. Pojawia się tu wiele wątków, autor używa czasem naprawdę kapitalnych nawiązań, które ni stąd ni zowąd łączą się z życiorysem twórców Epic czy Motherfucker. W pozycji tej mamy przekrój całego artystycznego żywotu grupy, ale też wszystkich pobocznych projektów poszczególnych członków. Niemalże każda, nawet jakaś prowizoryczna taśma demo, jest poddawana wnikliwej analizie Krzywińskiego, wśród których nie brak barwnych porównań. No właśnie – porównania to mocna strona książki. Dodają jej sporej dawki uroku.

Widać, że Królowie życia (i inne nadużycia) to wydawnictwo napisane z pasją. Jest wyczerpujące, wielowątkowe, stworzone z pomysłem. Historia Faith No More jest ciekawa sama w sobie, ale to nie oznacza, że jest swoistym gotowcem, który z miejsca przyciągnie do siebie czytelnika. Maciek Krzywiński te wszystkie informacje i anegdotki poskładał ładnie do kupy, dzięki czemu powstała książka, którą naprawdę warto przeczytać. Napiszę to jeszcze raz – nie jestem wielkim fanem Faith No More. Nie mam plakatu Mike Pattona zawieszonego obok kabiny prysznicowej ani w żadnym innym pomieszczeniu mieszkania. A mimo to recenzowaną pozycję łyknąłem bez popijania wody.

Królowie życia (i inne nadużycia) to dowód na to, że polscy dziennikarze muzyczni potrafią pisać. I na sam koniec dodam jeszcze jedno – gdyby z tej książki usunąć polskie wątki, przetłumaczyć ją na język angielski, to myślę, że bez problemu poradziłaby sobie na zagranicznych rynkach. Mi nie pozostaje nic innego jak pogratulować autorowi bardzo dobrego debiutu. Czekam na następne książki.


Exit mobile version