Site icon All About Music

„Ten świat mnie zawiódł, bo ja nigdy niczego nie kalkulowałam. Po prostu chciałam robić muzykę.” Wywiad z Eweliną Lisowską

„Ten świat mnie zawiódł, bo ja nigdy niczego nie kalkulowałam. Po prostu chciałam robić muzykę.” – mówi Ewelina Lisowska w szczerym wywiadzie trzy tygodnie po wydaniu nowej płyty – „Cztery”.

Marta Umiejewska: Przed naszym spotkaniem oglądałam dwa Twoje wywiady – jeden sprzed sześciu lat, a drugi tegoroczny – i miałam wrażenie, że to nie ta sama osoba. Czy Ty też obserwujesz w sobie tę zmianę?

 

Ewelina Lisowska: Oczywiście, na pewno zmieniłam się przez te lata, do pewnych rzeczy dojrzałam, więcej przeżyłam, wyrobiłam sobie zdanie na pewne tematy, więc też mam więcej do powiedzenia.

 

MU: Właśnie tak wyobrażałaś sobie swoje obecne życie, idąc do X Factora? Coś Cię zaskoczyło w show-biznesie?

 

EL: Jako młoda osoba z wielkimi marzeniami miałam zupełnie inną wizję tego muzycznego świata. Nie wiedziałam, na czym to polega ani jakie są zasady gry. Teraz wiem, że nie wszystko jest takie proste, na jakie wygląda. Niestety nie wystarczy tylko śpiewać. To zdecydowanie mnie zawiodło, bo ja nigdy niczego nie kalkulowałam. Po prostu chciałam robić muzykę.

 

MU: Wolałabyś wrócić do tej wolności, którą miałaś przed X Factorem?

 

EL: Oczywiście, że nie! Jestem przede wszystkim muzykiem i dla mnie nie ma znaczenia, czy gram muzykę rockową czy popową. Nie pozwalam nikomu się zaszufladkować. Uwielbiam eksperymentować, bawić się muzyką, więc teraz robię to, co kocham. Nie miałam nigdy jednoznacznej wizji siebie, bo cenię sobie wolność artystyczną i chcę robić to, na co w danym momencie mam ochotę.

 

MU: A zdarzyło Ci się sprzeciwić wytwórni czy producentom?

 

EL: Jako dorosła osoba wiem, że moje nazwisko to jest pewna marka. Każdy mój ruch decyduje o tym, czy ta marka będzie się rozwijać. Razem staramy się znaleźć kompromis i działamy dla wspólnego dobra.

 

MU: Wydaje się, że przy premierze singla „T-shirt” niektórzy zapomnieli, że to jest tylko marka, pewien wizerunek…

 

EL: Często słyszę, że coś do mnie nie pasuje, że powinnam coś zmienić. Ja lubię się bawić muzyką i w każdej roli czuję się świetnie, niezależnie, czy jest to śpiewanie, czy nagrywanie dubbingu do bajek. Można powiedzieć, że jestem aktorem w muzyce, bo w piosenkach nie oddaję siebie w stu procentach. Nie zawsze śpiewam o swoim życiu. W singlu „T-shirt” wcieliłam się w postać dziewczyny, która jest uzależniona od faceta, nie ma żadnych pasji. Każdy, kto mnie zna, wie, że ja jestem zupełnie inna – nikomu się nie podporządkowuję, trenuję kick-boxing. Z każdym rokiem staję się coraz silniejszą kobietą.

MU: Jak na Twoją karierę reaguje Twoja rodzina?

 

EL: Oni patrzą na mnie jak na muzyka. Cieszą się, że teraz gram repertuar popowy, że już nie krzyczę. (śmiech) Wcześniej tata niechętnie przychodził na koncerty. Oczywiście oglądają moje występy i wywiady, ale już nie tak zachłannie jak kiedyś, kiedy mama wycinała z gazet każdy skrawek na mój temat. Rodzice są ze mnie bardzo dumni, choć przez pierwszy rok mama pytała, kiedy wracam na studia. Czasami muszę im tłumaczyć, jak działa ten świat i że to właśnie teraz jest moje pięć minut. Moje marzenia zawsze były związane z muzyką i skoro już udało mi się je spełnić, to chciałabym, żeby to trwało jak najdłużej.

 

MU: A patrząc na życie przyjaciół nie czujesz, że coś Cię omija?

 

EL: Oczywiście, że tak. Większość moich znajomych zakłada już rodziny, a ja nadal jestem wolnym ptakiem, zawsze na walizce. Żyję w ciągłym pędzie i ciężko jest mi znaleźć choćby chwilę dla najbliższych. Moje życie jest trochę zwariowane, dlatego też bardzo lubię siedzieć w domu. Doceniam zimowe miesiące, kiedy mogę wreszcie zająć się psem, posprzątać, coś ugotować, potrenować. Cieszę się, że mam swoje miejsce na ziemi, gdzie się wyciszam i żyję normalnym życiem. Czasami mam takie myśli, że chciałabym już mieć stabilne, poukładane życie, męża, dzieci, ale z drugiej strony nie umiałabym zrezygnować z tego, co teraz robię.

 

MU: Po wielu monotematycznych piosenkach producent Markus Dravs zabronił wokalistce zespołu Florence and the Machine używać motywu wody. Czy Twój nowy album nazywa się „Cztery”, bo na poprzednich przeholowałaś z motywem nieba? („Aeroplan”, „Nowe Horyzonty”, „Ponad Wszystko”)

 

EL: Po skończeniu każdego albumu wiedziałam od razu, jaką nazwę mu nadać. W przypadku ostatniego nie miałam żadnego pomysłu. Nagle przyszedł ten dzień, kiedy musiałam napisać wytwórni, jak ta płyta się właściwie nazywa. Kierowana presją, wymyśliłam tylko „Cztery”. Pomyślałam sobie „nie no gratulacje, świetny tytuł!” (śmiech), ale chyba chciałam, żeby był to po prostu numer. Jak kolejny rozdział w życiu.

 

MU: A motyw nieba przemyciłaś i tak w piosenkach: „Latawce”, „Nad ziemią”, „Polećmy wyżej”.

 

EL: To chyba podświadomie. Wydaje mi się, że każdy artysta ma jakiś swój świat, który lubi opisywać. Takie tematy pojawiają się instynktownie.

MU: A jeśli chodzi o teledyski, to inspirujecie się amerykańskimi przebojami popowymi?

 

EL: Na pewno wzorujemy się tym, co jest na rynku, ale nie wszystko, co działa w Stanach, zadziała u nas. Mamy też inne budżety… Przedstawiam swoją wizję i pomysły reżyserowi, on mówi mi o swoich i działamy!

 

MU: Wydanie płyty zdeterminowało Twoje plany na wakacje?

 

EL: Dużo koncertujemy, ale na szczęście udało mi się znaleźć jeden wolny tydzień, który przeznaczę na odpoczynek w Grecji. Ostatnio mnóstwo pracowałam i byłam non stop zabiegana. Dopiero teraz, po wydaniu płyty, wszystko zaczyna się uspokajać.

 

MU: W takim razie życzę wspaniałych wakacji i udanych koncertów!

 

EL: Bardzo dziękuję!

Exit mobile version