Polsko-czeska wokalistka Ewa Farna to prawdziwy dowód na to, że spełnienie marzeń jest na wyciągnięcie ręki. Swoją karierę muzyczną zaczęła, będąc jeszcze nastolatką. Nie dała się zwariować i bardzo jej zależy na tym, by również fani zauważyli, że jest nadal sobą. Życie to jednak nieustająca zmiana i polega na próbowaniu przeróżnych rzeczy. Sięganie po aranżacje akustyczne jest najwyższym stopniem wtajemniczenia – nie każdy artysta pozwala sobie na taki eksperyment, gdyż jest on obarczony pewnym ryzykiem… że po prostu może coś nie wyjść, a w tego typu wykonaniach bardzo ciężko ukryć nawet niewielką wpadkę. Mając bardzo mocny wokal i dobrych instrumentalistów – czy coś może nie grać?
Odpowiedź na powyższe pytanie nie jest prosta i tak naprawdę zależy od tego, jak my, słuchacze podchodzimy do tego zagadnienia. Gdy jednak mamy do czynienia z akustycznymi wersjami przebojów po raz pierwszy zaprezentowanych kilka miesięcy, czy też kilka lat temu ciężko jest się przebić z tą nową wersją, mając za plecami oryginał, który jakiś czas temu porwał Farnoholików. Nie oznacza to jednak, że inna aranżacja może zostać skazana z automatu na porażkę. W większości przypadków może okazać się, że tak zwane akustyki są o wiele lepsze – wiele zależy od koncepcji. A ta jest oczywista: by z jak najlepszej strony pokazać ukryte piękno utworów zawartych w jej największych hitach, wyróżnić te niezauważalne atuty. To także dobra okazja do tego, by posłuchać Farnę w innym niż na co dzień wydaniu.
W roku 2013 został wydany krążek (W)Inna? . Data premiery nieszczęśliwie zbiegła się z pewnym wydarzeniem w życiu Ewy i na nieszczęście nie pozwoliła wówczas szerszemu gronu zapoznać się z nową Farną. Na próżno szukać tam porównań do Sam na Sam, Cicho czy EWAkuacji. To nowy rozdział z dość kiepskim początkiem. Nie inaczej jest z kompozycją promującą Inną. Rozumiem, że Tu jest przysłowiową radiową marchewką, by zwrócić uwagę szarego Kowalskiego na fakt, że Ewcia wydaje coś nowego. Mi osobiście utwór nie przypadł do gustu, ale to chyba jeden z kilku w dorobku artystki, które ma na celu ukazać spokojniejsze oblicze.
Wokalistka, prezentując swoje starsze przeboje w nowszych aranżacjach poszła w stronę jazzu i soulu. Barwnie i ciekawie opowiada od nowa muzyczną historię zawartą w tych kawałkach. Wyszło profesjonalnie pod względem aranżacji, lecz poprawnie gdyż artystka starała się pokierować swoim wokalem tak, jak w oryginale. Ewa ma bardzo wielki potencjał, by zostać w przyszłości wielką postacią tak jak Beata Kozidrak, Kayah czy Edyta Górniak. Ma na to zadatki, a ta płyta może jej bardzo pomóc.
Zacznę może od zalet tego wydawnictwa: prostota, piękno i głos. Nie zaskoczyły mnie wykonania takich utworów jak La la laj, Znak czy Poradnik dla początkujących. Powiem więcej – tymi wykonaniami udowodniła, że potrafi podnosić sobie poprzeczkę. To sztuka, by z małego płomyczka rozpalić ognisko – i tak się wtedy dzieje. Ewa jeszcze bardziej ożywiła te kawałki. Po prostu perfekcja.
Mamy tutaj dwa utwory, które Farna próbowała udobruchać. Chodzi tutaj o Cicho i Ewakuację. O ile ta sztuka udała się z tym pierwszym, o tyle tego drugiego w nowej aranżacji nie mogę przełknąć. Po pierwsze dlatego, że aż to się prosi o dynamizm, po drugie – jak można śpiewać, by uciekać szybko, bo jest jakieś niebezpieczeństwo ze stoickim wręcz spokojem?! Ciężko jest pogodzić te dwie rzeczy, lecz wierzę, że gdyby pomyślano nad innym aranżem to byłoby o wiele lepiej.
Pozostałe numery na tym wydawnictwie są wykonywane poprawnie. Nie powalają, ale też nie czuję ekscytacji. Pech chce, że akurat ja uwielbiam akustyki, które potrafią uwypuklić zalety kawałków – no który artysta nie chciałby lepiej, mocniej albo delikatniej? Ewa Farna udowadnia, że nie boi się eksperymentować ze brzmieniem, nie boi się wyzwań jakie może postawić polska muzyka rozrywkowa. Bardzo życzę jej jak najlepiej, by nadal poszukiwała – stać ją na więcej. Czuję pewien niedosyt, lecz jestem przekonana, że za parę lat jeszcze bardziej nas zdziwi.

