To koniec. Tegoroczny sezon preselekcyjny 2020/2021. Był to wyjątkowy czas, pełen emocji, dramatów i kontrowersji. A to wszystko działo się w cieniu pandemii, która w mniej lub bardziej subtelny sposób dała o sobie znać. Przeżyjmy jeszcze raz najważniejsze momenty ostatniego preselekcyjnego sezonu.
Druga szansa
Odwołanie Eurowizji do zeszłego roku było wydarzeniem bez precedensu. Decyzja ta odbiła się na wszystkich zaangażowanych w konkurs. Nadawcom wypadły majowe pozycje do wyemitowania w i tak splądrowanych przez pandemię ramówkach. Organizatorzy ponieść ogromne straty finansowe związane z anulowaniem tak wielkiego wydarzenia. A artyści stracili szanse na pokazanie się wielomilionowej publiczności. Jednak nie wszyscy. Niektórzy (Grecja, Ukraina, Hiszpania i Holandia) już 18 marca 2020 roku poinformowali, że wybrane na poprzedni rok osoby automatycznie dostają bilet na Eurowizję 2021. Inni, jak Islandia, Wielka Brytania czy Macedonia Północna nie śpieszyli się z tą decyzją i podjęli (lub też ogłosili ją) w późniejszych miesiącach.
Łącznie 27 nadawców nie zmieniło swoich reprezentantów w stosunku do zeszłego roku. W 25 przypadkach był to wybór wewnętrzny, a tylko w dwóch krajach preselekcje dwa lata z rzędu wygrał ten sam uczestnik. Co ciekawe, oba przypadki miały miejsce w państwach bałtyckich, a także tamtejsza publiczność nie pozostawiła wątpliwości, kto ma ich reprezentować w Rotterdamie. Spójrzmy na liczby. Finał litewskiego Pabandom iš Naujo! padł oczywiście łupem The Roop, którzy zdobili w nim 74512 głosów. Dla porównania zdobywca drugiego miejsca zebrał ich… 6413. Przepaść. Nieco mniej spektakularnie, ale jednak w sąsiedniej Estonii ponownie wygrał Uku Suviste. Wokalista w finałowym Top 3, w którym prawo głosu mieli tylko i wyłącznie jego rodacy wywalczył poparcie na poziomie 46.4%, kiedy drugie miejsce musiało zadowolić się 28.9% wszystkich oddanych głosów.
Znane i nieznane muzyczne odsłony
Uczestnicy Eurowizji 2020, jak i 2021 po ich wyborze stanęli przed niełatwym wyborem – w którą muzyczną stronę pójść? Podobna stylistyka dwa razy z rzędu mogła spotkać się z zarzutami o kopiowanie samych siebie, natomiast pójście w nowe rejony muzycznie to nieznane drogi i wybór ścieżki. Wyszło różnie.
Niektórzy pozostali wierni stylistce, która zdążyli pokazać w zeszłym roku. Należą do nich między innymi Victoria z Bułgarii, Daði Freyr z Islandii, reprezentując Czechy Benny Cristo, serbskie trio Hurricane, Słowenka Ana Soklič czy specjalizująca się w łączeniu folku i białego śpiewu (co na naszym podwórku kultywuje zespół Tulia, który reprezentował Polskę podczas Eurowizji 2019) z elektroniką ukraińska formacja GO_A.
Jednak niektórzy postanowili zaskoczyć fanów kompletną, muzyczną zmianą. I tak Vasil (Macedonia Północna) i Vincent Bueno (Austria) z zeszłorocznych tanecznych klimatów poszli w balladową stronę. Podobną drogę, lecz z rockowego świata przeszedł pochodzący z Gruzji Tornike Kipiani. Kompletnym przeciwieństwem dwóch pierwszych panów jest podopieczna Filipa Kirkorova – reprezentująca barwy Mołdawii Natalia Gordienko. Wokalistka porzuciła patetyczne ballady na kształt Prison i zdecydowała się podbić (zamknięte) parkiety utworem Sugar. Utwór ten brzmi jak muzyczne dziecko MARUV I Katy Perry z ery Teenage Dream i Prism.
Wielcy Przegrani
Little Big. VAL. The Mamas. Damir Kedžo. Ulrikke. Sandro. Alicja Szemplińska. Arilena Ara. Athena Manoukian. Aksel. Ben&Tan. Elisa. Tom Leeb. Ben Dolic. Diodato – tej piętnastki nie zobaczymy jako uczestników Eurowizji 2021. Z wyjątkiem sytuacji w Armenii i Białorusi (o których później) reszta z tego grona z różnych powodów została zastąpiona. Niektórzy, jak Norweżka i Chorwat stwierdzili, że nie mają odpowiedniej piosenki, z która chcieliby powalczyć w preselekcjach, jednak nie wykluczają startu w kolejnych latach. Do tego grona można zaliczyć też rosyjską ekipę. Ilya, lider Little Big stwierdził, że chcą ścigać się sami z sobą i fenomenem Uno, które dzierży rekord najchętniej oglądalnego filmu na oficjalnym kanale Eurowizji, dlatego oddaje pałeczkę innym. W przypadku reprezentantów Niemiec, Cypru, Wochy czy Francji przeszkodą okazały się inne lany artystyczne i wizja kariery. A w pewnym kraju nad Wisłą wewnętrzna komisja stwierdziła, że:
wybór Rafała Brzozowskiego jako reprezentanta Polski na tegoroczny konkurs Eurowizji miał charakter czysto ekspercki i odbywał się wyłącznie w oparciu o ocenę atrakcyjności zgłoszonych utworów. Wybór utworu „The Ride” dokonany został przez zespół ekspertów Agencji Kreacji Rozrywki i Oprawy, którzy oceniali wyłącznie piosenkę (…) Utwór zgłoszony przez Rafała Brzozowskiego zdobył najwyższą ocenę.
Ciekawą strategię przyjęły kraje nordyckie. Jedynie islandzki nadawca RUV wybrał swojego reprezentanta wewnętrznie, a w Norwegii Ulrikke sama zrezygnowała z preselekcji, pomimo zagwarantowanego miejsca w finale. Niedoszli reprezentanci Finlandii i Szwecji podjęli zupełnie inną decyzję, i zarówno Aksel, jak i The Mamas postanowili ponownie dostać się na Eurowizję, wygrywając eliminacje. Na ich nieszczęście – na swojej drodze spotkali mocniejszy kandydatów, których nie zdążyli pokonać i w tym roku swoje preselekcje przegrali.
Do omówienia została Dania, a zachowanie tamtejszego nadawcy wielu zszokowało i oburzyło. Znany z zeszłego roku duet Ben & Tan chciał ponownie startować w preselekcjach, ale w tym roku tych zorganizowanych w Szwecji. Jednak z powodu pandemii regulamin Melodifestival uległ zmianie i zabraniał udziało w konkursie osób zza granicy. W tej sytuacji wykonawcy Yes drugi rok z rzędu zgłosili się do Dansk Melodi Grand Prix, jednak ich propozycja została odrzucona, i to nie względów artystycznych. Komisja wybierające uczestników duńskich selekcji uznała bowiem, że udział niedoszłych reprezentantów będzie bez sensu i niesprawiedliwy wobec innych. Według tej argumentacji Ben & Tan już na starcie mieliby zapewnione głosy współczucia, najpewniej wygraliby ponownie, a w wiec ich kandydatura wypaczałaby zasady rywalizacji fair play. Dlatego tez duet nie wziął udziału w duńskich preselekcjach, ani nie pojawił się na nich w ramach interval actu.
Nowi bohaterowie
Natura (i Eurowizja) nie znoszą jednak próżni i w stawce, oprócz zeszłorocznych reprezentantów, pojawiły się nowe twarze. Szczególnie dwie z nich zachwyciły środowisko fanów konkursu. Mowa tu o Barbarze Pravi z Francji i uczestniczącej w konkursie pod cypryjską banderą Elenie Tsagrinou. Obie wokalistki, choć prezentujące skrajne propozycje zjednały sobie sympatię fandomu. Reprezentantka Francji pewnie wygrała preselekcje i w maju zaprezentuje Voila – przykład klasycznej, francuskiej ballady, która przywodzi na myśli twórczość samej Edith Piaf.
Wyspa Afrodyty ponownie stawia na czysto popowe brzmienia. Elena Tsagrinou w konkursie wystąpi z EL Diablo, którego brzmienie wielu przywodzi na myśl hity Lady Gagi czy Rity Ory. Klip natomiast przywodzi na myśl teledysk do Love Me Land. Co ciekawe – na swoim Twitterze odniosła się do niego sama Zara Larrson. El Diablo na samym Cyprze wywołało niemałe kontrowersje. Religijne organizacje doszukały się w piosence oddawania czci szatanowi i domagały się jej wycofania, jednak tamtejszy nadawca pozostał nieugięty.
A co w pozostałych krajach? W Norwegii mający całe rzesze fanów TIX, w ścisłym finale pokonał chcąc powrócić na Eurowizję trio KEiiNO. Zarówno Włochy, jak i Finlandia stawiają na rockowe klimaty, czym zapewne zaskarbią sobie przychylność fanów gitarowych brzmień. Poruszona sytuacja w Danii zakończyła się wygraną duetu Fyr & Flamme, który przenosi nas w lata ’80 (i to nie w stylu Duy Lipy czy The Weeknda), a dzięki nim po raz pierwszy od dwóch dekad do konkursu powróci tamtejszy język narodowy. Zostawić ojczystą mowę zdecydowała się też zostawić Albanka Anxhela Peristeri, a Portugalia zastosowała zupełnie inny zabieg – zespół The Black Mamba, jako pierwszy historii startów organizatora Eurowizji 2018 zaśpiewa w całości po angielsku.
Pandemiczne koncerty
Wszystkie te wybory, mniej lub bardziej wewnętrzne odbyły się w cieniu, niestety, wciąż dającej się we znaki pandemii koronawisua. Jak ona wpłynęła na proces wyboru?
Z jej powodu preselekcje mające na celu wybór piosenki dla reprezentującej Izrael Eden Alene przeniesiono do wirtualnej rzeczywistości. Początkowo taki format miał być zastosowany w Czechach, Rumunii, Serbii i Słowenii, Jednak w tych krajach postawiono ostatecznie na całkowicie wewnętrzne wybory. W krajach, które postanowiły przeprowadzić co najmniej jeden koncert preselekcyjny – znacznie różnił się od tych, jakie znamy z poprzednich latach, a zarazem nie był niczym wyjątkowym, patrząc na inne wydarzenia telewizyjne nagrywane w ostatnich miesiącach. Oczywiście w większości przypadków preselekcje odbyły się bez publiczności, a realizacja tego typów koncertów w tej formie i ich odbiór zależało od umiejętności i możliwość nadawców. Wyjątek od tej reguły postanowiły zrobić powracające no otwartych konkursów Francja i Rosja, jednak szczególnie w przypadku tej pierwszej oczywiście osób na widowni zasiadło o wiele mniej niż byłoby to możliwe w starych, dobrych czasach. Jednak praktycznie powszechnym widokiem były maseczki, przyłbice, plesky i dystans społeczny.
Koronawirus okazał się dość łaskawy dla uczestników preselekcji, a losy wyników wpłynął na losy wyników. Pierwszy już w zeszłym roku, w tradycyjne otwierającej sezon wyborów Albanii. To właśnie tam kilka tygodni przed preselekcjami zakażona została Manjola Nallbani. Diwa tamtejszej sceny muzycznej nie zdążyła wyzdrowieć na czas i ostatecznie wycofała się z ostatniej edycji Festivali i Këngës.
Nie opuszczamy południa Europy, bowiem przenosimy się do Włoch. Tam koronawirusem zaraził się nie uczestnik festiwalu San Remo, lecz członek jego ekipy. Zgodnie z tamtejszym prawem także Irama musiał udać się przymusową kwarantanne, pomimo negatywnych wyników testów. Na jego nieszczęście izolacja zbiegła się z czasem ze startem kultowego w Italii (i nie tylko) wydarzenia. Dlatego też konkursowe występy artysty były tymi, które zdążono zarejestrować podczas prób. Wszystko to działo się ku rozpaczy wielu fanów, którzy właśnie to propozycje Iramy chcieli zobaczyć reprezentującą Włochy w Rotterdamie. Ostatecznie La genesi del tuo colore zajęło piąte miejsce, a o tym, czy gdyby zostało zaprezentowane w pełni na żywo, to zdołałoby znaleźć się w stawce Eurowizji 2021 nie dowiemy się już nigdy…
Polityczne zawirowania
Na początku stawka Eurowizji 2021 w stosunku do odwoływanej edycji pod względem liczby uczestników miała się niczym nie różnić. Jednak niestety rzeczywistość napisała inny, smutniejszy scenariusz.
Od początku brak wieści z Armenii był dość niepokojący. Ormiański nadawca, oprócz potwierdzenia uczestnictwa nie ogłosił Atheny Manoukian jako swojej reprezentantki, nie wskazał też jej następcy, jak również nie ogłosił naboru do kolejnej edycji lokalnych preselekcji. Pierwszy, niepokojący symptom nadszedł w listopadzie przy okazji Eurowizji Junior 2020. Wtedy też AMPTV nie przekazywały żadnych publicznych informacji. Aż do momentu wycofania się z rywalizacji, pomimo wybrania reprezentantki i piosenki. Wiele osób zastanawiało się, czy podobny los spotka tego kraju w kontekście Eurowizji 2021.
Niestety, na początku marca sytuacja się powtórzyła i Armenia oficjalnie ogłosiła, że nie usłyszymy jej propozycji w tegorocznym konkursie. Jak enigmatycznie poinformował tamtejszy nadawca – powodem tej decyzji są:
ostatnie wydarzenia, krótki czas produkcji i przygotowań, jak i inne obiektywne przyczyny
Decyzja ta jest konsekwencją ubiegłorocznej wojny z Azerbejdżanem o sporne ziemie położone na terytorium Górskiego Karabachu. Przegrana przez ormiańską stronę walka wywołała głęboki kryzys polityczny w tym kraju.
Polityka i wewnętrzna także mocno odbiła się na tegorocznym starcie Białorusi. W tym kraju kontrowersje zaczęły się kilka miesięcy temu, kiedy opozycyjna Fundacja Solidarności Kulturalnej BYSOL nawoływała Europejską Unie Nadawców do usunięcia BTRC (tamtejszy nadawca publiczny) ze struktur EBU. Skutkowałoby to wycofaniem kraju z Eurowizji 2021, jak również zablokowanie emisji wydarzenia. Twórcy petycji argumentowali, że nadawca nie przedstawia kultury mediów i państwa, a sama stacja łamie zasady wolnym mediów i jest tubą propagandową obecnej władzy. EBU Jednak oficjalnie nie zareagowało na ten apel.
Kolejne kontrowersje wybuchy po wyborze piosenki. W tym roku Białoruś przeprowadziła wewnętrzne preselekcje, nie robiąc otwartego castingu. Na początku marca ogłoszono reprezentanta kraju, w którym od sierpnia trwają protesty przeciwko sfałszowanym wyborom. Tamtejszy nadawca postawił na zespół Galasy ZMesta i utwór Ya Nauchu Tebya (I’ll Teach You). Początkowo nierosyjskojęzyczni fani masowo krytykowali sam utwór za jego brzmienie. Szybko okazało się, że tekst propozycji z metaforyczny, lecz dosadny sposób krytykuje przeciwników obecnej władzy i poopiera reżim Łukaszenki. Odkryto też, że pozostałe utwory formacji drwią z opozycji i jej liderów.
W eurowizyjnym świecie wybuchła burza – krytyka płynęła ze wszystkich stron, a media zajmujące sie ta tematyką zapowiedziały bojkot Białoruskiego starty. Głos też zabrała sama Europejska Unia Nadawców, która z powodu na polityczne przesłanie zdyskwalifikowała, usunęła z oficjalnego kanały Ya Nauchu Teyba i zapowiedziała, że Białoruś musi zgłosić inny utwór, jeżeli chce pokazać się w tegorocznym konkursie. W połowie marca odbyło się spotkanie szefów delegacji, gdzie temat Białorusi był omawiany. Jednak decyzje, jakie tam zapadły nie zostały ogłoszone publicznie, jednak sam Łukaszenka zapowiedział, że zostanie przygotowana nowa kompozycja.
Kto wygra?
Na tym etapie – nie wiadomo. W poprzednich latach Toy i Arcade byli murowanymi kandydatami do wygranej. I o ile Izrael w 2018 na ostatniej prostej w notowaniach (lecz nie tabeli finałowej) zostali wyprzedzeniu przez Cypr, tak Duncan Laurence od premiery debiutanckiego singla do odebrania eurowizyjne statuetki pozostał murowanym pretendentem do wygranej.
W tym roku sytuacji wygląda zupełnie inaczej, a potencjalnych krajów, które będą ubiegać się o zwycięstwo jest kilka. Na szczycie notowań bukmacherskich, chwili pisania tych słów znajdują się… dwa kraje. Po 17% na triumf mają Gjon’s Tears ze Szwajcarii oraz Maltanka Destiny, która w swojej karierze już wygrała Eurowizję, ale tę w wersji Junior. Nie można też zapominać o Bułgarii, Islandii czy Litwie, czyli państwach, które miały bić się o pierwsze miejsce w ubiegłym roku. I patrząc na opinie i różnego typu zestawienia ich blask nieco zgasł, ale można być pewnym, że nadawcy z tych państw tak łatwo nie odpuszczą swojej szansy na historyczny sukces. Fani nie wykluczają też triumfu Francji czy Szwecji, która w ostatnich latach podbija głosowania jury, jedna ma problem z wybiciem się w televotingu. Czy Tusse przełamie złą passę? Dowiemy się już za dwa miesiące.
Jedno jest pewne – w maju szykują się więc niesamowite emocje!

