Eurowizja już tuż za rogiem. Z okazji 60-lecia konkursu postanowiliśmy poświęcić trochę uwagi temu wydarzeniu. Oto pierwszy artykuł z trzech – trzydzieści utworów, które być może przegapiliście w Konkursie Piosenki Eurowizji – a nie słusznie, bo są świetne. To lista perełek, które udowadniają, że konkurs ten wart jest uwagi, że są na nim naprawdę ciekawe utwory. I to właśnie spróbuję Wam udowodnić.
W moim cyklu postanowiłem wziąć pod uwagę jedynie ostatnie lata konkursu, a dokładniej dziesięć minionych konkursów (2005-2014). Euphoria Loreen czy Fairytale Alexandra Rybaka również można zaliczyć do takich perełek, o których mówię w pierwszym akapicie, ale o nich na pewno słyszeliście.
To lista utworów, które w jakiś sposób wyróżniają się, które są inne, ciekawe, czy po prostu godne uwagi. Nie jest to do końca mój subiektywny wybór (aczkolwiek w dużej mierze na pewno); to lista utworów, które wywołały poruszenie wśród wszystkich zagorzałych fanów konkursu.
Na sam początek cofamy się aż o dziesięć lat. A tam Luminiţa Anghel w barwach Rumunii. Przebojowy skoczny utwór z elementami kultury rumuńskiej, dużo bębnów i ciekawy performance. Ostatecznie, Rumunia zajęła trzecie miejsce w finale przegrywając z Maltą (Chiara) i Grecją (Helena Paparizou).
Rok 2007 i węgierska propozycja to był pierwszy powiew świeżości na Eurowizji. To właśnie wtedy zaczęto eksperymentować z innymi gatunkami muzycznymi takimi jak hard rock (zwycięska propozycja fińska) czy właśnie blues, który zaprezentowała Magdi Rúzsa. Ku zaskoczeniu fanów Eurowizji, Węgry awansowały do finału, a tam zajęły 9. miejsce. Generalnie Węgry należą do jednego z najciekawszych krajów w konkursie, w tym cyklu pojawią się aż czterokrotnie!
https://www.youtube.com/watch?v=d_zVztgRP3w
Kolejna ciekawa propozycja z 2007 roku to Elistsa i Stoyan. Dwójka artystów z Bułgarii zaprezentowała interesującą propozycję pełną bębnów, uderzeń i czego nie tylko. Sami sprawdźcie. Bułgaria awansowała wtedy do finału, a tam zajęła bardzo dobre, piąte miejsce.
https://www.youtube.com/watch?v=CPISaq047x4
Gruzińska propozycja w 2008 roku to właściwie nic interesującego od strony muzyczne. Piękna ballada, bardzo dobrze odśpiewana. Tylko iż śpiewa ją niewidoma artystka, bardzo popularna w swoim kraju. Jednak jeszcze więcej pieprzu temu utworowi nadaje aktualna sytuacja polityczna. Diana Gurtskaya śpiewa pokój nadejdzie na kilka tygodniu przed tym, jak Rosja zaatakowała gruzińskie tereny. I jeszcze jeszcze więcej pieprzu całemu konkursowi dodaje fakt, że Rosja właśnie w 2008 roku wygrała całą Eurowizję. Na szczęście, Gruzji udało się awansować z półfinału, a w finale zajęła dobre, 11. miejsce.
Dlaczego ta propozycja znalazła się na tej liście? Bo jest przeuroczo słodka! I w dodatku, nikt nie wie o czym pani Ishtar śpiewa. Dlaczego? Bo O Julissi zostało zaśpiewane w języku wymyślonym specjalnie na potrzeby Konkurs Piosenki Eurowizji. Belgia tego roku jednak zajęła trzecie miejsce od końca w półfinale. Sromotna porażka. Ale chociaż było słodko.
Dwa lata później Belgia zrehabilitowała się z podwójną siłą. Oto na scenę wyszedł uroczy chłopak z gitarą i zaśpiewała uroczy, prosty utwór. Europa oszalała! Tom w półfinale nie miał sobie równych i zajął tam miejsce pierwsze, a w finale ostatecznie zajął miejsce szóste.
Rok wcześniej wszystkich zszokowała Estonia. Zespół Urban Symphony z przeuroczą wokalistą zaprezentował utwór Rändajad. Nikt – prócz Estończyków – nie wiedział o czym ta pani śpiewa, jednak każdy pokochał ten utwór. Miał w sobie magię, tajemnicę, ciekawość. Estonia awansowała do finału z trzeciego miejsca, a w finale zajęła piątą lokatę. Był to niebywały, ale zasłużony, sukces.
Propozycje greckie prawie zawsze godne są uwagi. Albo kiczowate panienki śpiewające o afrodyzjakach, albo ładni panowie tańczący, śpiewający, opa’jący. W 2011 roku było podobnie, jednak kompozycja miała klimat. Bardzo dziwne połączenie rapu, hip hopu z mocnym męskim wokalem. Wyszło ciekawie, inaczej. I z sukcesem – Grecja wtedy zajęła miejsce pierwsze w półfinale oraz siódme w finale.
W 2011 wiele mówiło się o Ukrainie na tle Eurowizji. Ich utwór zmieniał się kilkukrotnie, wiadomo, że będzie Aloysha, ale co zaśpiewa… Nie było wiadomo prawie do samego końca. Ostatecznie padło na piękną, ale smutną balladę. To naprawdę świetna odmienność od tego, co Ukraina pokazywała we wcześniejszych latach (głównie skoczne utworki i Verka Serduchka). Ta ballada miała duszę. Ostatecznie Aloysha zajęła miejsce 7. w półfinale i 10. w finale.
I na koniec ostatnia perełka, najbardziej znana, jednak wciąż warta przypomnienia. Rok temu wygraliby właśnie oni. Conchita nie wygrała dlatego, że wygląda jak wygląda – na jej zwycięstwo złożyło się wiele czynników – wspaniała piosenka, doskonałe wizualizacje, pokazanie tolerancji i cały wizerunek. Ten sam utwór zaśpiewany przez inną wokalistkę dałoby Austrii prawdopodobnie miejsce w TOP 5. A wygrałaby właśnie Holandia, z wielkim zaskoczeniem dla wszystkich. Spokojny, ciepły utwór holenderskiego duetu pod nazwą The Common Linnets. Było by fajnie.

