Już jutro drugi półfinał, po którym poznamy ostatnią dziesiątkę, która powalczy o udział w wielkim finale Konkursu Piosenki Eurowizji. Dla Polski będzie to ważny dzień – właśnie wtedy na scenie wystąpi nasza reprezentantka – Monika Kuszyńska. Jak będzie wyglądał ten dzień? Przedsmak mogliśmy poczuć podczas pierwszej próby generalnej.
Całość rozpoczyna się od przypomnienia skrótów z pierwszego półfinału. Na scenie pojawiają się prowadzące i tradycyjnie już Conchita wywołuje wszystkich uczestników z green roomu. Nasza reprezentantka czeka na dole na swoją kolej i razem ze wszystkimi udaje się pod scenę. Tam na górę jest sprawnie wnoszona przez męża i osoby z pomocy technicznej.
Zaczynają się występy. Pierwsza w kolejności jest Litwa wprawiająca swoim występem w pozytywny nastrój. Zaraz po niej kojące brzmienia wprost z Irlandii i dosyć intrygujące San Marino, które nie broni się na scenie ani piosenką, ani samym występem. Jako czwarta na scenie prezentuje się Czarnogóra – ta piosenka nie powinna mieć problemu z wejściem do finału. Czy szanse może mieć propozycja maltańska? Na scenie nie prezentuje się najgorzej.
Pora na krótką przerwę, podczas której Conchita rozmawia z wykonawcami. Jest w tym naprawdę idealna.
Powrót do występów i mocne wejście Norwegii – za każdym robi ona ogromne wrażenie. Tego nie można powiedzieć o występującej po niej Portugalii – ta piosenka znika bez echa. Zwłaszcza że następna w kolejności jest pełna pasji propozycja Czech. Pora na Izreal – jest show, jest zabawa, są coraz bardziej synchroniczni tancerze. Klimat zmienia się, gdy przychodzi pora na Łotwę – jest bardzo psychodelicznie. Na scenie jeden z faworytów – reprezentant Azerbejdżanu. Jest wiele emocji w jego przekazie i ten głos! Wokalu samego w sobie nie brakuje Marii z Islandii, jednak sam utwór znika w cieniu wcześniejszej propozycji.
Druga przerwa na rozmowy z wykonawcami. To idealny moment na ustawienie się ekipy szwedzkiej, co zajmuje chwilę czasu.
Występ Szwecji wzbudza spore zainteresowanie. Wizualizacje robią wrażenie, Måns porywa publikę zgromadzoną w Stadthalle. Duży entuzjazm wzbudza również Szwajcaria. Emocje słabną przy Cyprze – bardzo powolny utwór. Nastrój robią światełka na publiczności. Dużo lepsza jest propozycja słoweńska, która rozbudza mocniejszymi brzmieniami. Stawkę zamyka reprezentantka Polski. Jest nastrojowo, publiczności się podobało.
Po raz kolejny zamiast interval actów wyświetlane się filmy łączące kulturę i naukę z Eurowizją, także zestawienie archiwalnych i nowszych nagrań z podawania wyników. Widać tam między innymi Macieja Orłosia.
To zdecydowanie najmocniejszy z półfinałów. Największy aplauz od publiczności dla Szwecji i Izreala oraz ciepło przyjęta Monika Kuszyńska. Nic nie przebije jednak skandowania imienia Conchity. Wiadomo – królowa jest tylko jedna.
Ciebie, Drogi Czytelniku, zachęcam do śledzenia transmisji jutrzejszego półfinału o 21.00 w TVP 1, TVP 1 HD oraz TVP Polonia i trzymania kciuków za naszą polską reprezentantkę.
