Site icon All About Music

Ennio Morricone w Krakowie. Relacja Macieja Wojszkuna

Dla takich chwil warto bawić się w dziennikarstwo muzyczne” – pomyślałem, patrząc na trzymany w dłoni bilet na koncert wybitnego kompozytora muzyki filmowej Ennio Morricone. Nie bacząc na zagrażający zdrowiu smog, mnóstwo ludzi przybyło wieczorem 6 lutego do krakowskiej Tauron Areny, by przez kilka godzin posłuchać kompozycji, które nieustannie zachwycają kolejne pokolenia kinomanów – i nie tylko.

Relacja

Koncert zaczął się punktualnie o 20.00, gdy swoje miejsca zajęli po kolei: chór Kodály z Hamburga, Chór Filharmonii Oradea, a następnie Czeska Narodowa Orkiestra Symfoniczna. Po krótkiej chwili na scenę, przywitany ogłuszającymi oklaskami, wkroczył sam maestro. Mimo podeszłego wieku, osobiście poprowadził potężny, ponaddwugodzinny koncert – celebrujący 60 (!) lat jego kariery…

Morricone zaprezentował prawdziwie zdumiewającą feerię dźwięków, prowadząc nas przez różne okresy swojej twórczości, przypominając swoje najbardziej rozpoznawalne kompozycje, a także składając hołd swym najbliższym przyjaciołom… Zaczynając od delikatnych brzęków harfy zwiewnej, radosnej suity dla Giuseppe Tornatore, przemieniającej się następnie w majestatyczną, podniosłą Tarantellę z filmu Baaria. Zachwyciła mnie płynność, z jaką muzycy przechodzili z kolejnych, tak różnorodnych kompozycji. Tarantella przerodziła się w znany wszystkim, nieśmiertelnie piękne Chi mai, z tymi niepowtarzalnymi, chwytającymi za serce smyczkami – a ja poczułem, że w kącikach moich oczu kręcą się łzy wzruszenia… Po tematach z filmów H2S, Miłosny krąg i Cinema Paradiso maestro złożył hołd zmarłemu w 2001 roku reżyserowi Mauro Bologniniemu i zaprezentował znakomity utwór Irene-Dominique z filmu L’eredita Ferramonti z 1976 roku.

Wtem wstał chór – i maestro zaprosił nas do kolejnego rozdziału swej twórczości, bloku „Współczesny mit w kinie Sergio Leone”… Najpopularniejszych kompozycji, klasycznych ilustracji westernów. Już na samym początku zabrzmiał nieśmiertelny temat The Good, The Bad and The Ugly (to musiało być karkołomne zadanie, odtworzyć słynne „wycie kojota” instrumentami orkiestry…), następnie Mill’s Theme Pewnego Razu na Dzikim Zachodzie… Na scenę wkroczyła także piękna śpiewaczka sopranowa Susanna Rigacci – i na zakończenie pierwszej części koncertu maestro wykonał wyczekiwane przez wielu (na pewno przeze mnie) The Ecstasy of Gold. Łzy wzruszenia powróciły z jeszcze większą mocą, gdy słuchałem tego porażającego mocą motywu… Acz wykonanego nieco inaczej niż zwykle.

Po dwudziestominutowej przerwie rozpoczęła się druga część koncertu. Rozpoczęła się zaskakująco, gdyż – kontynuując wątek westernowy – od fenomenalnie zagranego The Last Stage to Red RockNienawistnej ósemki (osobiście myślałem, że soundtrack z tego filmu, który przyniósł Morricone Oscara, usłyszymy na końcu… Nielicho się zdziwiłem), a następnie minimalistycznego, niepokojącego Bestiality – pierwotnie skomponowanego na potrzeby Coś Johna Carpentera, ostatecznie użytego także w Nienawistnej ósemce. 

Po części westernowej (żałuję, że nie usłyszałem The Man With a Harmonica…) maestro zaprezentował trzy subtelne, ujmujące kompozycje – „3 Adagio” – dojmująco piękne – i nagrodzone deszczem braw – Deborah’s Theme Dawno temu w Ameryce, Addio Monti oraz Vatel’s Theme (z filmu Rolanda Joffé… Już wiedziałem, że usłyszymy także utwory z filmu Misja)… Kolejny cykl poświęcony był utworom z włosko-rosyjskiej koprodukcji Czerwony namiot z 1969 roku (znakomite było szczególnie frenetyczne They’re Alive).

Na ostatek – tak jak myślałem – Ennio Morricone zostawił utwory z Misji… Trzy utwory o niesamowitej głębi i jednocześnie sile, dźwiękowe podróże w „krainę łagodności”… Gabriel’s Oboe – zdająca się uśmierzać nawet największą agresję melodia oboju, najpiękniejsza chyba kompozycja wieczoru Falls – i zwieńczenie całego koncertu, fenomenalne On Earth as it is in Heaven… Które później powtórzył wraz z The Ecstasy of Gold w bisie – podczas którego walczyłem, jak tylko mogłem, by powstrzymać łzy i powiększający się w gardle ucisk wzruszenia…

Przepiękny koncert. Chylę czoła przed Ennio Morricone za niebywały talent i sześć dekad przepięknej muzyki – szczere gratulacje, maestro. Podpisuję się pod słowami, które zaświeciły na Tauron Arenie po Pana koncercie. Oby i Pana orkiestra grała do końca świata – i jeden dzień dłużej…

Fotorelacja, zdjęcia Maciej Drewniak

Zdjęcia autorstwa Macieja Drewniaka udostępnione dzięki uprzejmości organizatora wydarzenia, JVS Group PL.

Exit mobile version