Od dawna jestem przeciwnikiem programów typu talent show, bowiem uważam, że jest to usilne dążenie do zdobycia sławy drogą, która nie wydaje się naturalną. Wiele zespołów bowiem do tego typu przedsięwzięć startuje z poziomu kapeli garażowej, jednak zdarzają się też przypadki posiadania niemałego już grona fanów. Takim zespołem jest niewątpliwie Enej, którego płyta pt. Paparanoja od początku lutego widnieje na sklepowych półkach.
Już po raz czwarty zespół Enej postanowił podzielić się z fanami swoją nową twórczością, którą tym razem zatytułowano Paparanoja. Jak dwa poprzednie tytuły, gdyż nie liczę wydawnictwa Ulice, tak i ta nazwa ma swój ukryty sens. Bowiem po Folkorabel (dosłownie ‘folkowy statek’) i Folkhorodzie (‘folkowy ogród’), tym razem otrzymujemy zagadkowe Paparanoja, co idąc za wywiadem z zespołem, jest pochodną słowa paranoja i ma w praktyce oznaczać coś bardzo radosnego, żywiołowego i pozytywnego. Jednak w tym przypadku jest to dosyć oczywiste, gdyż ciężko jest sobie wyobrazić inny rodzaj muzyki nagrany przez tę formację. Fakt – zdarzają im się piosenki, które odbiegają nieco od weselnej biesiady i są nawet smutne, jednak w 90% są to żywiołowe i wesołe kompozycje lub chociaż z jakimś światełkiem w tunelu.
Na Paparanoji w wersji podstawowej znajduje się 15 utworów, natomiast na płycie zakupionej bezpośrednio u wydawcy można znaleźć dodatkowo siedmiominutowe Interludium. Cały krążek można podzielić na kilka kategorii, bowiem znajdują się na nim kawałki po polsku i po ukraińsku, wolniejsze i szybsze, głębsze i płytsze, łagodniejsze i z pazurem. Z jednej strony taki miszmasz to fajny ukłon ze strony zespołu w stronę wszystkich słuchaczy muzyki, bowiem teoretycznie każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jednak z drugiej strony ciężko mi jest sobie wyobrazić konserwatywnego fana punk rocka słuchającego Enej. Ale abstrahując od podziałów, warto co nieco wspomnieć o fajnych momentach tej kompozycji, bo jest takich parę. Wynikają one raczej z indywidualnych cech usposobienia i gustu, ale o gustach… się dyskutuje(!) i warto powiedzieć co komu i dlaczego się podoba, a co nie.
Na wstępie tej części od razu zaznaczę, że odkąd słucham Enej jestem zwolennikiem ich żywszej twórczości. Tak więc zrozumiałym wydaje się moje upodobanie do utworu Mnohaya Lita, który jak nie trudno się domyślić wykonywany jest w języku ukraińskim. Nie przeszkadza to jednak w jego odbiorze, bowiem jest to kawałek lekki, łatwy i przyjemny. Przede wszystkim nie jesteśmy w nim bombardowani milionem dźwięków sekcji dętej, tak jak dzieje się to chociażby w Siliozy Kamiani (o ironio – następnej w kolejności piosence), a są one jedynie miłym dopełnieniem do momentami drapieżnych gitarowych riffów. Ciekawym rozwiązaniem jest przeplatanie motywów punk/ska z nieco wolniejszymi brzmieniami akordeonu. W podobnym klimacie porusza się piosenka Dzisiaj Będę Ja, która ma za to nieco więcej z tych pierwszych nawiązań. Ta kompozycja idealnie nadaje się na typową siekę pod sceną, z pogo czy circle pitem włącznie (wiem – na koncercie Enej to nie przejdzie, ale pomarzyć można…). Podobne odczucia, jak w przypadku dwóch powyższych kawałków, mam co do tytułowej Paparanoji. Tam drażnić nieco może ta folkowość, której nadmiar uważam za zbędny, ale to jest właśnie charakterystyczne dla stylu tego zespołu.
Aby nie przechodzić od razu do złych stron płyty, wspomnę jeszcze nieco o jednym utworze, który szczególnie zapadł mi w pamięci i do którego dość często wracam. Mowa tutaj o Tak i Treba. Piosenka ta nie jest szczególnie szybka, ale ma w sobie coś takiego, czym mnie urzekła. Właściwie, to nie wiem do końca czym, ale mam pewne podejrzenia. Kandydatem nr 1 są wstawki grane na dzwonkach. Niby nic, a jednak dzięki takiej drobnostce utwór ten nabiera swego rodzaju klimatu tudzież milszego wydźwięku, bowiem gitarowe szarpnięcia momentami nadają jej ostrzejszego charakteru. Fajne jest też to, że jest to kompozycja wykonywana po ukraińsku, gdyż pomimo mojego hejtu w stronę nadmiernej ilości dętych ‘ulepszaczy’, uwielbiam folkowość, z którą bardzo kojarzę sobie ten właśnie język.
No ale wszystko co dobre szybko się kończy. Pomimo mojej wielkiej sympatii do zespołu Enej (serio – zdawałem maturę ustną w oparciu o ich teksty), należy także krytycznie spojrzeć na Paparanoję. Jest to płyta, jakich zespołu ma w kolekcji parę, a konkretnie 4 – żywiołowa, folkowa, momentami piękna. Ale od momentu Ulic, która moim zdaniem była ich najlepszym wydawnictwem, niewiele się zmienia. Jedni powiedzą, że to właśnie ich wyróżnia spośród reszty – są wierni swojemu stylowi. Jednak prawda jest taka, że jeśli zespół nie ewoluuje muzycznie, nie ma szans na zdobycie szerszego grona publiki. W Polsce sprawa wydaje się o tyle prosta, że nasz rynek muzyczny jest dość wąski, żeby nie powiedzieć nanometryczny, oraz specyficzny. Nie mówię, że to źle, ale może właśnie to jest jednym z powodów, dla których nasza muzyka, poza nielicznymi wyjątkami, jest mało popularna na świecie. Fakt – zespół Enej już od kilku lat mocno trzyma się na listach przebojów, sprzedaży i popularności, jednak jedynie w obrębie naszego kraju. A folkowość można naprawdę świetnie pokazać światu, czego dowodem jest chociażby zespół Dropkick Murphhys popularyzujący szkocki i irlandzki folk.[/su_column]
Co do tekstów, to tutaj właściwie nie ma się do czego przyczepić, bowiem Enej i poważna tematyka, to moim zdaniem oksymoron – coś jak sukcesy polskich piłkarzy w piłce narodowej. Jednak zmiana, o której wspomniałem w akapicie wyżej, mogłaby pociągnąć za sobą także i przekaz, który wpleciony w szatę liryczną byłby dodatkową ciekawostką okraszającą dane dzieło. Tak więc uwzględniając takie myślenie, wersy w stylu: ‘Dlatego nie chcę spać! Choć mama goni to ja wiem, że mogę radę dać mieć siłę na kolejny dzień’ brzmią jak wierszyki moralizatorskie dla trudnych dzieci. Tak czy inaczej – tematyka tekstów zespołu Enej jest dość jednolita, bo opiera się właściwie o kwestie miłości, zabawy lub po prostu niczego, czyli jest tzw. sztuką dla sztuki. Rozumiem, że jest to spowodowane tym, żeby publika dobrze odebrała nagranie, jednak przynajmniej mnie te teksty już zwyczajnie męczą.
Przyszła także kryska na Matyska, którego zwą się instrumenty dęte, bowiem o nich też chciałbym szerzej podebatować. Nie chodzi o to, że jestem przeciwnikiem takich rozwiązań, lecz o to, że momentami jest ich po prostu za dużo. Powiedzenie ‘co za dużo to niezdrowo’ sprawdza się w tym wypadku doskonale, bowiem od nadmiaru ów instrumentów momentami można ogłuchnąć. Bynajmniej nie jest to atak na zespół, ale moim zdaniem dęciaki powinny być miłymi, nawiązującymi do tradycji wstawkami, a nie tłumiącymi brzmienie zapychaczami. Zdecydowanie na plus wyszło to w piosence Dzisiaj będę ja, gdzie to ta sekcja w konkretnym momencie wychodzi na pierwszy plan i niczego nie tłumi. Natomiast np. w Zbudujemy Dom ta harmonia została nieco zaburzona, czego efektem jest losowe rozmieszczenie jej w utworze. Przy okazji tej piosenki chciałbym także wyrazić moje niezadowolenie w stosunku do singli, bowiem zarówno Zbudujemy Dom jak i Nie Chcę Spać zupełnie nie przypadły mi do gustu i z mojej perspektywy są słabymi promotorami płyty. Dlaczego? Bo taki mam gust, więc możemy o nim porozmawiać!
Podsumowują płyta Paparanoja jest wydawnictwem, które jest ciekawą mieszanką różnych stylów muzycznych. To, co charakteryzuje zespół Enej to fakt, że ciężko jest ich przyporządkować do jednego gatunku, co może nawet w znaczniejszym stopni niż poprzednio zostało uwypuklone na tym krążku. Wspólnym mianownikiem jest jednak zawsze folk, który formacja stara się promować swoimi utworami. Energia + żywiołowość + dobra zabawa + instrumenty dęte = Paparanoja – takim równaniem można opisać tę płytę.

