Site icon All About Music

Ellie Goulding – Halcyon Days (2013), recenzja Filipa Wiącka

Ellie Goulding to zjawisko bardzo ciekawe. W 2010 roku wydała album Lights, który nie zachwycił krytyków. Mnie słuchało się go przyjemnie, aczkolwiek arcydziełem nie był. Wydano z niego kilka singli – w tym wielki hit Lights (którego nie trawię). Za jego sprawą ludzie za oceanem zaczęli interesować się Ellie. I tak wyszedł kolejny krążek – znacznie lepszy, powiedziałbym nawet, że świetny Halcyon. Do dziś lubię do niego wracać, bo to naprawdę pop na światowym poziomie. Dziś możemy posłuchać jego reedycji. I na usta aż się ciśnie: co się stało z tą miłą dziewczyną.

Coś zaczęło się psuć już przy pierwszym singlu z reedycji. Burn to kawałek electropopowy, chwytliwy. Kandydat na przebój (w kilku krajach osiągnął wysokie miejsca na listach przebojów) i piosenka… do bólu zwykła. A biorąc pod uwagę, że Goulding już całkiem nieźle potrafiła odnaleźć się w takiej muzyce (rewelacyjne Figure 8), nawet bardzo słaba. Podoba mi się w niej tylko krótki fragment przed refrenem, w którym padają słowa We got the fire, fire, fire. Nienawidzę natomiast wykonania Ellie. Śpiewa wysokim, cienkim głosem. Bardzo kontrastuje on z mocnym bitem utworu, nie dając dobrego efektu. Biorąc jednak pod uwagę drugi z udostępnionych kawałków (cover Alt-J pt. Tessellate) i album Halcyon, uznałem Burn za wypadek przy pracy i pełen nadziei usiadłem do Halcyon Days. I niestety – pierwsze przesłuchanie tego krążka od razu sprowadziło mnie na ziemię.

Pełno tu piosenek Burno-podobnych. Mamy więc trochę electropopu, dubstepu. No i kilka spokojniejszych utworów, które drugim Halcyon nie będą, ale o nich później. Zajmijmy się najpierw sporą grupą kawałków komputerowych. Niestety – jest to grupa bardzo słaba, wtórna i plastikowa. O ile naprawdę nie mam nic do muzyki elektronicznej, niektórzy potrafią ciekawie ją wykorzystać, o tyle w wykonaniu Goulding jej nienawidzę. Dziewczyna wyraźnie nie czuje się w takich piosenkach swobodnie. A i jej głos (ładny, ale – bądź co bądź – przeciętny) nie do końca sprawdza się w takich produkcjach. W okropnym Flashlight (czy tylko mnie to aż do złudzenia przypomina Hot Right Now?; nie ma co – ten sam producent DJ Fresh zrobił swoje) zdaje się nie nadążać za ogłuszającym bitem. Całkiem do niego podobne jest Stay Awake. I wcale nie lepsze. Przyjemnie zaczynało się You, My Everything. Wszystko popsuł jednak sam refren z tragiczną, komputerową sieczką. O takich kawałkach jak Goodness Gracious czy Under Control nie warto się nawet wypowiadać. Zwykłe zapychacze. Po tych koszmarkach z otwartymi ramionami przywitałem spokojniejsze kawałki z Halcyon Days.

No właśnie – a jak przedstawiają się te mniej taneczne nagrania? Na pewno lepiej. Jednak i tu obeszło się bez zachwytów. Całkiem podoba mi się nieco banalna, ale za to jakże ładna i urocza ballada Hearts Without Chains. Podobne do niej jest nagranie zatytułowane How Long Will I Love You. To jednak bardziej przypadło mi do gustu. Bardzo podobają mi się w nim kojące dźwięki pianina i instrumentów smyczkowych. Na tym tle dość blado wypada utwór Midas Touch. Choć również należy do spokojniejszych, elektroniki w nim nie brakuje. Porażce winny jest sam jego refren – jakiś taki nudny i rozlazły.

Na Halcyon Days znalazłem jedynie jeden kawałek, który mógłby znaleźć się i na podstawowej wersji płyty. Mówię tu o spokojnym Tessellate. I choć na podstawowym Halcyon nagranie należałoby do słabszych, tu świeci największym blaskiem. Ellie kupiła mnie tą powolną melodią i przede wszystkim świetną solówką na saksofonie.

Na Halcyon Days czekałem z wielką niecierpliwością. Miałem nadzieję, że reedycja bardzo dobrej płyty Halcyon zawierać będzie podobne piosenki. Niestety bardzo się pomyliłem. Otrzymaliśmy bowiem głównie irytujące i wtórne electropopowo-dubstepowe szajse. Szkoda mi samej Goulding. Niegdyś urocza dziewczyna wiedząca, jak ładnie połączyć muzykę akustyczną z delikatną elektroniką. Dziś sprawia wrażenie rozkapryszonej gwiazdeczki, dla której liczy się jedynie kasa i popularność. Niestety – dla mnie Halcyon Days jest największym muzycznym rozczarowaniem 2013 roku.

Halcyon Days (sama EP-ka)
Exit mobile version