Site icon All About Music

Eleanor Gray – K-R-Y-S-T-Y-N-A (2016), recenzja Dominiki Mrówczyńskiej

Na naszym rodzimym rynku muzycznym pojawia się coraz więcej rockowych bandów, które całkiem dobrze zapowiadają się na przyszłość. Może ich debiutanckie płyty nie podbiły list przebojów, ale wiadomo, że w obecnych czasach z taką muzyką ciężko wybić się powyżej niszowego popu proponowanego przez radia. Pomimo wszystko walczą i ta walka całkiem nieźle im wychodzi. Jednym z takich zespołów jest wschowsko-poznańska grupa Eleanor Gray. Pod koniec października zeszłego roku ukazał się ich debiutancki album K-R-Y-S-T-Y-N-A. Wbrew temu jak banalnie brzmi nazwa krążka jest w nim coś więcej.

Płytę można podzielić tak naprawdę na dwie części. Jedna z nich należąca zdecydowanie do udanych, druga – wszystko byłoby w porządku może poza faktem, ze utwory zaczynają zlewać się w jedno. Gdzieś zabrakło różnorodności brzmienia i widocznych zmian tempa. Dlatego tak trudno przebrnąć przez środkową część płyty. Może gdyby Land of Koe zamiast kończyć album, znalazło się w jego środku łatwiej byłoby dobrnąć do tej miłej końcówki, jaką jest Born to Believe oraz Tic-Tac.

Jednak jest to tylko kwestia ułożenia tracklisty i na szczęście ktoś wymyślił taki przycisk jak „odtwarzanie losowe”. Album K-R-Y-S-T-Y-N-A rozpoczyna z początku tajemniczo i psychodelicznie brzmiąca gitara w utworze If You Wanna. Riff w refrenie przyjemnie rozpędza kompozycję i idealnie klei ją w całość. Zaraz potem pojawia się promujące krążek Walking on the Clouds, które rozpędza rollercoaster płyty na dobre. Rytmiczny, nośny refren w połączeniu z nieco silniejszą indie-rockową zwrotką tworzy jeden z lepszych utworów na tym longplayu. Jednak do utworów kierujących zespół Eleanor Gray na ciekawą i odchodzącą od codziennych brzmień ścieżkę jest I Need You. Bardzo dobrze brzmi tutaj wokal Alana Garsteckiego (szczególnie w zwrotkach). Dodatkowo krótkie, aczkolwiek treściwe gitary pod koniec refrenu nadaje temu utworowi wiele charakteru.

Show Me the Light rozpoczyna serię utworów, które powinny zmienić swoje miejsce na trackliście. Spośród nich najciekawiej, a przede wszystkim charyzmatycznie brzmi kompozycja Time Will Never Die. Może trochę przesadzę, ale moim zdaniem, szczególnie w zwrotkach pojawia się pewnego rodzaju „zagraniczne” brzmienie. I nie mówię tego w negatywnym znaczeniu, wręcz przeciwnie. Miło słyszeć, kiedy polskie młode bandy zaczynają brzmieć choć trochę podobnie do zagranicznego źródła tej muzyki.

Wiadomo, trochę do życzenia pozostawia również miks i produkcja całej płyty, ale jak na debiut nieznanemu dotąd nikomu zespołowi jest naprawdę dobrze! Poczekajmy na kolejną płytę i rozwój grupy jaką jest Eleanor Gray, a jestem pewna, że jeszcze pokażą nam niejedną intrygującą melodię.

Jako, że jestem zwolenniczką podziwiania artystów, poza płytą, w warunkach live, to od siebie dodam, że na scenie na pewno nie brakuje chłopakom energii, uroku i charyzmy.

Exit mobile version