12 lipca światło dzienne ujrzał najnowszy album artysty, który swoją twórczością, choć nie zawsze wszystkim się podobającą podbił w zasadzie cały świat. No.6 Collaborations Project jest albumem nietypowym, bo przy każdym z 15 utworów Ed Sheeran pracował z innym artystą. Owocem tego jest pojawienie się gwiazd muzyki takich jak Camila Cabello, Bruno Mars, Justin Bieber, czy Eminem.
Rozrzut gatunkowy zaproszonych artystów sprawia, że słuchając krążka możemy wędrować przez muzykę, od popowych brzmień, przez te spokojniejsze, muzykę elektroniczną, aż po hip-hop. Na pewno nie doszukamy się tutaj żadnego elementu spajającego płytę w jedną całość, bo jest to niemożliwe. Zresztą, nie taki był zamysł Sheerana. Projekt powstał podczas ostatniej trasy koncertowej artysty i jak sam twierdzi spędził świetny czas podczas prac nad nim i dobrze się przy tym bawił.
Całość otwiera Beautiful People, z udziałem Khalida. Utwór dość spokojny, z głębokim bitem w tle przez całość utworu. Można by powiedzieć, że typowy dla artysty. Podobnie jak kilka innych kompozycji np. akustyczne Best Part Of Me z YEEBĄ albo Way To Break My Heart, do którego co ciekawe muzykę stworzył Skrillex. Odważny krok Sheerana, nie jedyny na krążku. Znajdzie się tu także coś dla fanów latynoskich brzmień – South of the Border. Przy którym współpracowały Camila Cabello oraz Cardi B. Bardzo ciekawe połączenie, z którego wyszedł lekki i wpadający w ucho utwór.
Największą popularnością jak dotychczas cieszy się singiel promujący cały album, nagrany z Justinem Bieberem – I Don’t Care. Utwór dotarł na szczyt listy przebojów w Wielkiej Brytanii, a także zyskał uznanie w wielu krajach, wdrapując się na wysokie miejsca w rozgłośniach radiowych. Jego drogą stara się podążyć niedawno wydany drugi z singli Cross Me z Chance the Rapper i PnB Rock. Chociaż początkowo spotkał się z nieprzychylnym odbiorem, to z biegiem czasu zaczyna zyskiwać uznanie. To nie jedyna współpraca artysty z raperami. Nagrał także utwór Remember The Name z Eminemem i 50 Centem. Mocnym punktem albumu jest Take Me Back To London ze Stromzym, które jest swego rodzaju wspomnieniem ich przyjaźni. Sheeran pokazał tu swój kunszt i to, że rapowanie wychodzi mu równie dobrze jak i śpiewanie. W tym klimacie utrzymane jest także Antisocial z Travisem Scottem.
Pojawiają się również kolaboracje z artystami mniej znanymi jak Ella Mai, Paulo Londra i Dave, Meek Mill, czy Young Thug. Album zamyka BLOW, świetny utwór pokazujący całkiem inne oblicze Eda. Inne bo z rockowym pazurem. Od pierwszych dźwięków słychać inspirację i nawiązanie do muzyki Led Zeppelin. Zaśpiewali tutaj również Chris Stapelton oraz Bruno Mars. Moim zdaniem świetny pomysł na zamknięcie płyty. Płyty tak bardzo zróżnicowanej muzycznie, o czym wspominałem na początku. Każdy z utworów żyje swoim własnym życiem. Brak tu schematów, spójności. Zebranie takiej mieszanki zawsze wiąże się z ryzykiem, ale w tym wypadku ryzykiem które w moim odczuciu się opłaciło. Po pierwsze Sheeran zrealizował swoje marzenie i plan nagrywając album z tak dużą ilością gwiazd muzyki – i to nie byle jakich. Po drugie otworzył się na nowe i robi po prostu dalej to co kocha, czyli tworzy nową muzykę, nie zamykając się na nowe. Oczywiście musiały pojawić się utwory stylistycznie w jego stylu, natomiast dużo jest tu nowych odsłon Sheerana.

