Site icon All About Music

Dzikość kobiecego świata. Bovska – Dzika, 2023 (recenzja)

Bovską chyba przedstawiać nie trzeba, ale dla tych, których ominął jej fenomen, jest to wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów, artystka wizualna i performerka, czyli po prostu Artystka przez duże A. Na jej piątą już płytę trzeba było czekać trzy lata, jednak w końcu dzikość została uwolniona i możemy jej posłuchać w całości.

Pierwszą zapowiedź albumu otrzymaliśmy prawie dwa lata temu poprzez singiel „Barometr”, który ostatecznie wraz z „System Error” trafił do bonusowej wersji płyty. Po zeszłotygodniowej premierze piosenki „Ziemia mi się pali” poznaliśmy już połowę „Dzikiej” i zdecydowanie królowała tu różnorodność muzyczna, ponieważ nowy singiel wyzwala chęć tańczenia z Bovską, natomiast ballada pt. „Bałtyk” pozwala nam się wyciszyć ogarniając nas melancholią. Na wyróżnienie pośród singli zasługuje zdecydowanie teledysk i piosenka „Wielka cisza”, które poruszają głośny problem zmagania się z niepłodnością i in vitro oraz o emocjach temu towarzyszących. Co więcej, teledysk ten otrzymał nagrodę w kategorii Ważny Przekaz w konkursie PL Music Video Awards.

Premierowa część „Dzikiej” idealnie uzupełniła całość materiału i dopełniła wachlarz emocji, o których możemy usłyszeć. Dwie piosenki, które mnie zachwyciły to zdecydowanie „Nad Warszawą szaro” i „Rakiety”. W utworze nawiązującym do stolicy Bovska opowiada nam o stanie, kiedy jesteśmy pełni zwątpienia, ale poszukujemy sił mimo otaczającej nas ponurości. W „Rakietach” natomiast widzimy zabawę formą – piosenkarka zapisuje w folderach emocje opowiadając o pełnej napięcia relacji między dwiema osobami.

Płyta faktycznie ocieka kobiecością i pokazuje nam zarówno te zimne, jak i ciepłe odcienie życia. Piękne jest to jak o różnych stanach i w jak różnorodny sposób Bovska o tym opowiada, ponieważ poprzez metafory i symbole słyszymy o ważnych historiach – nie tylko ważnych dla niej prywatnie, ale również ważnych społecznie. Muzycznie też widać jak długą drogę przebyła piosenkarka od „Kaktusa” aż do teraz – jej twórczość dojrzała, jednak przy zachowaniu tej nutki oryginalności, za którą pokochali ją ludzie w 2015 roku. Jak już wcześniej wspominałem płyta jest perfekcyjnie zrównoważoną sinusoidą, ponieważ składa się z utworów porywających do tańca, ale i tych spokojniejszych ballad do wsłuchania się. Jedyny zarzut, jaki mógłbym postawić to fakt, że większość płyty była opublikowana przed premierą i w związku z tym osłuchaniem nie było jednego wielkiego wow, tylko ten efekt rozłożył się w tym dwuletnim okresie. Mimo wszystko jednak cieszę się, że ten dwuletni „dziki” cykl został w końcu zebrany w jedno wydawnictwo. A skoro mowa o całości to trzeba wspomnieć o wizualnej stronie płyty. Może nie każdy o tym wie, ale Bovska w swoich pracach zawsze wkłada 100% siebie i zawsze dopracowuje wszystko w najmniejszym szczególe. Tak jest również i przy najnowszym dziele gdzie artystka wymyśliła cały projekt graficzny okładki oraz wszystko to, co znajduje się w środku. Jeśli chodzi o teledyski artystka występowała zarówno w roli producenta, wymyślała koncepcję, scenariusz, a nawet reżyserowała swoje klipy. Co więcej, przy okazji promocji singla „Iskry” powstał specjalny dokument o kobiecości, w którym Bovska wraz z Filipem Skrońcem przepytywali kobiety czym jest dla nich ta wspomniana kobiecość, czyli motyw przewodni całego krążka.

Niezmiennie od jej pierwszej płyty sądzę, że Bovska jest świeżym oddechem na polskim rynku muzycznym i po tym albumie nadal utrzymuje tę opinię, a wręcz się ona wzmocniła. „Dzika” jest zdecydowanie materiałem, który trzeba posłuchać i w który trzeba się wsłuchać. Manifest kobiecości, jaki serwuje nam artystka jest na pewno czymś, co idealnie wpisuje się w dzisiejsze realia, a sposób w jaki to robi pozwala dotrzeć do każdego słuchacza. Teraz gdy już płyta jest wszędzie dostępna życzę Bovskiej przede wszystkim, aby każdy zrozumiał co ma ona do przekazania i aby ten przekaz poszedł dalej w świat.

Exit mobile version