Ostatni zwycięzca Eurowizji należy do tych artystów, którzy nie zdecydowali się wydać autorskiego materiału tuż po konkursie. Na debiutanckie dzieło Holendra wszak musieliśmy czekać prawie rok po jego wygranej. Czas się przekonać, czy miesiące oczekiwania zostały należycie wynagrodzone.
Jeszcze do zeszłego roku Duncan Laurence był postacią niemalże anonimową na muzycznym rynku. Holender bowiem do swojego największego osiągnięcia mógł zaliczyć dojście do półfinałów lokalnej edycji The Voice. Jednak brak znacznego doświadczenia scenicznego i repertuaru nie przeszkodziły mu w wyjeźdźcie na Eurowizję. Obdarzony zaufaniem telewizji AVROTROS, będący pod skrzydłami swojej mentorki Ilse DeLange wokalista podbił serca Europejczyków swoją balladą Arcade i ostatecznie wygrał cały konkurs. Po swojej wygranej Duncan wyruszył w trasę koncertową z autorskimi piosenkami (w ramach której zawitał do Polski), jednak o studyjnym debiucie nie było słychać. Aż do teraz, bowiem 13 maja ukazało się pierwsze karierze, nagrywane w Stanach Zjednoczonych wydawnictwo wokalisty.
Na EPkę Worlds On Fire składa się zaledwie pięć utworów, z czego dwa przed premierą były już znane. Ta skromna liczba przekłada się na nieco ponad kwadrans z muzyką Duncana. Jednak czy jakość wynagradza ilość?
Na początku wydawnictwa umieszczono te najspokojniejsze utwory. Na otwarcie dostajemy bowiem delikatne Beatiful, rozpoczynające od słów „Everybody knows me„, które odnoszą się do popularności jaką Holender zdobył na przestrzeni ostatniego roku. W połowie utworu jego brzmienie urozmaicają chórki, jednak to Duncan cały czas jest na pierwszym planie. Następnie przechodzimy do równie balladowego Yet. Minimalistyczne brzmienie instrumentalnej warstwy, na która składa się gitara pozwala stanowi tło do wokalu Holendra, który w tym przypadku gra główną rolę. Niestety jest to najsłabsza propozycja na Worlds On Fire – brzmi dość płasko na tle innych i nawet przy pięciu utworach nieco gubi się na trackliście. Balladową część EPki zamyka eurowizyjne Arcade, który błyszczy na tle dwóch pierwszych propozycji. Nawet po roku piosenka brzmi tak samo poruszająco i wywołuje tak zwane „ciary”.
Dwa pozostałe utwory to druga, nieco bardziej żywa odsłona twórczości Laurence’a. Wraz z premierą EPki na trzeci singiel wybrano Someone Else, które delikatnie może przywoływać skojarzenia z twórczością Troye Sivana. Nic w tym dziwnego, bowiem jednym z autorów tego utworu jest Brett Leland McLaughlin, mający na koncie współpracę z wspomnianym Australijczykiem czym Seleną Gomez (Fetish, Rare). W tej propozycji spokojniejsze zwrotki w bardzo udany sposób podbijane są przez charakterystyczny, chwytliwy refren. Nikogo wybór Someone Else na singiel nie powinien dziwić, bowiem spośród nowych utworów ten ma największy potencjał na osiągnięcie komercyjnego sukcesu. Minikrążek zamyka znane od kilku miesięcy Don’t Love Hate It, którego największą siłą jest refren, przy którym postawiono na subtelną zabawę syntezatorami.
Wszystkie testy na Worlds on Fire dotykają tematów okołomiłosnych. Mamy tutaj historie nieszczęśliwszej, utraconej miłości (Arcade), lęku drugiej osoby przed rozpoczęciem nowej relacji (Love Don’t Hate It) czy rozpamiętywanie związku po jego jego rozpadzie i rozmyślanie o swojej byłej, drugiej połówce (Someone Else). Beatiful natomiast jest swojego rodzaju wyrazem wdzięczności i hołdem dla bliskich wokalisty, natomiast Yet to list do nieznanej, idealnej osoby. Inspiracją to tego ostatniego utworu był wiersz Land Leav.
Niestety, debiutanckie wydawnictwo Duncana jest swojego rodzaju rozczarowujące, a poprzeczka zawieszona przez eurowizyjne Arcade nie została przeskoczona. Worlds on Fire w całości prezentuje przyzwoity, jednak zaledwie poprawny i bezpieczny poziom, a wśród premierowych utworów zabrakło naprawdę mocnego uderzenia. Mimo wszystko debiutanckie dzieło wokalisty może stanowić fundament do dalszego rozwoju, a pełnoprawny album (na który mam nadzieję, że będziemy zmuszeni czekać krócej niż kolejny rok) będzie w pełni przypieczętowaniem wygranej Holendra w Konkursie Piosenki Eurowizji.

