Site icon All About Music

Drony nad Starym Maneżem – koncert Fisz Emade Tworzywo w Gdańsku. Relacja Michała Szuma

Zeszłoroczny album Drony obił się w Polsce szerokim echem, czego zwiastunem był już duży sukces singli promujących album. Teraz, parę miesięcy po premierze, przyszedł czas na kolejny test nowego krążka – tym razem w warunkach koncertowych. Jedną z okazji do sprawdzenia nowego materiału w praktyce mieli trójmiejscy słuchacze, podczas koncertu w gdańskim klubie Stary Maneż.

Cały koncert można podzielić na trzy bloki tematyczne, z których każdy miał swoje rozmieszczenie w czasie. Kolejność odgrywanych piosenek była bardzo logiczna i dość intuicyjna, gdyż całość rozpoczęła się od utworów spokojnych, stonowanych, tak aby publika w dość downtempowym klimacie mogła rozruszać swe ciała. W tym bloku dominowały elektroniczne perkusjonalia i generalnie elektronika, co dość dobrze wpisywało się w klimat najnowszego krążka. Inną kwestią jest subiektywne odczuwanie takiego grania. Osobiście nie jestem wielki fanem odgrywania takich aranży na koncertach, gdyż w moim odczuciu lepszym pomysłem byłoby przearanżowanie piosenek na realia pozbawione elektronicznych wstawek, niemniej nie mogę powiedzieć, aby brzmiało to w jakikolwiek sposób źle. Po prostu widziałbym to inaczej.

Na szczęście druga część występu, czyli tzw. kącik hip-hopowy, zdecydowanie bardziej do mnie trafił. Było tam sporo Fisza z solowych projektów rapowych, lecz w nieco innej konwencji. Wspomniana wcześniej perkusja tym razem stała się pełnoprawnym zestawem z werblem, stopą i hi-hatem, do głosu w większym stopniu doszły gitary, a sam wokalista wyglądał na bardziej podekscytowanego grając takie hity jak sławetny Polepiony. Tęsknota? Wciąż trwająca frajda z koncertowania ze starym materiałem? Utożsamienie z tamtymi przemyśleniami? Może każdego po trochu? Tak czy inaczej, wyglądało, brzmiało i buczało to wspaniale.

Trzecia odsłona Fisz Emade Tworzywo była poniekąd ukłonem w stronę pobliskiego Sopotu, gdyż obfitowała w piosenki żwawe, dynamiczne, często zahaczające o muzykę klubową, znaną właśnie z polskiej stolicy imprez. Nie dziwi więc fakt, że to właśnie wtedy publika była najbardziej rozbawiona, otrzymując bodźce nie tylko w postaci dźwięków, ale i gry świateł. W tej materii największe show przypadło na utwór Drony, gdy nastąpiła kumulacja: nie dość, że dwoje muzyków współtworzyło z Emade szatę rytmiczną, wystukując bicie na dodatkowych werblach, to jeszcze migające reflektory wprowadziły na scenę mnóstwo barwnego ożywienia.

Oczywiście powyższy podział to tylko umowne rozgraniczenie, bo poszczególne bloki przeplatane były także innymi melodiami, co nie zmienia faktu, że dzięki takiemu wyróżnieniu każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Z rozmów wśród tłumu można było wywnioskować, że gros osób łączy Fisz Emade Tworzywo głównie z Dronami i Mamutem, co było widać zwłaszcza w części rapowej, gdzie dało się słyszeć pewne słowa zniechęcenia. Na szczęście muzyka grupy jest na tyle uniwersalna i różnorodna, że nawet jeżeli jeden utwór nie do końca leży, to już chwilę później w kolejce czeka prawdziwa petarda. Tak też to wyglądało na koncercie w Starym Maneżu – każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Aha – no i cały występ trwał nieco ponad dwie godziny, co na standardy polskiej sceny muzycznej jest naprawdę długim czasem. A to, że podczas tych ponad 120 minut nie przyszło do mnie znudzenie, jest chyba najlepszą recenzją koncertu.

Exit mobile version