Pod koniec września ubiegłego roku Drake i Future wydali wspólny mixtape o tytule What a Time to Be Alive. Czy płyta jest kwintesencją dobrego hip hopu czy zbiorem nijakich myśli? Przekonajmy się.
Obaj artyści nie próżnowali w 2015 roku. Future zaangażował się w 2 inne przedsięwzięcia i wydał własną płytę, Drake grał koncerty, wydał mixtape i gdyby wydał Views from the 6, to mógłby zostać pierwszym artystą w historii, który ma na koncie 3 platynowe projekty w jednym roku. Czy obaj artyści są sobie równi? Moim zdaniem Kanadyjczyk jest bardziej zdolny. Opieram się nie tylko na jego kawałkach hip hopowych, ale też bardziej balladowych. Słuchając jednak tego krążka postanowiłam pozostać obiektywna.
Płytę otwiera Digital Dash, które muzycznie chwyta od razu i jest mega energetyczne. Uwielbiam ten styl w hip hopie i cieszę się, że cały album utrzymany jest w jednolitym klimacie. Jednak ten utwór, podobnie jak w Change Locations, tekstowo brzmi bardziej jak zlepek przypadkowych pomysłów obu artytów, niż współtworzenie. Drake rapuje o obrzydliwie bogatym życiu i tym jak wymiata jak prawdziwy szef, podczas gdy chwilę później słyszymy lament Future’a nad utraconym związkiem (jeśli nie śledzicie Pudelka, rozstał się z Ciarą). Nie twierdzę, że słychać jakąś przepaść w treści, po prostu te teksty nie są spójne, przez co piosenki odrobinę tracą.
Ogólnie, tekstowo (a o to przecież chodzi w hip hopie) obaj artyści sprawiają wrażenie jakby chcieli zabłysnąć jakąś linijką i szybko na siłę szukają rymu do tego pomysłu. Dobrobyt się przelewa i insynuują, że album powstał w krócej niż tydzień. Zamiast typowych dla pop-kultury linijek Drake’a, słyszymy o materializmie i momentami mam wrażenie, że raper próbuje wokalem nadrobić brak typowych dla siebie słów.
Dla kontrastu, na płycie znajdują się utwory, w których obaj artyści nawzajem się uzupełniają i tworzą całkiem nowy styl. Scholarships, Jumpman, Change Locations (muzycznie), a przede wszystkim Diamonds Dancing to utwory, w których muzycznie i emocjonalnie artyści czerpią z siebie nawzajem. Future zazwyczaj dowala cięższymi doznaniami, jednak w ostatniej z piosenek jest bardziej emocjonalny, wymieniając się z Drakiem. Sposób w jaki ich talent, głosy i interpretacja się przenikają i jak świetnie współgrają, zachwyca i pozytywnie zaskakuje. Może to talent artystów, może producenta Metro Boomina, który maczał palce w wielu piosenkach na płycie?
Plastic Bag zadziwia. Czytając słowa tytułu (bez kontekstu), native speaker ma raczej przed oczami jakiś wór na trupa lub śmieci. Tymczasem piosenka jest o egzotycznej tancerce, która ma wyjąć siatkę na szmal, bo „na niego zasługuje”. Live from the Gutter mnie urzekło, ale szczerze mówiąc brzmi jak utwór Future’a z niepotrzebnym udziałem Drake’a, który sprawia wrażenie jakby pocił mózg, żeby dorównać naturalnemu stylowi tego pierwszego. W ogóle warto wspomnieć, że wiele osób zarzuca Kanadyjczykowi brak autentyczności w swojej twórczości. Przyznaję, że w wyżej wymienionej piosence to słychać.
Na końcu znajdują się 2 kawałki zarapowane osobno. Kawałek Future’a uzupełnia płytę, podczas gdy Drake pozostaje poza stylem albumu, ale za to nagrał jeden z najlepszych rapów swojej twórczości.
Podsumowując, hip hopowy projekt nie odkrywa nic nowego. Nie porywa, nie szokuje, ale utrzymany jest z grubsza w jednolitym stylu i bardzo dobrze się go słucha pod kątem muzycznym. Tekstowo, co ważne w hip hopie, jest o kasie, co idealnie pokrywa się z diamentami na okładce płyty. Momentami to jedna z lepszych kolaboracji, z drugiej strony często brakuje wrażenia, że artyści pracowali nad kawałkami RAZEM. Nie mam pojęcia jak wybrać najlepsze piosenki – bo jedne zdobywają mnie muzyką, inne tekstem. Wybiorę zatem te, które brzmią jak jednolita całość.

