Site icon All About Music

Don Mescall – Lighthouse Keeper (2018), recenzja Adrianny Małolepszy

Całe życie pisał piosenki dla innych. Teraz, po latach, wreszcie przyszedł czas by pokazał nam swoją twarz podpisując krążek własnym nazwiskiem.

Pochodzący z Irlandii Don Mescall jest uznanym w środowisku autorem piosenek. Pisał dla wykonawców różnorodnych gatunków muzyki, w tym dla takich naprawdę znanych. Na swoim koncie ma piosenki stworzone między innymi dla Garou, Backstreet Boys, czy grupy Rascall Flatts. Co ciekawe dla nas, polaków, jego kompozycję zatytułowaną oryginalnie Beautiful Regret, wykorzystała na swoim albumie Kochać z 2005 roku Maryla  Rodowicz! Tekst do polskiej wersji utworu, Daj Mi Byle Co napisała Katarzyna Nosowska.

Po ponad 20 latach tworzenia dla innych, Don zdecydował się wydać pierwszy własny, pełnowartościowy krążek. Lighthouse Keeper jest naprawdę dobrą płytą. Do współpracy przy niej Mescall zaprosił wielu artystów. Właściwie każdy utwór na albumie z kimś w gościnnym udziale. Nie zaburza to jednak wydźwięku bardzo spójnej całości materiału. Dodaje jej jedynie kolorytu i charakteru, a to ze względu na fakt, iż nie są to duety. Gościnnie występujący harmonizują jedynie z głównym wokalem.

Ogólne brzmienie krążka i ton głosu wykonawcy wywołują ciepło i uśmiech satysfakcji na twarzy słuchacza. To, co jednak chyba w nim najważniejsze i co błyszczy najjaśniej to sposób napisania utworów. Już od pierwszych dźwięków słychać ogromny talent i doświadczenie jakimi dysponuje Mescall. Piosenki są przemyślane, poruszające i mądre.

Artysta zmierzył się z wieloma trudnymi tematami z naszej codzienności. Udało mu się ująć je tak, by niejednokrotnie wzruszając, nie przytłaczały. Idealnym tego przykładem jest utwór Sunday Drive. Ukazane w nim jest bardzo prawdziwe, szczere podejście do przemijania, zmian i upływu czasu. Tak zwany „krąg życia” ubrany w scenerię codzienności daje do myślenia, pozostawiając nas jednocześnie z poczuciem wewnętrznego ciepła. Do tego dobrana, jak w przypadku większości utworów na płycie, idealnie delikatna muzyka jeszcze podkreśla przekaz.

spotify:track:57CpEjTKpXHAyfmDrW06Le

Sunday Drive nie jest jedyną kompozycją, która podkreśla fakt, że autor piosenek przeżył już troszkę. Właściwie cały album jest bardzo dojrzały i personalny. Dzięki temu zyskuje wiele na autentyczności. Osoba bez doświadczeń życiowych nie byłaby w stanie stworzyć takich numerów jak Home czy All Alone. A już na pewno nie uzyskałaby tak emocjonalnego, mocnego efektu jaki udało się osiągnąć Donowi.

W moim odczuciu, obie wspomniane wyżej piosenki uzupełniają się tworząc pełniejszą historię. Balladowe Home, umieszczone na krążku w wersji live nagranej w studio potrafi prawdziwie wzruszyć. Artysta wspaniale oddał poczucie wędrówki jaką każdy z nas podejmuje. Zagubienie, niepewność kierunku w jakim zmierzamy, próba odnalezienia własnej ścieżki po to, by ta zaprowadziła nas w późniejszych etapach życia do spokoju i wyciszenia. I w tym właśnie momencie narrację tej muzyczno-lirycznej opowieści przejmuje melodyjnie żywsze All Alone, kiedy to mając już trochę poukładane w głowie przychodzi nam mierzyć się ze stratą bliskich.

spotify:track:5MfNMIyYXWCrLpybZWVFE7
spotify:track:45waSLihItOckQYQHpQKyV

Dojrzałość i wrażliwość jakie pozwoliły na stworzenie tych jakże trafnych, poruszających kawałków są chyba tym dzięki czemu Lighthouse Keeper ma w sobie „to coś”. To one do niego przyciągają.

Pierwsza pełnej długości płyta Dona Mescalla to coś naprawdę wartościowego. Zarówno pod względem warstwy melodycznej, jak i tekstów, a nawet charakterystycznego wokalu. Długo musieliśmy na nią czekać, ale może właśnie dlatego jest tak dobra i ma charakter.

Exit mobile version