Są momenty w życiu kiedy trzeba się oderwać od rzeczywistości. Zapomnieć smutki, porzucić zwady. Jak? No właśnie. Niektórzy uciekają w alkohol, co nie umniejszając temu środkowi, może być zgubne. Można także wybrać się na koncert Domowych Melodii co wszystkim polecam. Żaden alkohol nie zrobi Wam takiej przyjemności, jak oni!
Idąc na koncert Domowych Melodii dwóch rzeczy trzeba być pewnym. Pierwsze to zdecydowana zabawa, która odbywa się od pierwszej piosenki aż do ostatniej. Drugie – jeśli ktoś spodziewa się kilku osób na krzyż wśród publiczności to będzie w wielkim błędzie. Koncerty tego zespołu prawie zawsze są wyprzedane, co było widać między innymi na toruńskim koncercie, gdzie Od Nowa pękała w szwach. Czy zasłużenie? Oczywiście, ale o tym za chwilę.
Jeśli dobrze pamiętam było to moje trzecie koncertowe spotkanie z zespołem i za każdym razem, mimo, że piosenki słyszę setny raz, bawię się świetnie. Domowe melodie świetnie pokazują publiczności to, co mają do pokazania. Świetne, czasami dosłowne teksty, korespondują z tym, czego chcemy słuchać. Bo jest i o kobietach, i o mężczyznach nazywanych tu świniami, Zbyszkami i Jacusiami – słowem misz masz tego, co słyszymy na co dzień. Rzeczywistość pokazywana przez zespół oparta jest na świeżych, często nieskomplikowanych brzmieniach instrumentów. Jednak ich występy to coś więcej. Mamy tu mimikę twarzy, zaplanowane (lub nie) gesty, przy których słuchacz (a w tym wypadku i oglądacz) ma po prostu buzię szeroko otwartą. Zespół stawia na niekontrolowaną zabawę i zaprasza swoich odbiorców do wspólnego śpiewania, tańczenia, bawienia się z tym co prezentują nam na scenie. A wygląda to fenomenalnie. Taka choćby królicza czapko – maska Justyny wywołuje wciąż u nas salwę śmiechu, choć widzimy to któryś raz z rzędu. W Rio oczywiście były szerokie kapelusze z rondem i gorące marakasy i tańce Staszka. Jednym słowem – bomba!
Domowe melodie mógłbym zachwalać bez końca, ale chyba nie o to w tym chodzi. Najlepiej wybrać się na ich koncert, a wówczas to, co napisałem wyżej przeżyjecie na własnej skórze. Tu nie ma ani krzty sztuczności, oni są po prostu autentyczni. Największe brawa należą się im także za bis, dzięki któremu wychodzili do nas trzykrotnie, prezentując cztery kolejne numery. Spontaniczne zaproszenie dzieci do śpiewania i grania również mi się podobało. Widać, że sami cieszą się tym, co robią, ale i pragną zarażać tym innym. Publiczność odwzajemnia im to wspólnym śpiewaniem, wielokrotnie przekrzykiwaniem głosu samej Justyny. Co jak co, ale fanów mają mnóstwo i ja do nich należę bezgranicznie.

