Site icon All About Music

Do kina czy na koncert? The Eras Tour. Felieton

Od swojego drugiego albumu Taylor Swift regularnie wydawała nagrane koncerty w formie filmów. Cieszyły się one – podobnie jak sama Taylor – popularnością zwiększającą się w miarę samych piosenek. Bo – chociaż filmy przetykane były nagraniami zza kulis, czy z trasy – to piosenki grały w nich główną rolę. Piosenki do tańczenia, piosenki do krzyczenia, piosenki do płakania. Wszystkie te funkcje można było przeżywać we własnym pokoju, za cenę dużo niższą niż bilet na koncert, nie wspominając o bilecie na samolot.

Ostatnia trasa Taylor o normalnej wadze społecznej, długości, czy ilości albumów odbyła się pięć lat temu. Wtedy jeszcze nie miała pozycji potwora na platformach – jak sama śpiewa – a przynajmniej miała dużo mniej powodów, żeby się tak czuć. Potem przyszła pandemia, a wraz z nią zupełnie odmieniony status społeczny Swift. Dla swifities pojawił się po prostu materialny dowód na to co powtarzały wszystkim od 2006 roku. Dla wszystkich zaczął się natomiast Czas Taylor Swift – co jest nie lada fenomenem, jeśli wydarza się już ponad dekadę po debiucie tak popularnej twórczyni.

Taylor pisała i wydawała więc muzykę, ale nie zabierała jej w trasy koncertowe, trwała przecież pandemia. Jej piosenki nie trafiały jak do tej pory na wielkie afery, zamiast tego lądowały bezpośrednio w małych pokojach, małych mieszkań. Stały się ścieżką dźwiękową lockdownu, jego smutku i bezsilności, tak jak wcześniej towarzyszyły miejskiej bieganinie.

Niezależnie jednak od miejsca słuchania – fenomen Taylor Swift polega na opowiadaniu o najbardziej prywatnych historiach w szczegółowy, a jednocześnie zuniwersalizowany sposób. Jej historie są uniwersalnie rozpoznawane jako nasze, własne, a przy tym powszechne – w swojej głupocie, bezpodstawnej nadziei i szczęściu.

Teraz nic, co dotyczy Taylor Swift nie jest regularnych rozmiarów – jej katalog muzyczny, długość jej popowych piosenek, liczba miesięcznych odsłuchań, czy zainteresowanie koncertami. I właśnie w związku z tym niesamowitym zainteresowaniem Taylor postanowiłą swój najnowszy film transmitujący The Eras Tour przenieść na ekrany kin. W ten sposób w tydzień pobiła dotychczasowy rekord finansowy filmów koncertowych i dała swoim fankom i fanom możliwość krzyczenia jej piosenek wszędzie.

W ten sposób pandemiczne kompozycje o bezsilności, stworzone by słuchać ich w izolacji społecznej, albo nocnym pociągu przeniesione zostały do sal kinowych, w których nikt nie siedzi, i nikt też nie płacze. Wszyscy za to tańczą, śpiewają, wymieniają bransoletki przyjaźni i czynią z marginalizowanego tak długo w kulturze doświadczenia dziewczyńskości hymn, który można i trzeba śpiewać dumnie, ile sił w płucach i stojąc na baczność – to znaczy skacząc bardzo wysoko.

Exit mobile version