
W bardzo deszczowy, jesienny wieczór w jednym miejscu w Warszawie było niesamowicie gorąco, a to za sprawą wirującego seksu.
Na Torwarze zagrał Dirty Band w ramach Dirty Dancing Music & Dance Show – spektaklu muzycznego opartego na historii miłosnej filmowej Baby i Johnny’ego. Wspaniała orkiestra przypomniała nam największe hity z filmu Emile’a Ardolino, a główni bohaterowie z niezwykłą dokładnością odwzorowali układy taneczne głównych bohaterów. Show koncentrowało się przede wszystkim właśnie na energicznym tańcu – nieco zabrakło tam fabuły, a przerywniki w postaci wariacji na temat motywu „Time of my life” z czasem stały się nużące. Jackowi Lisowskiemu, czyli reżyserowi spektaklu, należy jednak oddać niezwykłą dbałość o szczegóły – momentami miało się wrażenie, że naprawdę stoją przed nami Patrick Swayze i Jennifer Grey.
Niektóre sceny były niezwykle zmysłowe i nie można było oderwać oczu od aktorów, jednak najbardziej niesamowitym momentem show był z pewnością wielki finał z niezapomnianym skokiem Frances. Nieśmiertelna melodia, wspaniale zagrana i zaśpiewana przez Dirty Band, oraz wybitni tancerze, porwali zgromadzoną publiczność i przez kilka pięknych minut cała płyta wirowała w tańcu. Niestety na trybunach dało się odczuć pewien dystans – spektakl zazwyczaj wystawiany jest w Romie, gdzie na pewno panuje bardziej kameralny nastrój i wszyscy są zaangażowani w równym stopniu.
Zatem jeśli ominęła Was okazja zobaczenia Dirty Dancing na Torwarze – nic straconego! Śledźcie kolejne terminy tego energicznego show, bo na pewno jeszcze o nich usłyszycie.

