Site icon All About Music

Destiny’s Child – 8 Days of Christmas (2001), recenzja Filipa Wiącka

Po wielkim sukcesie albumu Survivor dziewczyny z Destiny’s Child mogły trochę poodcinać kuponów. Wydały EP-kę, remiksowy krążek, DVD z teledyskami. Zaczęły też solowe kariery. A między tymi wszystkimi wydawnictwami miały jeszcze czas na świąteczną płytę. 8 Days of Christmas ukazało się w 2001 roku. W Stanach sprzedawało się całkiem nieźle. Patrząc jednak na wydawnictwo z perspektywy czasu: czy tego w ogóle da się słuchać?

Świąteczny album dziewczyn wcale nie różni się zbyt bardzo od ich studyjnych płyt. Nadal sporo tu r&b z wpływami popu i muzyki tanecznej. Jak dla mnie 8 Days of Christmas to kwintesencja udanego świątecznego wydawnictwa. Dlaczego? Usłyszymy tu przeróżne dzwoneczki, a same kompozycje pozytywnie nastrajają. No i przede wszystkim: zarówno Beyonce, Kelly Rowland, jak i Michelle Williams brzmią po prostu fantastycznie. Najlepiej, rzecz jasna, Bey, jednak i jej koleżanki w tyle nie zostają.

http://www.youtube.com/watch?v=7tt6Ot_WEHI

Na albumie poza dziesięcioma coverami popularnych świątecznych kawałków znajdziemy trzy autorskie kompozycje. Już na samym początku usłyszymy dwie z nich. 8 Days of Christmas bardzo szybko wpada w ucho. Skłamałbym jednak, mówiąc, że to wysokich lotów utwór. Ze świętami, poza powtarzanym wielokrotnie christmas, nic wspólnego nie ma. Ot, kolejny, przebojowy kawałek, którego ma się dość po kilku przesłuchaniach. Na pytanie zadane w piosence:

Doesn’t it feel like Christmas?

odpowiadam więc: nie. Nie jestem także wielkim fanem Spread a Little Love on Christmas Day. Utwór ma ładny tekst. Dziewczyny cieszą się, że mają blisko rodzinę, dziękują za wszystko, co było im dane. Pod względem melodycznym kompozycja niczym szczególnym się niestety nie wyróżnia. Z utworów przygotowanych specjalnie na 8 Days of Christmas najlepiej wypada Winter Paradise. To ładny, relaksujący kawałek.

Skoro już mowa o minusach – cały środek tego wydawnictwa brzmi bardzo średnio. White Christmas zaczyna się ładnie, spokojnie. Jednak po pewnym czasie przeradza się w taneczny numer. I cała magia tego nagrania gdzieś ulatuje. Platinum Bells również jest szybkie, przebojowe… a także okropne i chaotyczne. Ma jedynie jeden plus – trwa nieco ponad minutę. Więcej bym chyba nie wytrwał. O Spread a Little Love on Christmas Day już pisałem. Jednak ono i tak dobrze wypada przy This Christmas. Mimo tanecznego podkładu kawałek brzmi nudno i nijako.

<wstaw tu „Winter paradise”>

Na szczęście pozostałe utwory z tego wydawnictwa brzmią znacznie lepiej od tych już wymienionych. Uśmiech na mojej twarzy wywołało A „DC” Christmas Medley. Destiny’s Child połączyły w nim sześć znanych kompozycji: Santa Claus Is Coming to Town, Jingle Bells, Frosty the Snowman, Have a Holly Jolly Christmas, Deck the Halls oraz Here Comes Santa Claus. Wyszło im to bardzo zgrabnie. Gdybym nie znał oryginałów, pomyślałbym, że te piosenki od zawsze stanowiły jedną całość. Jeszcze bardziej uwielbiam Opera of the Bells. To już trzeci utwór dziewczyn wykonywany w całości a capella. Wyszło im po prostu przepięknie. Każda z nich brzmi cudownie. Bez żadnych tanecznych podkładów wypadają zdecydowanie najlepiej.

Na 8 Days of Christmas każda wokalistka dostała także do zaśpiewania solową piosenkę. Beyonce zaśpiewała Silent Night. Powtarzałem to już wielokrotnie i nadal będę – to fantastyczna kolęda. W dodatku idealnie pasuje do Knowles. Artystka już nieraz dała się nam poznać jako lubująca się w patetycznych balladach. I właśnie takie jest Silent Night. Równie dobrze prezentuje się Do You Hear What I Hear – numer Kelly Rowland. Przyznam, że bardzo cieszę się, że nie tylko Beyonce dostała solowy numer. Kelly w swoim utworze udowodniła bowiem, że jest równie utalentowana i trzeba się z nią liczyć. A Michelle? Zaśpiewała kolędę O’ Holy Night. Choć wokalnie nie mam nic do zarzucenia, muszę przyznać, że słyszałem bardziej zachwycające wykonania. Williams nieco zmieniła aranżację. Ucierpiała przez to ta piosenka. Na albumie mamy ponadto niemałą gratkę: dwa kawałki z młodszą Knowles, Solange. Razem z Destiny’s Child zaśpiewała przyjemne, urocze Little Drummer Boy oraz nieco zbyt dziecinne, choć ładne The Proud Family.

<wstaw „Do you hear what I hear”>

Początkowo byłem bardzo sceptycznie do tego wydawnictwa nastawiony. W pamięci miałem nie najlepszy start w postaci singlowego 8 Days of Christmas. Szybko jednak poczułem wizję świąt, którą zaserwowały nam Destinki. Ich album jest po prostu przyjemny. Można przy nim się zrelaksować, ale i też potańczyć (8 Days of Christmas, Platinum Bells). Szkoda tylko, że dziewczyny nie pokusiły się o nagranie większej ilości ballad. Silent Night jest bowiem cudowne, podobnie jak Opera of the Bells. A na zakończenie warto zacytować końcówkę Platinum Bells:

Merry Christmas from Destiny’s Child!

Exit mobile version