Od premiery tego albumu minęło już trochę czasu, dlatego myślę, że można do niego podejść z chłodną głową. 29 października swoją premierę miał siódmy krążek studyjny Dawida Kwiatkowskiego, którego tytuł jest akurat mało wyszukany. To po prostu jego imię i nazwisko. Ciekawy zabieg, gdyż zazwyczaj artyści tytułują tak swoje debiutanckie albumy, nie mając jakiegoś większego pomysłu, bądź po prostu chcą żeby był prosty w przekazie.
W tym wypadku ów tytuł zwiastuje nowy początek w muzyce Kwiatkowskiego. Warto zauważyć, że od kilku lat Dawid ewoluuje, nie mam tu oczywiście na myśli ewolucji wizualnej, ale przede wszystkim muzycznej. W jego utworach słychać większą dojrzałość, muzycznie brzmią też zdecydowanie lepiej. Nie ubliżając jego dotychczasowemu dorobkowi. Jest to zwiastun nowego rozdziału kariery tego młodzieńca. Nowa siła, energia i przede wszystkim dojrzałość, o której już zdążyłem wspomnieć.
Zabrzmi to pewnie dla wielu stronniczo, ale wcześniejszą twórczością, Dawid jakoś specjalnie do mnie nie przemawiał. Było to w moim odczuciu mało ambitne granie i warstwa tekstowa. Wiadomo, tworzył on wtedy inny kontent, dla innego grona odbiorców. Był idolem nastolatek, zresztą nadal jest, tyle, że w swojej lepszej wersji. Na najnowszym albumie znalazło się 11 kompozycji. Promują go oczywiście 3 duże hity. Z czego jeden z nich Bez Ciebie, zaprowadził Dawida aż po Bursztynowego Słowika na Festiwalu w Sopocie. Płytę otwiera najnowszy z singli Nieważne. Lekka kompozycja z fajnym groovem. Jako, że jestem fanem dobrych linii basowych w utworach, to w tym wypadku moje gusta zostały bardzo zaspokojone. Prosty tekst, chórki dobrze uzupełniają Dawida w refrenach. Generalnie bez szaleństwa, a jednak wpadł mi w ucho od pierwszego przesłuchania podczas jazdy samochodem. W pierwszej części płyty mamy też utwory takie jak Cześć, czy Co z nami będzie. Odnoszę wrażenie, że drugi z nich do złudzenia przypomina mi Proste. Tyle, że w zdecydowanie żywszej wersji, szczególnie słychać. Nie mam tu na myśli oczywiście całej kompozycji, ale podobieństwa są. Jeden album, jeden artysta, więc można wybaczyć.
Bardzo spodobał mi się utwór Idziesz ze mną. Spokojna ballada, w której królują akustyczne brzmienia. Wyjdę na czepialskiego, ale mam coś z tymi podobieństwami na tej płycie. Widać, że Dawid i producenci płyty dużo słuchają. Gdy nieco bardziej wsłuchacie się w warstwę muzyczną, to już od pierwszych dźwięków słychać dużą inspirację (tak to nazwijmy) kompozycją Jamesa Arthura – Say You Won’t Let Go. Zmieniona została tonacja, u Dawida mamy królujące C-dur, zaś u Jamesa B-dur oraz trochę akordy i układ w refrenie, szkielet i zamysł pozostały myślę te same. Tyle jeśli chodzi o inspiracje. Muzyka pana Kwiatkowskiego w takiej odsłonie zdecydowanie do mnie przemawia, można powiedzieć, że kupił mnie tym utworem. Fajny vibe w głosie, prosty tekst i przekaz. Później pojawia się oczywiście trzeci z singli, czyli szybko wpadające w ucho Proste. W tej piosence urzekła mnie melodia gitary, dobrze poprowadzona, a do tego fajny motyw.
Niestety dalej nie jest już tak kolorowo. Utwór Chciałbym niestety, ale brzmi jak ambitniejsze disco-polo. Takie z żywymi instrumentami, dobrze zagrane, mało spotykane. Co nie zmienia faktu, że tekst, przejścia przed refrenami i ogólny jego wydźwięk brzmi tak a nie inaczej. Nie umniejszając niczego fanom muzyki disco-polo, bo niech rzuci kamieniem pierwszy ten lub ta, kto nie lubi dać się porwać do tańca w rytm tego gatunku. Utwór Dawida właśnie taki jest, porywa słuchacza, nóżka sama zaczyna wybijać rytm. Kto tam jest? to kolejna ballada, tym razem bardzo spokojna, z towarzyszeniem fortepianu oraz gościa, a w zasadzie gości specjalnych. Przy produkcji tej kompozycji, Dawid współpracował z chórem Sound”n”Grace, o którym ostatnio było nieco ciszej, tak więc przypomnieli o sobie w tenże oto sposób. Krążek zamykają dwie kompozycje bez większego szał: Doskonałe miejsca oraz Nie zrobisz mi tak.
Generalnie trzeba oddać Dawidowi to, że rozwinął się muzycznie i pod względem dojrzałości. Nie cofam słów, które napisałem na początku swojej recenzji. Jednak po wysłuchaniu całego albumu mam co do niego mieszane uczucia. Większość kompozycji, to taka popowa papka. Utwory dla mainstreamu, bez żadnej głębi. Z prostymi tekstami, melodiami wpadającymi w ucho, ale bez tego czegoś, co by potrafiło porwać. Wiemy, że Kwiatkowski potrafi nagrać ambitniejsze utwory, przykładów nie trzeba daleko szukać. Są one na tym albumie. Weźmy np. utwory takie jak Nieważne, Proste, Bez Ciebie nawet inspirowane ale jego Idziesz ze mną. Tak, wiem, wymieniłem same single, jako te ambitniejsze. Chciałem pokazać, że mimo iż są to kompozycja nagrywane i puszczane mainstreamowo, które podbijają listy przebojów, to mają głębszą warstwę. Muzyczną i liryczną. Dobre teksty, niekiedy proste, ale dobre. Tak samo jest tu z muzyką. Na pewno od tej pory będę spoglądał na to, jak rozwija się dalsza kariera tego artysty. Zastanawiam się, w którą stronę pójdzie. Tej dojrzałej twórczości, ale takiej w stylu popowej papki dla mas, czy może w stylu singli. Osobiście wolałbym tą drugą, jednak tylko sam Dawid wie, jaki ma plan, a my możemy tylko czekać na dalszy rozwój jego kariery. W międzyczasie zachęcam Was do zapoznania się z albumem, który od ponad miesiąca śmiga po wszystkich serwisach streamingowych. Melomanów i audiofili zaś odsyłam po zakup płyty i osłuchanie się z nią oldschoolowo na dobrych głośnikach.

