Site icon All About Music

D’Angelo – Brown Sugar (reedycja) (2017), recenzja Zuzanny Janickiej

Jego ojciec słuchał muzyki gospel, a matka jazzu. On sam, choć szanował te gatunki i przyznawał, że miały wpływ na jego muzyczną historię, odnajdywał się w świecie nowocześniejszych brzmień z pogranicza r&b i hip hopu. Zanim jednak D’Angelo dostał szansę nagrania debiutanckiej płyty, stworzył przebój dla supergrupy Black Men United (w jej skład wchodzili m.in. R. Kelly, Usher i Lenny Kravitz) U Will Know. Więcej nagrań od zespołu nie otrzymaliśmy, ale ta jedna piosenka otworzyła przed artystą wiele drzwi. Gdyby tego nawet nie zrobiła, Brown Sugar z hukiem by je wyważyło. 22 lata po premierze krążka otrzymaliśmy jego reedycję.

Byłem jedną z tych osób, które czytają w książeczkach płyt credits’y i zdałem sobie sprawę, że Prince był prawdziwym artystą. Pisał, produkował, wykonywał. Też tak chciałem – zachwalał swojego idola i największą inspirację D’Angelo. Nie rzucił słów na wiatr, lecz w pełni zaangażował w tworzenie debiutanckiego albumu, odpowiadając za każdy jego aspekt. W Brown Sugar najbardziej intryguje połączenie dwóch światów. Tradycyjny soul przecina się nowoczesnym (jak na tamte czasy) r&b. Funk spotyka hip-hop. Do produkcji Amerykanin wykorzystywał zarówno sprzęt z metką vintage, jak i komputery czy automaty perkusyjne. Eksperymentujący ze „starym i nowym” D’Angelo miał mocny wkład w rozwój neo soulu, będącego gatunkiem wprowadzającym soul w ostatnią dekadę XX wieku.

Otwierająca album tytułowa kompozycja szybko stała się wizytówką artysty. Nic dziwnego. Brown Sugar zostaje w pamięci, będąc piosenką pulsującą, klimatyczną i odkrywającą przed nami wokalny talent D’Angelo, który czasem zaśpiewa falsettem, a czasem zaprezentuje coś na kształt recytacji. Ciekawi sama warstwa liryczna utworu. Chociaż wydawać się może, że kawałek dedykowany jest pewnej kobiecie, Amerykanin tak naprawdę… śpiewa o marihuanie. Do swojej drugiej połówki D’Angelo kieruje kolejny numer. W surowszym, choć wykonywanym z delikatnością Alright stara się ją przekonać, że nie warto przekreślać związku, lecz próbować naprawić ich relacje.

Ciekawiej brzmi łączące tematykę dwóch pierwszych kompozycji Jonz in My Bonz. W tym dusznym, choć eleganckim, utworze artysta śpiewa o uzależnieniu od miłości. Za chórki robi mu zaś Angie Stone. Sporą dawką uczuć wokalista obdarzył także takie utwory jak posiadające melodyjny refren Me and Those Dreamin’ Eyes of Mine; zapraszające do współpracy smyczki Cruisin’ czy przydługie, przystępne Lady. Mi jednak Amerykanin najbardziej spodobał się w Shit, Damn, Mothefucker i zamykającym krążek, inspirowanym gospel Higher. Szczególnie pierwsza z piosenek z łatwością trafiła w mój gust, będąc nagraniem spokojnym, nieprzesadnie ekspresyjnym, lecz… zabójczym. Tytułowe słowa są reakcją bohatera nagrania na zastanie w łóżku swojej żony i najlepszego przyjaciela.

Why the both of u’s bleeding so much?

spokojnie nuci D’Angelo przyznając się do zabójstwa oszukujących go ludzi. Shit, Damn, Mothefucker jest najbardziej zmysłową murder ballad, na jaką kiedykolwiek trafiłam.

Reedycja albumu Brown Sugar to przede wszystkim gratka dla osób, które lubią przekonać się, jak jedna piosenka brzmi na kilka różnych sposobów. „Nowości” na reedycji niestety nie uświadczymy. D’Angelo nie zdecydował się na przekopanie swojej szuflady. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pozbawione melodii wersje Brown SugarMe and Those Dreamin’ Eyes of Mine pozwalają lepiej wsłuchać się w soulowy głos artysty. Wartymi uwagi punktami reedycji są także remixy Brown Sugar (King Tech Remix), Cruisin’ (Cut The Sax Remix) i Lady (Just Tha Beat Mix). Przygotowane zostały z szacunkiem do oryginałów, lecz dają okazję inaczej spojrzeć na te kompozycje. Minusem zestawu jest powtarzalność – chociaż na Brown Sugar trafiło dziesięć nagrań, tylko cztery z nich doczekały się remixów.

Płyta Brown Sugar obrosła już wieloma legendami i przydomkami. Począwszy od obecności w zestawieniach najlepszych wydawnictw lat 90. przez książkę „1001 albumów do posłuchania przed śmiercią” po uznawanie jej za krążek, który zmienił muzykę r&b/soul i wywarł wpływ na innych wykonawców z Eryką Badu i Maxwellem na czele. Zaimponowało mi, że D’Angelo prawie od nikogo nie chciał pomocy podczas tworzenia swojego debiutu, dając sobie radę z instrumentami, aranżacjami i tekstami, choć te ostatnie należą raczej do prostych i niewymagających. Na Brown Sugar dużo się nie dzieje, ale słuchanie tej płyty to ogromna przyjemność. Całość jest tak zrealizowana, że słuchacz odnosi wrażenie, iż uczestniczy w jakimś kameralnym jam session. D’Angelo wie, jak nagrywać nastrojową muzykę.

Exit mobile version