Jej największy przebój, Lost On You szturmem podbił polskie i nie tylko rozgłośnie radiowe. Z miejsca stała się bardzo rozpoznawalna, nie tylko za sprawą świetnej muzyki, ale także unikalnej barwy głosu. W dniu dzisiejszym na półki sklepowe i do serwisów streamingowych trafia już 6 w dorobku dziecko LP. Tym razem jest to album Churches. Podobnie jak spora część ostatnio wydawanych przez muzyków krążków, ten także powstał nie inaczej, a w początkowym czasie pandemii i lockdownów. Jak sama LP mówi, praca nad nim, pomogła jej przetrwać ten trudny okres. W zamyśle, płyta ta jest dla słuchaczy jak przyjaciel, który pomaga pomaga przejść przez takie momenty.
Na albumie znalazło się aż 15 kompozycji. Promują go takie hity jak One Last Time, The One That You Love, How Low Can You Go, oraz najnowszy z nich Angels. Znajdziemy tutaj dużo brzmienia z której dobrze znamy LP, ale także być może dla niektórych jej nowe odsłony. Weźmy np. bardzo klimatyczny i z fajnym vibem utwór Everybody’s Falling In Love. Melodia oparta o brzmienie ukulele, w tle dużo jammowania, swobodne wstawki. Lekki i wpadający w ucho bit, podbijany przez wyraźną linię basu. Tekst może nie jest wymyślny, ale siła tkwi tu w prostocie. Z innej odsłony artystka pokazuje się w otwierającym krążek When We Touch. Kompozycja ta brzmi niczym tajemnicza opowieść, wyjęta niczym z magicznej krainy. Pierwsze dźwięki instrumentów brzmią niczym kompozycja orkiestrowa, Symfonia z Nowego Świata, słynnego kompozytora Dvoraka, a to przecież LP. Utwór ten brzmi bardzo wyniośle. W tle pojawia się charakterystyczne dla wokalistki gwizdanie. Jej głos i mocne wibrato robią tu robotę. The One That You Love to mocna, akustyczna kompozycja, chociaż dużo w niej elektronicznego bitu, wyjętego gatunku house, przeplatanego indie rockowym brzmieniem z dodatkiem alternatywy. Taki muzyczny misz-masz. Ponownie rozpływam się nad głosem LP, gdyż brzmi tu doskonale, momentami bardzo retro, co dodaje uroku!
Rainbow z kolei to typowo akustyczna ballada. Muszę przyznać, że brzmi on bardzo surowo, nie wiem czy to kwestia masteringu, ale o dziwo wyszło bardzo dobrze! Wokalistce towarzyszą swobodnie płynące dźwięki, wydobywające się z pięknie i ciepło brzmiącej gitary akustycznej. Wspierane przez delikatną sekcję rytmiczną. W podobnym tonie, jednak już z większą werwą utrzymany jest singiel One Last Time. W nim dzieje się już zdecydowanie więcej, szczególnie refreny są bardzo rytmiczne. Dobra kompozycja, bardzo w stylu artystki. My Body od strony wokalnej brzmi jakby przeniosło się w czasie do lat 60tych, natomiast muzyka już bardziej współczesna.
W How Low Can You Go od strony instrumentalnej dzieje się bardzo dużo. Głębokie dźwięki basu, przeszywały moje uszy podczas jego słuchania. Do tego dużo nałożonych na instrumenty efektów, np. popularny wśród gitarzystów flanger. Mamy również tytułowe Churches, które jest melancholijnie brzmiącą balladą w tonacji molowej, tu króluje wokal LP z towarzyszeniem gitary. Magi do kompozycji dodają zrobione z dużym smakiem i wyczuciem chórki, szczególnie po refrenach brzmią niesamowicie! Singiel Angels to bardzo przyjemna dla słuchacza kompozycja. Pulsacyjne dźwięki fortepianu w zwrotkach. Utwór rozpędu nabiera w refrenach. W tle słychać klaskanie, w zamyśle mógł to być gospelowy utwór. Zresztą jak wspominała w wywiadach LP, od zawsze chciała stworzyć kompozycję jak ta. Dała jej ona dużo radości i miłości. Trzeba przyznać, że niesie ona ze sobą dużo pozytywnej energii. Cały album zamyka zaś nietypowy utwór, Poem, do którego jest mi się nieco ciężko odnieść, jest to swego rodzaju klamra na całym krążku.
Materiał zebrany na płycie, jako całość odbieram bardzo pozytywnie. Miałem dużo przyjemności, podczas zapoznawania się z jej odsłuchem. Zresztą, nie mogło być inaczej, gdyż trzeba podkreślić, że muzyka płynąca od LP to czyste, instrumentalne i muzyczne złoto. Muzycy towarzyszący podczas nagrań stanęli na wysokości zadania, podobnie jak i producenci. Wokalnie LP pokazała, że tak naprawdę do zdobycia serc fanów nie potrzeba medialnego szumu, wystarczy być sobą i obdarowywać tym ,co w niej najlepsze, czyli jej wokal. Wokal, który jest unikalny, że nie da się przejść obok niego obojętnie, jest to na tyle oryginalna, ochrypnięta barwa głosu, połączona z wyjątkowym wibrato, że w mgnieniu oka, rozpoznamy kto śpiewa ten konkretny utwór. Stylistycznie? Bardzo w jej stylu, oczywiście mamy tutaj trochę misz-masz. Oldschoolowe brzmienie, z dodatkami nowoczesnych bitów, elektroniki, jako całość współgra to jednak bardzo dobrze. Zachęcam Was zatem drodzy czytelnicy do zapoznania się z albumem i podzielenia się Waszymi odczuciami po jego odsłuchu.

