Site icon All About Music

Czarująca Michelle Gurevich wystąpiła w Poznaniu. Relacja Zuzanny Janickiej

Zdjęcie użytkownika Michelle Gurevich.Wtorkowy koncert Tricky’ego w Poznaniu nie okazał się być takim wspaniałym wydarzeniem, jak zakładałam wcześniej. I gdy już wydawało mi się, że koncertowo nic mnie dobrego w tym tygodniu nie spotka, wybrałam się na występ pewnej wokalistki, która szczególnie mocno upodobała sobie koncertowanie w Europie Środkowo-Wschodniej.

Zupełnie inne wrażenie zostawiła po sobie Michelle Gurevich – urodzona w Kanadzie córka rosyjskich imigrantów. Jej twórczość ciężko jest jednoznacznie sklasyfikować. Sporo w niej wpływów retro. Wiele piosenek brzmi, jakby największą inspiracją artystki były nagrania Leonarda Cohena z późniejszych lat jego kariery. Do tego wszystkiego dodaje subtelną elektronikę i dźwięki akustycznej gitary. Dodając do tego zbioru jej niski, na swój sposób zmysłowy, mruczący głos, otrzymujemy porcję kompozycji podszytych melancholią, choć przyjemnie kołyszących. Taka muzyka wspaniale wybrzmiała w ciemnych wnętrzach klubu LAB. Począwszy od otwierającego koncert nagrania First Six Months of Love, przez Russian Romance, Show Me the Face i I’ll Be Your Woman, po – wnioskując z reakcji publiczności – będące największymi przebojami Gurevich Russian Ballerina i Party Girl. Występ wokalistki zamknęła kompozycja artysty, którego nazwisko już w tej relacji padło. Wykonując Dance Me to the End of Love Michelle oddała hołd zmarłemu przed rokiem Leonardowi Cohenowi. Wielu muzyków brało się za coverowanie kanadyjskiego barda, ale mało na kim jego twórczość tak pięknie leży.

Nieco ponad godzinny gig Gurevich z pewnością zadowolił osoby, które cenią sobie wykonawców dbających o dobry kontakt z publiką. Michelle nie była zamknięta w sobie i skupiona na wyśpiewywaniu kolejnych utworów. Chętnie w przerwach między nimi dzieliła się różnymi historiami ze swojego życia (m.in. o przeprowadzce do Berlina i poznaniu osoby, której zadedykowała ubiegłoroczny utwór End of an Era; matce, której zdarza się krytykować ją za sceniczny wizerunek czy ojcu, który pragnął, by jego córka była na koncertach co najmniej tak hałaśliwa jak gwiazda rocka). Ciekawie urozmaicało to jej koncert.

Exit mobile version