„Chcę, aby moja muzyka brzmiała jak rzucanie się z drzewa albo wysokiego budynku, lub jak uczucie bycia zasysanym w głąb oceanu, gdzie nie da się oddychać”
Tak opisuje swoją sztukę Florence Leontine Mary Welch, głowa zespołu Florence + The Machine. Od najmłodszych lat nie potrafiła odseparować wyobraźni od rzeczywistości, w wolnych chwilach łowiła ryby w stworzonej z ręcznika rzece lub szukała w sobie czarownicy. Pewnego razu omal nie utopiła się w basenie – wyobraziła sobie wówczas, że potrafi oddychać pod wodą. Dzień szesnastych urodzin postanowiła uczcić, skacząc topless z drzewa. Sama nazywa siebie człowiekiem sprzeczności, często nie może pogodzić ze sobą zróżnicowanych bodźców, którymi darzy ją jej umysł.
„Odczuwam wszystko dość intensywnie, dlatego też muzyka musi być równie silna. Jestem bardzo smutna lub bardzo szczęśliwa; zmęczona, lub zupełnie oszalała. Wtedy jestem najbardziej kreatywna, ale to jest dla mnie niebezpieczne. Czuję, że mogłabym napisać parę dobrych piosenek, lub złamać parę serc. Tudzież stołów. Albo kieliszków.”
Życie młodej Florence nie było usłane różami, wrażliwa psychika dziewczyny nie radziła sobie z różnymi wyzwaniami rzucanymi przez los. Rodzinne tragedie i rozłamy, a później problemy z własną psychiką przełożyły się na kłopoty z używkami, przede wszystkim z alkoholem. Nastoletnia Florence nie znała innego sposobu, by uciec przed prześladującymi ją demonami. Mimo tego, muzyka zawsze stanowiła nieodłączną część jej życia. Wspomina, że nieustannie coś podśpiewywała, czym nieraz doprowadzała do złości kogoś ze swojego otoczenia. Właśnie w muzyce znalazła sposób na to, jak wyrazić siebie – emocje, których nie potrafiła zdefiniować, myśli, od których nie potrafiła uciec. Nie wiedziała jedynie, w jakim kierunku chce podążać. Inspirowała ją twórczość takich wokalistek jak Janis Joplin, Stevie Nicks, czy Celine Dion. Muzyczną pasją zaraził ją tata – to on włączał jej The Smiths zamiast kołysanki, to z nim tańczyła przy muzyce Rolling Stonesów. Swoją drogą, kto by pomyślał, że w przyszłości będzie supportować ich koncert?
Florence długo poszukiwała siebie, jednak nigdzie nie mogła się odnaleźć. Nie wiedziała jaką muzykę chce tworzyć, próbowała swoich sił w kilku zespołach, jednak na próżno – nie było tam wolności, której łaknęła. Podejmowała się nauki w różnych szkołach, między innymi Camberwell Art College, gdzie dostała się dzięki kwiatowej kompozycji, głoszącej ,,You’re a twat”. Pewnego dnia spotkała Isę ,,Maszynę” Summers, z którą później założyła poprzednika Florence + The Machine – Florrible and Misrabella. Sama Florence często podkreśla, że „Taka przyjaźń zdarza się tylko raz w życiu.”, a bliska jej sercu przyjaciółka jest oryginalną ,,Maszyną”. Początkowo żadna z nich nie potrafiła grać na instrumentach, jednak Isa opanowała grę na klawiszach, a Florence… Cóż, grała na tym co znajdowało się w zasięgu jej wzroku. Biła w ściany, traktując je jako perkusję lub komponowała na pianinie, zupełnie nie potrafiąc na nim grać. Niedługo później do Maszyny dołączyły kolejne osoby. Robert Ackroyd widział kiedyś Florence, występującą w jednym z londyńskich barów. Gdy usłyszał od cioci, że nowy zespół wokalistki poszukuje gitarzysty, nie zawahał się. Toma ,,Moth” Mongera wypatrzyła Isa, gdy ten szedł przez Londyn, dźwigając harfę. Od razu został przyjęty do zespołu, zastępując niewystarczające Florence dźwięki keyboardu. Maszyna ciągle się zmienia – raz składa się z klawiszy, gitary i harfy, innym razem skład poszerza się o bębny i operowe chórki. 3 lipca 2009 roku ukazał się debiutancki album Florence + The Machine – Lungs. Znajdziemy tam szaleństwo, magię, senne marzenia i tajemniczy, nieco przerażający mrok. Niebanalne teksty piosenek poruszają takie tematy jak strach czy śmierć, jednocześnie kipiąc od pozytywności i bajkowej radości. Każdy odbiorca znajdzie coś dla siebie. Właśnie tu Florence odnalazła wolność, której wcześniej nigdzie nie mogła znaleźć.
„Odnalazłam swój głos, czułam się jak w euforii”, wspomina. „To był długi proces, podczas którego uczyłam się, że mój sposób jest faktycznie prawidłowy. Cały ten album jest o mojej wierze w siebie.”
„Cały album traktuje o miłości i bólu. Ludzie uważają moje teksty za pokręcone, ale dla mnie jest to szczery, serdeczny album. Moim celem nie była dziwaczność. Wolałam, żeby był emocjonalny.”
Zaledwie dwa lata później, w październiku 2011 roku, ukazało się kolejne wydawnictwo grupy. Ceremonials to kolejna lawina zróżnicowanych dźwięków, usłyszymy tam zarówno dostojne kościelne chóry, jak i delikatne melodie grane na harfie. Tworząc wydawnictwo, Florence sięgnęła po zagadnienia związane z obrzędami i ludzkimi tradycjami, czyli tytułowymi ceremoniami. Tu znajdują swoje miejsce uroczyste hymny i poważne poematy. Nie brakuje także charakterystycznego dla zespołu klimatu magii i tajemniczości, który mimo, że jest podobny, nie kradnie zbyt wiele od swojego studyjnego poprzednika.
,,Wiele, wiele lat temu widziałam pewną wystawę sztuki i częścią instalacji artystycznej był krótki film o nazwie ‚Ceremonial’. Został on nakręcony w latach 70′, przy użyciu Super-8, coś w stylu Coquette – jest taki dokument, Coquette, o grupie teatralnej z San Francisco, właśnie z lat 70′; miałam totalną obsesję na jego punkcie.”
1 czerwca 2016 roku ukazał się ostatni studyjny album zespołu. How Big, How Blue, How Beautiful także odbiega od swoich poprzedników. Kreatywnej frontmance nigdy nie brak świeżych pomysłów na to, jak przekazywać swoje myśli. W przypadku tego wydawnictwa, zdecydowała się na dosadne rozwiązania. Porzuciła liczne metafory i wybrała surowe przesłania. Na longplay’u nie brakuje bólu i wściekłości, z łatwością możemy wyczuć tornado emocji, tłumionych przez wokalistkę. Wiemy, że tworząc go, wokalistka otworzyła swoje serce i sięgnęła w głąb swojej obolałej duszy. Zagłębiając się w ten album, warto ubrać wygodne buty i przygotować się na mocne uderzenie. Na słuchacza czeka bowiem przeprawa przez florence’ową Odyseję. Jednak nie warto się jej bać – jest to rodzaj wędrówki, któremu warto dać szansę.
,,Dotychczas proces tworzenia opierałam na fantazji, na metaforach. Tym razem utwory oparte są na rzeczywistości. Ceremonials skoncentrowane było na motywie śmierci i wody, wizji ucieczki, transcendencji poprzez śmierć – nowy album jest o próbie nauki jak żyć, jak kochać świat, zamiast starać się z niego uciec. To nieco przerażające, bo nie mam zamiaru już za niczym się skrywać, mimo że zawsze wydawało mi się, że jest to konieczne.”
,,To był rok wzlotów i upadków, a płyta to odzwierciedla. Nie chciałam jednak, żeby tytuł do tego nawiązywał, chciałam żeby brzmiał inaczej. Na albumie zawarłam wiele rzeczy, które pozostają poza moim zasięgiem, do których dążę, których pragnę. Bywały takie momenty, że byłam w tym wszystkim aż zdesperowana. Jest taki mit grecki o Tantalu, który ukarany przez innych bogów, będąc w zbiorniku pełnym wody nie mógł się jej napić, tak samo sięgając po winogrona, one się od niego odsuwały. Taka idea czegoś nieosiągalnego. Myślałam o tym nieustannie ale po przesłuchaniu całego nagrania, stwierdziłam że jest inaczej. Stwierdziłam, że to wszystko posiadam, że to czego pragniesz- masz. I to uczucie zaprowadziło mnie do samego początku, dlatego też stwierdziłam, że How Big How Blue How Beautiful powinno być tytułem i powinno otwierać cały album, ponieważ w tej frazie jest tyle nadziei a ona sama wyraża mój obecny stosunek do świata.”
Co przed nami? Jaką magią tym razem uraczą nas Florence, Isa, Rob i pozostałe koła zębate, kręcące się wewnątrz Maszyny? Już niedługo poznamy odpowiedź na te pytania! 29 czerwca doczekamy się premiery czwartego wydawnictwa, zatytułowanego High As Hope. Dotychczas promują go trzy single – spokojne Sky Full Of Songs, wypełnione przesłaniami Hunger oraz świeże, opublikowane zaledwie kilkadziesiąt godzin temu Big God, do którego nakręcono teledysk, przywodzący na myśl dzieła El Greco.
,,W jednej chwili na „High As Hope” znajdziemy hołd dla Patti Smith, by później móc wysłuchać historii o rozmyślaniach na temat smsa od sympatii. „High As Hope” to zbiór wydarzeń radosnych oraz tych, które mogą doprowadzić do wściekłości. Jednak na końcu radość zwycięża. – Wiadomo, że to zawsze jest skomplikowany proces, a ja na pewno nie rozgryzłam wszystkiego, jednak czuję, że „High As Hope” to dobre odzwierciedlenie miejsca, w którym obecnie się znajduję jako artystka. Czuję, że jestem bardziej szczera, na pewno mam większy komfort sama ze sobą ”
Fakt, że Florence jest artystką przez ogromne A nie budzi niczyjej wątpliwości. Warto wspomnieć, że kobieta nie zajmuje się jedynie muzyką. Pisze wiersze, tworzy trójwymiarowe, kwiatowe kompozycje, a w lipcu światło dzienne ujrzy jej pierwsza książka, kryjąca się pod czarodziejskim tytułem Useless Magic: Lyrics and Poetry. Dla wielu jest nie tylko wokalistką i artystką, urosła do rangi prawdziwej ikony. Jej wyjątkowy, niebanalny styl ubioru sprawił, że została okrzyknięta ,,Królową Vintage”, a sam Karl Langfred nazwał ją swoją muzą. Na scenie pojawia się przystrojona w kwiaty, z brokatem przyklejonym do twarzy. Gdy biegnie, tańczy i skacze, goni ją długa peleryna lub zwiewna sukienka.
,,Zawsze fascynował mnie motyw odlatujących ptaków. To romantyczne, że muzyka potrafi sprawić, że dosłownie unosisz się nad ziemią. Takie poczucie dają mi peleryny”
Identycznie przystrojeni są również fani. Motyw brokatowych twarzy i kwiatów na głowie stał się przecież nieodłącznym elementem każdego występu zespołu. Cóż, pozostało nam jedynie czekać do przyszłego piątku. A gdy już się doczekamy, ponownie zanurzymy się w świecie całkowicie nowej, niespotykanej dotychczas magii. Odliczamy!

