Nie jest w Polsce łatwo przebić się z albumem producenckim. Paradoks polega na tym, że za skillsy i twórczość tychże producentów wstydzić się nie musimy. Wielu z nich to klasa wręcz światowa. Osobiście zaliczam do nich Czarnego HIFI, bohatera dzisiejszej recenzji. Nie bał się zaryzykować debiutanckim longplay’em, teraz kontynuuje świetną passę.
Czarny był współzałożycielem HIFI Bandy, więc naturalnym jest odbierać jego płytę w kategoriach stricte hip hopowych. Takie wyobrażenie kreuje nam także wytwórnia z którą współpracuje. Nokturny & Demony zostały wydane nakładem Prosto Label. Jednak Olek M. nie zamierzał zamknąć się w już „obstawionych” klimatach. Na płycie usłyszymy więc cały miszmasz gatunkowy. Mówi się, że to co jest do wszystkiego, jest tak naprawdę do niczego. Sporo w tym racji także w świecie muzycznym (nawiązuję tu do częstych porażek mainstreamowych składanek), ale tu mamy do czynienia z wyjątkiem. Właściwie każdy utwór to komplementarny element układanki, każdy pasuje jak ulał.
Płyta stanowi kontynuację stylistyki znanej z Niedopowiedzeń, jednak teraz rozrzut gatunkowy i ilość eksperymentalnych utworów jest znacznie większa. Jednocześnie nie zapomniano o słuchaczach rapu. Czarny HIFI zaprosił całą czołówkę polskiej sceny – Mesa, VNM’a czy Sokoła. Smaczkiem jest tutaj numer z Promoe ze szwedzkiej ekipy Looptroop Rockers. Jednak największym zaskoczeniem jest tu postać Izy Kowalewskiej. Wokalistka pojawia się w dwóch utworach i w obu czaruje. Dobrym rozwiązaniem było wybranie utworu Nadzieja na singiel.
To co urzekło mnie szczególnie, czego brakuje mi na wielu albumach producenckich to duża ilość dźwięków instrumentalnych. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj pierwszy singiel, czyli semi-tytułowe, mocno skomplikowane Nokturn. Wiele dobrego mogę powiedzieć o refleksyjnym Latami z Sokołem, który to w ostatnich latach jest jednym z najbardziej szczerych i krytycznych dla rzeczywistości raperów. Tommy Lobo to niejako druga część Walter Erviti z Niedopowiedzeń. Tak samo tutaj, poświęcony określonej postaci utwór to popis umiejętności producenckich Czarnego.
Jest to album trudny. Trzeba to jasno powiedzieć. Choć ma kilka potencjalnych hitów jak Demony czy Fabric of Life z Promoe, to większość albumu wymaga głębszego wsłuchania się w rozbudowane dźwięki. Akustyczne kawałki czy inspiracja muzyką filmową pokazują, że artysta wiedział komu kieruje swój album. Świadomemu słuchaczowi. A Czarny potrafi tworzyć hity (Niedopowiedzenia). Jak widać, postawił na coś innego. I dobrze, bo album to swoisty must-have na półce. Album, do którego nie będziemy wracać codziennie, czy nawet co tydzień, ale gdy już założymy słuchawki, za każdym razem dźwięki z Nokturnów & Demonów przenosić nas będą w inną rzeczywistość. Polski hip hop ma się dobrze.
