Od 13 do 16 lipca 2022 r. po dwóch latach przerwy powrócił jeden z największych festiwali muzycznych w Europie. Tegoroczny line up nie cieszył się dużym zainteresowaniem, ale mimo wszystko na to wydarzenie przybyło tysiące osób. Zapraszamy do przeczytania relacji Kasi Derezińskiej.
Dzień pierwszy
W środę 13 lipca główną i w zasadzie jedyną gwiazda jaką mogłam zobaczyć był zespół Twenty One Pilots. Uważam ten koncert za najlepszy z całego festiwalu i choć moja opinia może być mocno związana z tym, że jestem ogromną fanką, to uwierzcie mi, nie tylko ja byłam pod wrażeniem. ToP zrobili wielkie show, nie tylko muzyczne – także wizualne i klimatyczne. Duet wraz z towarzyszącym zespołem zagrał utwory z najnowszej płyty: m.in. Shy Away i The Outside i również Jumpsuit, Heavydirtysoul, a pod koniec koncertu wprowadził słuchaczy w nostalgiczny stan, wykonując Car Radio. Nie mogło oczywiście zabraknąć Stressed Out czy Ride. Na scenie pojawił się trębacz grający czeską pieśń, ognisko, przy którym wykonano parę piosenek, a najbardziej zaskakującym (i jednocześnie trochę przerażającym) momentem był ten, gdy Tyler i Josh pojawili się na publiczności (tak, dosłownie na niej). Ludzie trzymali stopy Tylera oraz platformę z perkusją i Josh’a na swoich rękach, gdy byli w trakcie występu.
To jeden z lepszych koncertów w jakich brałam udział, ale oczywiście nadal chciałam zobaczyć, czym jeszcze zaskoczy mnie Ostrawa.
Dzień drugi
W czwartek wydarzeń na festiwalu było o wiele więcej. Zaczęłam dzień od obejścia całego terenu i przyznam szczerze, że do końca nie udało mi się go zobaczyć w całości. Całe wydarzenie miało miejsce na terenie dawnej Huty Dolne Witkowice – otoczenie zrobiło specyficzny klimat, ale myślę, że jest to zaleta tego festiwalu. Po południu wybrałam się na koncert Pengshui na Drive Stage – wybuchła tam prawdziwa bomba energetyczna. Muzyka rockowa w tym miejscu odżyła i dodała wszystkim mocy na dalsze świętowanie. Przed godziną 18 na scenie głównej pojawiła się Princess Nokia – wkroczyła na scenę niczym królowa i wykonała parę najbardziej znanych utworów i choć więcej mówiła do publiczności, niż śpiewała w trakcie występu to uważam te 1,5 godziny za przyjemnie spędzony czas. Wyglądało na to, że setki osob, które słuchały koncertu, również dobrze się bawiło. Zaraz potem na scenie Liberty Stage wystąpiła Phoebe Bridgers, a na głównej scenie zagrał Franz Ferdinand.
W końcu przyszedł czas na gwiazdę wieczoru, czyli The Killers. Znów przybyło tysiące osób i mimo ogromnej ulewy, która zaskoczyła wszystkich już na początku koncertu, było to całkiem niezłe show. Najbardziej zapadł mi w pamięć moment, gdy Brandon Flowers zaprosił na scenę Phoebe Bridgers i po raz pierwszy wykonali razem duet Runaway Horses. To była scena jak z prawdziwego filmu – wokaliści zaśpiewali ten utwór, stojąc w deszczu i absolutnie nie martwili się tym, że są cali mokrzy. Stworzyli dzięki temu niesamowitą atmosferę, a także okazali gest solidarności tysiącom słuchaczy, którzy w tej ulewie spędzili 1,5 godziny. Finalnie koncert The Killers oceniam na dobry, ale nie zrobił wielkiego wrażenia – no, może prócz sceny z Phoebe.
Dzień trzeci
Piątek zaczęłam od polskiego akcentu na czeskiej scenie, czyli występu Mesajah. Byłam pod wrażeniem tego, ilu ludzi zebrało się pod główną sceną, bo to naprawdę spore grono. Artysta zachęcał publiczność do tańca i przekazał mnóstwo pozytywnej energii. Zaraz po tym na Liberty Stage usłyszeliśmy Sons of the East – zespół, prosto z Sydney, który rozpoczął tym koncertem swoją trasę po Europie. Tworzą głównie indie folk i muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Ta australijska energia była bardzo mocno odczuwalna – na tyle, że chciało się stać w pełnym słońcu do końca koncertu.
Trzeci dzień zdecydowanie należał do LP. Zaczarowała publiczność już pierwszymi dźwiękami, mimo 20-minutowego opóźnienia. W jej show urzekło mnie to, że nawiązywała kontakt ze słuchaczami, kierowała do nich swój szczery i zarażający uśmiech, w dodatku zaskoczyła nie raz idealnym rejestrem gwizdkowym. Magiczny był też moment, gdy widownia zaczęła śpiewać wraz z artystką One Last Time – tysiące osób śpiewających tę samą melodię, no wyobraźcie to sobie. Jako jedyna z głównych gwiazd festiwalu była wzywana na bis, jednak organizacja na to nie pozwoliła. Koncert LP mogę spokojnie postawić na równi z występem Twenty One Pilots.
Dzień czwarty
Ostatni dzień Colours of Ostrava zapowiadał się na najbardziej imprezowy. Wybrałam się na koncert zespołu Inhaler – świetnie się bawiłam przez pierwsze 20 minut, ponieważ po tym czasie zaczęła się ulewa. Setki osób, stojących pod główną sceną zaczęło nagle uciekać. Ze sceny usłyszałam tylko pytanie: “Is everybody ok?”. Po tym grupa artystów zeszła ze sceny – koncert został przerwany. Nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam – pierwszy raz byłam świadkiem sytuacji, gdzie tak duża grupa widzów nagle ulatnia się spod sceny. Organizatorzy poinformowali, że show zostanie wznowione za kilka minut.
Colours of Ostrava 2022 zakończył Martin Garrix – tutaj mogliśmy zobaczyć niesamowite świetlne show i przy tym pobawić się do świetnej muzyki.
Pozostaje zadać pytanie: czy polecam wybrać się na festiwal Colours of Ostrava? Myślę, że warto wziąć udział chociaż raz w tym wydarzeniu, by doświadczyć tego klimatu, jaki tworzy sama huta Dolne Witkowice. Jeśli chodzi o koncerty – uważam, że wszystko zależy od preferencji muzycznych, ale organizatorzy dają tak duży wybór, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. To były ciekawe 4 dni i z pewnością długo ich nie zapomnę.
