Site icon All About Music

Colours of Ostrava 2015. Relacja Beaty Prętnickiej

W niedzielę zakończyła się czternasta edycja czeskiego Colours of Ostrava. Edycja anno domini 2015 obfitowała w liczne niespodzianki. Dominowała różnorodność i tak jak w poprzednich latach również i tym razem mogliśmy podziwiać wszystkie odcienie muzyki.

Słowem wstępu…

To nie jest zwykły festiwal. Na Colours of Ostrava stawia się na bezpośredni kontakt z publicznością. To tutaj artyści po swoim performance mogą przyjść na występy swoich kolegów po fachu bez żadnych konsekwencji i bawić się jak każdy inny widz. To tutaj panuje radość, szczęście i pozytywna adrenalina. Wreszcie, to tutaj każdy może znaleźć coś dla siebie. W repertuarze mamy niemal wszystko: muzykę klasyczną, rock, pop, jazz, blues, folk. Czasami więc trudno jest wybrać, na co warto iść, zwłaszcza że większości artystów się nie zna. I to jest też piękne.

Poniżej przedstawiam Wam swojego rodzaju the best of. Niech to będzie takie podsumowanie tego, co działo się przez te cztery dni. Każdego dnia wybierałam koncerty, które zapowiadały się wprost rewelacyjnie, jednak czasami plany zweryfikowała rzeczywistość. Nie wszystkie jestem w stanie wymienić, aczkolwiek niech to będą te, które jakoś zapadły mi w pamięć.

IN, czyli najlepsze SHOW

(kolejność losowa)

1) Roni Size & Reprazent

Na ten występ wybrałam się z zaciekawieniem. Zastanawiało mnie, dlaczego duet dostał jedną z dwóch głównych scen. Po kilku minutach wszystko jednak było jasne – Brytyjczycy masakrowali swój występ. Moje muzyczne skojarzenie (i chyba najbardziej trafne? Rudimental. Głos Onalee doskonale współgrał z rapem MC Dynamite. Wszystko było bezbłędnie, czego dowodem była doskonała zabawa wszystkich obecnych na koncercie.

2) Michal Hrůza

W trakcie trwania pierwszego dnia festiwalu byłam rozczarowana pewnym występem (o nim poniżej). W ramach pocieszenia, właściwie przypadkiem trafiłam na ten występ. Mamy tutaj doświadczenie i granie, które bez cienia wątpliwości jest godne uszom każdego fana dobrego rocka. Jedynym mankamentem był śpiew po czesku, ale i co z tego. Jeżeli ktoś potrafi grać i poruszyć publikę to nieważny jest język, bo uniwersalnym sposobem porozumiewania się jest muzyka.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

3) Lenny

Nie ukrywam, był to występ, który wyczekiwałam przez cały dzień. Skromność i charakterystyczna chrypka, podobna do tej którą posiada Bonnie Tyler bardzo mnie ujęły. Co prawda Lenny swojego repertuaru zbyt dużego nie ma, to nawet covery takich przebojów jak Radioactive Imagine Dragons czy Say Something A Great Big World brzmią wprost magicznie. Czapki z głów.

4) Björk

Powiem szczerze, nie jestem i nigdy nie byłam fanką Björk, jednak Wasze opinie oraz legendy krążące o jej występach na żywo sprawiły, że był to punkt festiwalu typu must-watch. Tym bardziej, że artystka rzadko kiedy daje koncerty na tego typu imprezach. Chciałam przedstawienie, to je dostałam. Wokalistka wyszła do nas w sukni Alexandra Wanga i w jeszcze dziwniejszej masce, niż tej którą zaprezentowała na okładce Vulnicury. Jej wykon potwierdził jedynie klasę i moją teorię, mówiącą o tym, że koncerty definiują artystę, a emocje towarzyszące im nie można nagrać na płytę, gdyż po prostu się tak nie da. Jednym słowem, pozamiatała i zdecydowanie był to najlepszy występ pierwszego dnia festiwalowego.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

5) José González

Szwedzki chłopaczek z gitarką zachwycił niedawno gdyńską publiczność. Na jego ostrawskim koncercie jednak tłumy poruszonych i skupionych jednocześnie na wysłuchaniu tego co miał nam do zaprezentowania José González. Po każdym zaprezentowanym utworze gromkie brawa, a frekwencja ogromna. I te słowa… Wzruszył mnie.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

6) The Cinematic Orchestra

Kolejny projekt-zagadka. Nie ukrywam, zainteresowały mnie nagrania na Spotify i bardzo czekałam na ten występ live. The Cinematic Orchestra nie zawiodło. Ta magiczna mieszanka nu-jazzu i elektroniki sprawiła, że to wykonanie zapadło mi szczególnie w pamięć, chociaż paradoksalnie zespół istnieje od końcówki lat 90. Kto będzie miał kiedyś okazję zobaczyć ich na żywo – polecam, naprawdę warto. Widocznie nigdy nie jest za późno, by w pełnym wymiarze zobaczyć to, co nieznane.

7) Kasabian

Byli jedną z gwiazd Open’era często odwiedzają różne festiwale, by promować swoje najnowsze wydawnictwo 48:13. Za każdym razem dawali niezapomniane show. Nie inaczej było w Ostrawie. Publiczność bardzo dobrze przyjęła brytyjski zespół, a ten odwdzięczał się jej niesamowitą energią, którą było słychać nawet z najdalszej odległości od sceny! Życzyłabym sobie, by każdy koncert wyglądał tak jak prezentowali to panowie z Kasabian.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

8) Black Strobe

Koncert na Agrofert Fresh Stage był dla mnie jedną niewiadomą, choć paradoksalnie Francuzi grają od dawna, a ich utwory były wykorzystywane już między innymi w serialu The Walking Dead czy grze Assassin’s Creed: Brotherhood. Ich doświadczenie było widoczne podczas występu na każdym kroku, a ich synth-popowa twórczość zaprezentowana podczas ich godzinnej wizyty na scenie przypomniała mi o istnieniu grupy Depeche Mode. To wszystko na żywo brzmiało tak dobrze… że właściwie nigdzie stamtąd nie chciałam się przemieszczać.

9) William Fitzsimmons

Nigdy nie byłam w Vitkovice Gong Stage, gdyż ta scena kojarzyła mi się ze sztuką wyższych lotów. Słysząc jednak opinie o artyście i po dość pobieżnym zapoznaniem się z repertuarem w internecie, postanowiłam posłuchać Williama Fitzsimmonsa na żywo. Występ zwracający uwagę przede wszystkim szczerością przesłania. Bo oto przychodzi facet z gitarą… i czaruje publiczność, która odwdzięcza się po każdym utworem niesłabnącymi brawami.

10) Dzambo Agusevi Orchestra

Najlepszym wyznacznikiem tego, czy występ jest udany jest reakcja publiczności. Gdy po każdym utworze rozlegają się oklaski, jest dobrze. Gdy ludzie bawią się przy muzyce – jest jeszcze lepiej. Poprzeczkę w tym względzie bardzo wysoko podniósł macedońska Dzambo Agusevi Orchestra, gdyż spełniając wszystkie wyżej wymienione elementy osoby znajdujące się w pobliżu ArcelorMittal Stage dorzuciły jeszcze jeden: śpiewano za wokalistę utwory! Ta okoliczność zaskoczyła nawet zespół, który nie krył nawet swojego zdumienia tym, co się dzieje.

11) Bazzookas

Tu byłam jednak tylko na chwilę, ze względu na… no właśnie. Holendrzy z Bazzookas wiedzieli, że mają dość niekorzystną porę koncertu (pierwsza połowa – Heymoonshaker, druga – Björk), więc popołudniu… urządzili akcję promocyjną. Chodzili w okolicach ruin starej huty, rozdawali takie śmieszne okularki i zapraszali na koncert :) . Zabieg okazał się częściowo skuteczny… lecz wpadłam tam tylko na chwilę i zabawa była przednia. Taki mix Eneja z Poparzonymi. W pewnym momencie nawet wokalista zespołu zszedł ze sceny w publiczność… i zaczął z nimi tańczyć! Zabawny widok, ale przecież o to chodziło – byśmy byli pozytywnie nastawieni.

Colours of Ostrava!! High energy!Check this out! An after movie of our gig at Colours of Ostrava!! We had a blast, what a fantastic week!! #ontheroad

Posted by BAZZOOKAS on 18 lipca 2015

12) The Dumplings

Nigdy nie byłam na koncercie tego młodego duetu, więc tym razem postanowiłam się przekonać, na czym polega fenomen naszych polskich Pierogów. Co prawda, to co oni prezentują to raczej nie moja para kaloszy, ale fakt zadziwiło mnie to. W końcu zadawałam sobie pytanie, jak to możliwe że ci młodzi ludzie prezentują tak niekonwencjonalny i tak dojrzały materiał? Być może odpowiedź usłyszę na drugiej płycie, premierę której przewidywana jest na wrzesień.

OUT, czyli największe rozczarowania

1) Heymoonshaker

Połączenie beatboxu z gitarą… miało wyjść ciekawie, lecz niestety wyszło jak zawsze. Niestety, nie mogłam wytrzymać koncertu do końca, gdyż zabolała mnie monotonia tego, co prezentowali Panowie. Wiem, jakie możliwości może mieć to połączenie, lecz w moim odczuciu brytyjski duet Heymoonshaker nie wykorzystał w pełni swoich możliwości, a szkoda. Po trzecim utworze wyszłam bardzo rozczarowana. Na pewno to nie było to, czego oczekiwałam.

2) Rodrigo y Gabriela

Duet z Meksyku miał być sensacją festiwalu. Technicznie nie mam im nic do zarzucenia, lecz… naprawdę, nie podobało mi się ich granie. Czasem miałam wrażenie, że Rodrigo robi swoje, a Gabriela swoje – czyli to nie współgrało tak, jak chyba powinno. No chyba, że to było zamierzone. Chwilami fakt, było fajnie lecz to jest jednak tej występ, o którym wolałabym zapomnieć.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

3) St. Vincent

Jeden z headlinerów dostał wręcz idealną porę na występ. Twórczość i dość późna pora występu skłoniła większą część publiczności… do opuszczenia terenu festiwalowego zaraz po tym koncercie. Niestety, to wszystko brzmiało jak kołysanka. A Ci bardziej wytrwali pozostali jeszcze na Swansach, kapeli Oscar And The Wolf oraz Klangkarussell.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

Inne występy godne polecenia, czyli takie pół na pół

1) BOKKA

W tym wypadku całkowicie nie spodziewałam się tego, co wówczas usłyszałam. Wszystkie utwory zaprezentowane zostały z pewnym wyrafinowanym wyczuciem. Na dokładkę projekt zaprezentował nam nową kompozycję z nadchodzącego nowego albumu. Mistrzostwo.

Oficjalny fanpage zespołu BOKKA

2) Choir of Young Believers

Kolejny ciekawy, tym razem duński projekt. W każdym razie nie było nudno, a panowie zaprezentowali bardzo ciekawe propozycje muzyczne.

3) Rudimental

Kapela tym razem prezentowała nowy materiał z nadchodzącego wydawnictwa We Are Genetation. Podczas performance’u nie zabrakło także i starszych przebojów od grupy takie jak między innymi Waiting All Night. Nie ukrywam, że chyba najbardziej podobały mi się kawałki zaprezentowane przez Willa Hearda. Dla mnie bomba.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

4) Clean Bandit

Kolejny kapitalny występ. Utwory, które składały się na nocny repertuar były raczej tym, czego można było się spodziewać. Zabawa, tańce i granie na żywo. Kto nie wierzy, to przytoczę pewien fakt: podczas prezentacji jednego z utworów nastąpiła awaria sprzętu, jaki miał przy sobie skrzypek, więc nagle jego partia ucichła. Na szczęście problem został szybko zażegnany i nie przerwano występu. Jednym słowem: klasa.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

5) Abavuki

Południowoafrykańska grupa wywarła na mnie niebywałe wrażenie. Co prawda, nigdy nie przepadałam za tego typu muzyką ale sposób, w jakim zaprezentowano materiał, nie zapominając jednocześnie o korzeniach powalił mnie na kolana. Właśnie ta kreatywność spowodowała, że naprawdę ich polubiłam.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

6) Danger

To chyba jeden z najbardziej tajemniczych występów podczas tegorocznej edycji Colours. Jedna z ikon elektroniki w dziwnej masce przeciwgazowej występuje prezentując swój set z wizualizacjami. Artysta wielokrotnie pokazywał, że jest usatysfakcjonowany widząc tyle osób koło sceny. Gdy wysłuchałam do końca tego, co Danger miał do zaprezentowania, miałam mieszane uczucia i zadawałam sobie pytanie, określane popularnym skrótem „WTF?”.

Autor: MatyᚠTheuer, Colours of Ostrava

7) The Mispers

Tutaj również ciekawość zaprosiła mnie do obejrzenia tego koncertu. Nie zawiodłam się. Utwory zagrane w starym stylu, takim jakim najbardziej lubię, czyli takim sprawiającym wrażenie garażowego grania, co akurat w tym wypadku jest atutem. Sądzę bowiem, że w ten sposób pokazywana jest świeżość tego, co się prezentuje.

8) Augustines

Na ten wykon też poszłam w ciemno. Koncert był tak niezwykły, że nadal tkwi w mojej pamięci. A teraz? Non stop w internecie słucham ich kawałków. Po prostu pokochałam to niekonwencjonalne na pograniczu z komercją granie. Brawo, panowie.

PS: jedne zdjęcia są mojego autorstwa (chyba widać które :D ), reszta ze względu na ograniczenia licencyjne pochodzi od Oficjalnych Fotografów Festiwalu Colours of Ostrava

Exit mobile version