Site icon All About Music

Coals – docusoap (2020), recenzja Miłosza Musiała

W Coalsach zakochałem się trzy lata temu, gdy światło dzienne ujrzała ich pierwsza pełnowymiarowa płyta Tamagotchi. Po premierze debiutanckiego longplay’a kariera zespołu obróciła się o 180 stopni, przy czym tworzący duet Łukasz Rozmysłowski i Kacha Kowalczyk pozostali normalnymi, sympatycznymi osobami. Przekonałem się o tym jakiś czas temu, kiedy dane mi było przeprowadzić z nimi wywiad dotyczący ich nowego albumu, który ma swoją premierę właśnie dzisiaj. Przed wami Docusoap, drugi album studyjny w dyskografii Coals.

Płytę promowały dwa, na pierwszy rzut oka, skrajnie odmienne single. Pierwszy z nich to iście trapowy sleepwalker, a drugi to dużo bardziej dream popowy pearls. Te dwa utwory w mistrzowski sposób oddają przekrojowość gatunkową, jaka panuje na albumie. Oba kawałki zostały zobrazowane teledyskami, które wpisują się w psychodeliczną estetykę zespołu. Podobnie jest z robiącą piorunujące wrażenie okładką. Coals opracowali swój unikalny wizerunek opierający się na dziwacznych, czasami nawet zabawnych elementach.

O tym, na jak wysokim poziomie stoi aktualnie polska muzyka zdążył przekonać się chyba każdy, komu przyszło żyć w kraju nad Wisłą. Temat zacierania się granicy między jakością piosenek z zachodu i tych wyprodukowanych w Polsce poruszył już każdy dziennikarz muzyczny, jednak słuchając nowej płyty Coalsów odnoszę wrażenie, że powyższe zdania wyrażają tyle, co nic. Nowy krążek śląskiego duetu prezentuje sobą o wiele wyższy poziom niż większość muzyki, którą aktualnnie możemy usłyszeć w rozgłośniach radiowych w Polsce i na całym świecie.

Na pochwałę zasługuje poprawa warsztatu songwriterskiego Kasi. Melodii z utworów takich jak bitter cold, oblivion czy loops nie powstydziliby się mistrzowie gatunku tacy jak Enya albo Tanita Tikaram. W refrenie utworu sugar pada nawet nawiązanie do przeboju pierwszej z pań – Orinoco Flow.

W każdy wtorek na antenie Newonce Radio usłyszeć można prowadzoną przez Coalsów audycję, która nosi tytuł UFO. Na Docusoap również znalazło się miejsce dla niezidentyfikowanego obiektu latającego, bo jeden z utworów, podobnie jak audycja, rownież nazywa się ufo. Gdybym miał wskazać kandydata na następny singiel promujący płytę, byłby nim na pewno właśnie ten kawałek. Jego przebojowy refren porywa niczym latający statek przybyszy z innej planety.

Kiedy po raz pierwszy spojrzałem na tracklistę płyty, od razu moją uwagę przykuł utwór pod tytułem oberek. Jest to jedyna piosenka z polskojęzycznym tytułem, a także jedyna, w której możemy usłyszeć gościa specjalnego. Jest nim londyński producent Felicita należący do wytwórni PC Music.

Zadziwiają również partie śpiewane przez Łukasza, który do tej pory skrywał się głównie za warstwą muzyczną. Jego krótkie popisy wokalne możemy usłyszeć we wcześniej wspomnianym utworze sleepwalker oraz kawałku hockney, który jest swoistym hołdem dla legendarnego, brytyjskiego malarza Davida Hockney’a.

Właściwą część płyty zamyka zmysłowy utwór coral reef zawierający elementy nurtu ASMR i liczne glitche, jednak osoby, które zdecydują się na zakup albumu w wersji fizycznej będą mogły usłyszeć jeszcze jeden, dodatkowy utwór w języku polskim. Chodzi o psychodeliczny kawałek pod tytułem plum, w którym duet eksperymentuje z formą i bawi się dźwiękami. Piosenka diametrialnie różni się od reszty płyty, więc nie należy jej traktować jako część albumu.

Docusoap to najdojrzalszy materiał w dotychczasowej dyskografii Coals. Aż miło obserwować jak na naszych oczach rodzą się gwiazdy światowego formatu. Mamy dopiero marzec, a mam wrażenie, że znam już album, który znajdzie się w czołówce mojego końcoworocznego podsumowania i będzie to właśnie drugi album studyjny śląskiego duetu. Mam nadzieję, że wersje utworów, które usłyszymy podczas nadchodzących koncertów dorównają wykonaniom studyjnym.

Exit mobile version