Site icon All About Music

Cleo – Bastet (2016), recenzja Pawła Markiewicza

Nikt do końca nie spodziewał się, jak ta płyta będzie brzmieć. Jednego byliśmy pewni – ten krążek będzie bardzo niespójny brzmieniowo. Trzy single wydane przed premierą i każdy prezentował co innego. Cleo pod skrzydłami Donatana radziła sobie bardzo dobrze. Współpraca z nim była prawdziwą trampoliną dla jej kariery. Kontrakt z nową wytwórnią i długo wyczekiwany „solowy” album, którego recenzja w dalszej części. 

Osobno, ale razem” (Na Pół) chyba najlepiej obrazuje relacje pomiędzy Cleo i Donatanem. Z tego co mi wiadomo, ich współpraca miała zakończyć się po promocji Hiper/Chimery i po podpisaniu kontraktu Klepko z Universalem. Jednak kariera Joanny nie do końca jest taka solowa, ponieważ DobroBIT a.k.a. Donatan odpowiada za muzykę zawartą na Bastet.

W Cleo zaszła pewna zmiana. Debiutancka płyta zrywa całkowicie z brzmieniami ludowymi. Bastet jest nieco egzotyczny, dziki. Dodatkowo w jej twórczości zmienił się target – o ile Hiper/Chimera była dostosowana do słuchacza w wieku 14 do 35, to Bastet przeznaczony jest tylko dla 14-17 latków. Wydaje mi się, że Joanna poszła po linii najmniejszego oporu i nie usłyszymy już w jej twórczości problemów współczesnego świata.

Zaczyna się dość… żenująco, od Listu wystosowanego przez Cleo do jej fanów, w którym dziękuje za to, że odbiorcy są z nią już od dwóch lat. Przepraszam, ale ja tego nie kupuje. Jedyne co mi się podoba, to wokal, który wysuwa się na pierwszy plan dzięki stonowanej melodii w tle. Jednak nie zawsze tak jest. Zdarza się, że muzyka przyćmiewa wokal Cleo, co skutkuje tym, że nie do końca słychać słowa piosenki. Tak dzieje się w N-O-C i Mi-Się. Pierwszej kompozycji, pomimo słabego tekstu i produkcji, która nieco zawiodła, będę bronił. Utwór, pomimo, że niedoszlifowany, bardzo dobrze wpisuje się w klimaty muzyki EDM, na którą nasz kraj nie do końca jest gotów. Mi-Się to prawdziwa porażka, która utwierdza powyższe słowa na temat targetu. Agresywna brzmieniowo piosenka, która ze względu na tekst mogłaby rozbrzmiewać na kanale Mini-Mini. Próbowałem nabrać do tego dystansu, ale to jednak nie działa. Nie wiem kto zmusił Cleo na dodanie tej piosenki na Bastet, ale to był największy błąd.

Płyta momentami brzmi egzotycznie. Tytułowy kawałek i Kocia mama utrzymane są właśnie w takim klimacie. Klimacie, który jest przyjemny dla ucha – przynajmniej mojego. Wszystko tutaj jest na swoim miejscu. Odpowiednio wyważone, wyprodukowane z głową i nieprzesadzone – choć linia była naprawdę cienka. Największy atut to… teksty, które utrzymane są w odpowiedniej tematyce. Melodia pomiędzy refrenem a zwrotką w Kociej Mamie to techno-cudo. Gdyby cały Bastet utrzymany był w takim klimacie, to byłbym niezmiernie szczęśliwy, a tak jestem zawiedziony.

Nie zabrakło również ballad. Nietypowe, ze względu na muzykę – Sami i klasyczne Na Pół. Obie kompozycje dobre i dość emocjonalne. Dobrze, że ta druga została wybrana na singiel, idealnie będzie komponować się z Wolę Być i może naprawić zepsuty wizerunek, po źle przyjętej N-O-C-Y.

Album Bastet zamykają dwa remiksy. Cóż tu dużo mówić. Nowa wersja Wolę Być jest dużo gorsza od oryginału. Nie rozumiem dlaczego lekka kompozycja została zmieniona w klubowy, ciężki w odbiorze kawałek. Natomiast Zabiorę Nas w wykonaniu Basto nie ratuje kiepskiej pierwotnej wersji. Posunę się dalej i powiem, że Basto Remix jest kulą, która ciągnie w dół poziom płyty. Ten niemiły akcent zamyka Bastet.

Ta płyta to jedna wielka sinusoida. Mamy tu do czynienia z dobrymi kawałkami na miarę Bastet czy też Na Pół, ale również okropnymi, niszczącymi słuch Mi-Się czy Echo. Płyta cholernie niespójna brzmieniowo i klimatycznie, co niestety wychodzi na niekorzyść samej wokalistki. Poza kilkoma kawałkami nie ma tu niczego odkrywczego. Spodziewałem się czegoś lepszego, mocniejszego, a dostałem przeciętny krążek.

Exit mobile version