Jeszcze w sklepach płytowych można nieraz natknąć się na debiut Charli XCX stojący dumnie na półeczce z nowościami, a brytyjska wokalistka już wysmażyła dla nas jego następcę. W sumie… . Kiedy, jak nie teraz? Fancy z Iggy Azaleą było jednym z największych przebojów minionego roku, triumfy święciło również nagranie Boom Clap. Charli XCX trafiła na usta wszystkich i wyrwała się z przedmieść mainstreamu, by rzucić się w sam jego środek. Sucker nie przypadkowo najpierw wydane zostało za Oceanem. W końcu o uwielbieniu Ameryki jest jedna z premierowych piosenek wokalistki, London Queen. Jak amerykańskie powietrze wpłynęło na twórczość Charli XCX?
Nie należę do osób, które chwalą debiutancki album Brytyjki, True Romance. W mojej opinii jest płyta dość płytka, banalna i mało charakterna. Charli XCX, choć barwną jest postacią, nie umiała przełożyć swojej osobowości na utwory. True Romance to krążek, który mógłby brzmieć dobrze, a nawet wyśmienicie. Wokalistka musiałaby jednak nieco swoje piosenki okroić, np. z mało ciekawego What I Like zostawić jedynie rapowane partie. Obawiam się jednak, że True Romance przerodzić by się wówczas mogło w epkę. Sucker spotkałby los jeszcze gorszy – mało tu fragmentów, do których chciałoby się wracać, chociaż Charli XCX oraz jej producenci dwoją się i troją, by każdy znalazł tu coś dla siebie. Ale od początku… .
Zaczyna się całkiem mocnym uderzeniem. Tytułowa kompozycja Sucker to niezła, śmiała produkcja, która pasowałaby i do Sky Ferreiry. Break the Rules charakteryzuje się świetnym, nieco tajemniczym wstępem. Jednak im dalej w las… tym jaśniej i nudniej. London Queen miało potencjał, by stać się przyzwoitym indie rockowym kawałkiem (spod plastikowej, popowej otoczki nieśmiało wygląda gitara elektryczna), ale ostatecznie straszy niewyszukanym tekstem i za słodkim wydźwiękiem.
Całkiem podoba mi się pop punkowe Breaking Up. Posłuchać da się spokojniejszej i mniej uwierającej wersji London Queen – Gold Coins. Znane z soundtracku do The Fault in Our Stars synthpopowe Boom Clap bez problemu wpada w ucho, stając się najbardziej przebojową piosenką Charli XCX.
Doing It to bezpieczna kompozycja, która z miejsca może być wysłana do komercyjnych stacji radiowych. Body of Me Own brzmi jak połączenie wyrazistości i zawadiackiego charakteru Gwen Stefani z melodią, do której uśmiechnęłaby się Avril Lavigne na The Best Damn Thing. Popowego utworu Famous nie zauważa się z powodu następującego po nim pop punkowego, pełnego młodzieńczej energii nagrania Hanging Around, które brzmi jak odświeżona wersja I Love Rock 'n’ Roll Joan Jett. Z ostatnich trzech piosenek w głowie zostaje jedynie Need Your Love, z ładnie wyśpiewanymi przez Charli XCX wysokim głosem partiami.
Przez wiele osób Charli XCX nazywana jest nadzieją współczesnego popu. Pytanie, czy chcemy, by współczesny pop właśnie takie miał oblicze. Zadziorne, niepokorne, rozwydrzone. Do mnie, niestety, brytyjskiej wokalistce znów nie udało się trafić. Jej zatytułowany prowokująco album Sucker brzmi, niestety, gorzej niż męczący poprzednik. Charli XCX w moich oczach wciąż jest dość grzeczną i bojącą się wychylać poza utarte schematy wokalistką. I chociaż w Break the Rules śpiewa o tym, że nie chce chodzić do szkoły, lecz łamać zasady, przydałoby się jej wrócić na jakiś czas do pozycji uczennicy i uważniej obserwować starszych twórców muzyki. Nie tylko tej popularnej.

